Moja Polska

Ewa Gabryś
Moja Polska – w oczach trzeciorzędnego muzykanta z knajpy „Pod Zdechłym Azorkiem”

            Maniuś Trąbkiewicz, podstarzały grajek, fałszujący niemiłosiernie co wieczór w szynku  na skraju drogi, siedział o zmierzchu na przyzbie swej zgrzebnej chałupiny, rozmyślając o znikomościach wszechświata. Od czasu do czasu wzdychał głęboko, wznosząc załzawione oczy ku niebu i jęcząc żałośnie:

            O Panie mój, czemu mnie tak doświadczasz? Ledwo mam co do garnka włożyć, by żonkę bidulę z sześciorgiem dziecisków wykarmić, a Ty litości nade mną nie masz?
            O Polsko moja, ojczyzno ma ukochana! Przecież podatki z mych nędznych grosików płacę, pana władzę wioskowego jak przystoi szanuję, po moim Burku przykładnie, co się należy, do woreczka zbieram. Czegóż więcej trzeba?
           

Smutne deliberacje Maniusia przerwało nagłe pojawienie się kompana, bębnisty z knajpianej kapeli, Wicka Tamburynka. „Zbieraj się Maniuś, pora do knajpy! Już tam o Ciebie pytają! Chcesz znowu bulić  za spóźnienie?” „Dość już mam tej chałtury, Wicek! Patrz, jak się tu poniewieramy za te psie pieniądze! Franek-ten to się urządził! Na statku do kotleta podgrywa, kasę niezłą zbiera, a Julek, na ten przykład, załapał się do orkiestry strażackiej i wygrywa tam te swoje trele na klarnecie na potańcówkach co wieczór. Oj, nędzna ta nasza dola! Może byśmy spróbowali szczęścia gdzieś za wielką wodą?”

            „Coś Ty na głowę upadł, Maniuś? Z czym do gościa? Armstronga chcesz odstawiać, czy może Marsalisa? Kto by Cię tam chciał? A mnie, to już szkoda gadać!

                                                                                  *

            Na drugi dzień znów siedział Maniuś o zmierzchu na przyzbie, rad, że tym razem nie musi się nigdzie spieszyć w ten poniedziałkowy, wolny od grania wieczór. Siedział, rozmyślając jak zwykle o znikomościach wszechświata i o tym, jak strasznie chciałby się wyrwać, choć na krótko, gdzieś dalej, zarobić trochę grosza i poprawić swój marny byt.
            Kochana moja Polska z pewnością mi wybaczy- myślał- przecież nie ucieknę od niej na zawsze! Ale jak to zrobić? Muszę coś wykombinować!
            Pogrążył się w rozmyślaniach, nie zauważywszy, że zbliża się doń jakiś elegant, o wyglądzie nobliwym i nieco staroświeckim, w kapeluszu z szerokim rondem.
            „Panie Maniuś”, zawołał, „słyszałem pana wczoraj „Pod Zdechłym Azorkiem”. Fajnie pan zaiwaniał na tej swojej trąbce! Nie chciał by pan u mnie jakiś czas popracować? Mam lokal w Chicago, nieźle prosperują. No i co pan na to?”
            Cóż za zbieg okoliczność-pomyślał Maniuś. Spadło mi to jak gwiazdka z nieba! Nie ma się co zastanawiać! Jadę!!!

                                                                                  *

Przygrywał, któryś już wieczór z rzędu, w obcej krainie, ciesząc uszy stęsknionych za krajem ojczystym Polonusów wiązankami polskich śpiewek i tańców ludowych. Przymykali ucho na fałszywe dźwięki, rozkoszując się swojską, dawno już niesłyszaną nutą. Nie skąpili mu sutych napiwków-grosz sypał się gęsto. Maniuś zaczął opływać w dostatki. A w dodatku, przy barze Lola, fertyczna blondyna przy kości, w wieku dobrze już pobalzakowskim, łypała na Mańka rozmarzonym oczkiem, wzdychając miłośnie.
 Żyć, nie umierać-myślał Maniuś. – Oto, co mi się od dawna należało!

                                                                                  *

Któregoś dnia coś mu jednak odbiło i postanowił sięgnąć wyżej. Udał się więc na przesłuchanie do… ni mniej ni więcej tylko Chicago Symphony Orchestra, nauczywszy się przedtem skrupulatnie, jak tam potrafił fragment koncertu na trąbkę Es-dur Haydna. Przyjął go sam sławny kapelmistrz polskiego pochodzenia, Artur Rodziński. Maniuś zaczął grać i naraz coś mu się w tej jego nieszczęsnej głowinie poplątało. Z trąbki poczęły się wydobywać kiksy, jeden za drugim, następnie zaś dźwięki piosneczki biesiadnej „Pije Kuba do Jakuba”. Kapelmistrz zrazu oniemiał, po czym pokiwał głową i rzekł ozięble: „przesłuchanie do kapel podwórkowych w budynku obok”, i wyszedł, zostawiając Maniusia w stanie kompletnej degrengolady psychicznej.
 Oj, cóż ja nieszczęsny teraz pocznę!- myślał. Ale się wygłupiłem! Oto nauczka dla mnie: nie sięgaj wyżej swojego nosa! A zresztą mam już tego dość: tak poniewierać się po obcych kątach, nie czuć zapachu polskich pól i lasów, nie widzieć ukochanych pejzażów…
 Panie Boże, dłużej już nie zdzierżę, ulituj się nade mną! Nie mogę już tak bez mojej Polski żyć! Pomóż mi się stąd wyrwać!

                                                                       *

Wśród tych rozpaczliwych błagań poczuł Maniuś naraz na policzku gorący jęzor, liżący go natarczywie i zawzięcie. – A cóż to znowu? Czym ja zmysły postradał?
            Ocknął się nagle i… widzi Burka tarmoszącego go za rękaw, a obok żoneczkę kochaną w barchanach, strofującą go zrzędliwym głosem: „Długo tak jeszcze będziesz kimał, obiboku? Marsz do knajpy, ty ladaco, po wypłatę!”
            O, dzięki Ci Panie za Twe hojne dary! Witaj Ojczyzno miła! – zakrzyknął uszczęśliwiony Maniuś, po czym udał się do knajpy, nucąc po drodze radośnie:
                        „Ukochany kraj, umiłowany kraj,
                        Ukochany, jedyny, nasz polski!”

                                                                       *

Z historii tej morał następujący wynika:
            Nie szukaj szczęścia daleko,
            Za siódmą górą i rzeką,
            Gdy szczęście masz tuż-tuż. AMEN.

Barbara Kozubek-Marczyk

Nie pierwszy raz rozmawiamy o tym dlaczego wróciłam, czemu nie pojechałam z taborami emigracji do Kanady. Nie miałaś wielkiej ochoty na powrót do Krakowa, a ja przekonywałam, że tam piękniej, tam znajomo i tam na nas czekają. Gdy zbliżaliśmy się do rozjarzonego światłami Wiednia zapytałaś po co walczyliśmy o wyzwolenie spod zaboru austriackiego, skoro tu tak ładnie, a u nas tak szaro, czy nie lepiej by było gdyby Kraków został w Austrii. Słyszałaś jak dorośli dyskutowali, przekonywali się nawzajem, zachwalano pobyt za granicami kraju, dla Ciebie też tam było ciekawie, koleżanki miały stroje o jakich marzyłaś, a tatusiowie nie jeździli starymi fiatami. Nie mogłaś zrozumieć moich decyzji, to było Twoje prawo, prawo dziecka, które odbiera rzeczywistość bez zaszłości, a ja personifikowałam tęsknotę za miejscami i ludźmi nazywając ją Polską.

Miłość jest ślepa, posłuszna tej zasadzie ubarwiałam Ci moją Polskę zamieniając czarno-biały film w kolorowy, zapominając, że po powrocie zobaczysz ją bez makijażu. Znasz mnie dobrze, czy możesz sobie wyobrazić, że mogłam podjąć ryzyko, że nigdy nie zobaczę mojej mamy, mojego rodzeństwa, że zapłacę cenę rozłąki za ładniejszy samochód, czy domek z ogródkiem?

Nie zgodzę się z Tobą, że powodował mną uczuciowy egoizm. Tak bardzo chciałam, żebyś doświadczyła tego samego, co mnie było dane przeżyć w dzieciństwie, a co mogła Ci ofiarować rodzina w kraju. Powrót dawał szansę wyboru w przyszłości. Dostałaś solidne wielojęzyczne wykształcenie, zwiedziłaś Europę, poznałaś Afrykę Północną, ale byłaś zbyt mała wyjeżdżając z Polski, aby okrzepnąć w jej kulturze. Decydując o naszym powrocie, byłam przekonana, że ważne jest posiadanie mocnych korzeni. W Polsce czułam swoją wartość, mogłam Ci zapewnić odpowiednią pozycję społeczną, Kanady nie byłam pewna. Słowami nie formuje się człowieka, potrzebny jest przykład i wzorce postępowania.

Minęło 30 lat od podjęcia decyzji o powrocie, nastąpiła kolejna zmiana ustroju. Jaki mam stosunek do Polski dzisiaj? Jestem niepoprawna, personifikuję ją jak dawniej, raz jestem zakochana po uszy, raz mnie złości powolnością zmian. Jestem ambitna na jej punkcie i warczę na każdego, kto umniejsza jej osiągnięcia. Na pewno nie żałuję, że tu wróciłam. Nie ma już mojej mamy, ale klan rodzinny, wzmocniony o nowe pokolenia spotyka się przy wszystkich ważnych okazjach i tradycyjnych świętach. Cieszę się jak dziecko, gdy widzę odnowione miasto, zatęchłe podwórka zamienione w kawiarniane zakątki.

A Ty, czy Ty masz żal do mnie, że nie mieszkasz w Kanadzie, czy Ameryce jak twoje kuzynki i dawne koleżanki? Potrafisz na to pytanie odpowiedzieć? Czy w ogóle da się na takie pytanie odpowiedzieć nie doświadczając alternatywy?

Młodość to solidna kotwica, a moja została zarzucona w Polsce. Z Tobą było inaczej, Twoja historia dopiero kiełkowała, powrót do Polski zamykał Ci drzwi za barwnym dzieciństwem, za brzegiem cudownego Morza Śródziemnego, za pobytem w wielokulturowym środowisku. To wszystko traciłaś.

Śmiejesz się, że moja Polska jest okrojona, że tylko Kraków i okolice się liczą. Dalej niż do Zakopanego moja miłość nie sięga. Coś w tym jest. Masz rację, moja Polska ma obszar zakreślony przez dzieciństwo, oznakowany wspomnieniami wakacji spędzanych w górach i dopiero za rogatkami Krakowa jestem w kraju.

A co by było, gdyby nie można było wrócić, gdyby stan wojenny się nie skończył? Odtworzyłabym tę moją Polskę znaną od urodzenia. Byłyby święta Wielkanocne i Bożego Narodzenia obchodzone z całym ceremoniałem, palemki wileńskie i koszyczki do święcenia, ubrana choinka i szopka pod choinką, śpiewnie kolęd i gołąbki z grzybami na wigilię jak u mojej mamy. Byłoby dużo polskich książek w domu i mówiłoby się po polsku. Próbkę takiego działaniach miałaś przecież w Afryce, gdzie wywiozłam kawał Polski z ozdobami na choinkę, serdakiem krakowskim i tuniką komunijną, a świąteczny makowiec rozsiewał zapach tradycji.

Mówisz, że jestem strasznie konserwatywna. Ja po prostu nie chciałam pozbawić Was wspólnego języka obyczajów, chciałam zachować ciągłość pokoleń, którą tworzą obrzędowość, religia, znajomość języka i historii.

Pamiętasz jak mała Klementyna, Twoja bratanica, obwieściła odkrywczo: wiesz jak tatuś był mały, to był Polakiem. Często myślę o logice tej wypowiedzi. Intryguje mnie ona tym bardziej, że i nasi pradziadowie, kim innym byli w dzieciństwie, a wybrali swoje miejsce do życia w Polsce. Zastanawia mnie dlaczego ta moja Polska jest tak konkretnie zlokalizowana, uczepiona Krakowa i dwupasmówki do Zakopanego, może to geny pozbierane po całej Europie mają ochotę przestać pędzić życie nomadów? Żartowałam z tą hipotezą, ale jest atrakcyjna socjologicznie, nie uważasz?

Z perspektywy lat mogę powiedzieć, że żyłam w kilku Polskach. W dzieciństwie byłam epigonem Polski międzywojennej, Polski młodości moich rodziców. Potem wychynęłam ze sterylnego gniazda we własną epokę, ale ciągle to była mieszczańsko-intelektualna wyspa oddzielona od reszty świata barierą dobrych manier, religią głoszoną przez mądrych katechetów, świetnym liceum, Uniwersytetem Jagiellońskim. To nie była zbyt zamożna wyspa, ale czyniąca z braków materialnych nobilitację i jako rekompensatę ofiarująca kult patriotyzmu w XIX wiecznym kształcie.

Polska sprzed 89 roku zachowa twarz młodości, fascynacji górami, pierwszych miłości, bo systemowi nie udało się obrzydzić każdego zakątka kraju i duszy. Ale żeby nie było tak cukierkowo, zachowa też twarz bezsilności materialnej, uwięzienia w granicach kraju, dominacji kunktatorstwa nad prawdziwą wiedzą i zdolnościami, które blokowało karierę, okrutnych wyroków, pożegnań wartościowych ludzi, grabieży dorobku pokoleń i dobrego imienia. Między innymi tej bezsilności w zdobyciu mieszkania w kraju zawdzięczasz okres wieloletniej emigracji.

Czy ta obecna Polska jest moją Polską? Takiej Polski w latach 80. nawet nie potrafiłam sobie wyobrazić. Zachłystuję się wolnością w obrębie Unii Europejskiej, cieszę się, że nie muszę wydać miesięcznej pensji na filiżankę kawy pod Wieżą Eiffla, ale przeraża mnie to jak wiele osób nie rozumie demokracji. Wstydzę się braku kultury polityków, słownictwa i rozbuchanej nienawiści. Uświadamiam sobie, że Polska, w której walczy się z religią, ośmiesza autorytety, w której poluje się na potknięcia bohaterów narodowych, która nie potrafi obdzielić pracą młodzieży, zadbać o rodzinę, że ta nowa Polska zaczyna mi być obca. I gdy tak myślę, od razu czuję zażenowanie, czemu wątpię. Przecież spotykam mnóstwo ciekawych ludzi, uczestniczę w twórczych projektach, widzę wokół siebie przedsiębiorczą młodzież, która potrafi wziąć los we własne ręce.

Wiesz, że lubię zamykać rzeczywistość w krótkich formach poetyckich. Posłużę się więc dla dopełnienia obrazu mojej Polski fragmentami wiersza Ildefonsa Gałczyńskiego „Pieśń o Fladze”

I nigdy nie będziesz biała,
i nigdy nie będziesz czerwona,
zostaniesz biało-czerwona

Wiersz powstał w obozie jenieckim Altengrabow, w listopadzie 1944. Dla mnie ten fragment jest profetyczny. Doświadczyliśmy „dobrodziejstw komunizmu”, teraz wdepnęliśmy w drapieżny kapitalizm, a kolory polskiej flagi podpowiadają rozwiązanie. Taka Polska najbardziej mi odpowiada, podoba mi się też jej poetycki obraz

jak wielka zorza szalona,
czerwona jak puchar wina,
biała jak śnieżna lawina,

i również dla mnie jest

 jak ballada Szopenowska,
co ją tkała sama Matka Boska

 

Cenię sobie religijność z jaką się tutaj spotykam. Jak pusto i smutno jest w pięknych gotykach zachodniej Europy, gdzie wycieczki zadzierają głowy i coraz mniej rozumieją symbolikę chrześcijaństwa. Tu jest inaczej? Może tylko mi się wydaje, przecież mieszkam w uprzywilejowanym miejscu, gdzie o tryumfalną historię potykam się na każdym kroku, może tylko tu zdaje się, że Polska jest zdolna wiele dokonać. Póki co chcę, aby tej Polsce dane było zapomnieć o martyrologii, zachować szacunek dla zmarłych, ale pomyśleć o żywych. Marzę, aby moja Polska na Twojej osi czasu, była uśmiechnięta, a nie cierpiąca.

Krystyna Kornacka

Kiedy nad Krakowem świt z nocą się wita, a kwiaty pośpiesznie srebrzystą spijają rosę, by słońce swą tarczą lustrujące ziemię, nie wysuszały jej coraz mocniej świecąc, dziewczę włożyło wianek z mleczy na głowę i rozpoczęło swój spacer. Stanęła przed pomnikiem króla Jagiełły, ten spojrzał na niebo i wstrzymał konia, mówiąc: „dziś poranek słoneczny, radosny, choć wietrzny.” Dziewczę, podziękowawszy, ruszyło w kierunku Barbakanu, jednego z trzech zachowanych w Europie, który jest zabytkiem najpiękniejszym i najokazalszym. Dumnie przeszła przez Bramę Floriańską, pokłoniła się św. Florianowi i mijając zaspane kamienice (każda z nich ma swoją historię) Jamę u Michalika (mm… za wcześnie na kawę), Dom nr 41, gdzie urodził się Jan Matejko, dziś muzeum poświęcone jego pamięci. Tak idąc „Drogą Królewską” znalazła się w Rynku Głównym, przed Sukiennicami, dziełem wielkiej rangi artystycznej. Przed pomnikiem Mickiewicza przystanęła – wieszcz nowe rymy układa, więc nie przeszkadza, rusza dalej. Przed kościołem Mariackim stanęła i spojrzała w górę, gdzie z wyższej wieży już od XIV wieku grywano hejnał, budząc mieszczan krakowskich. Współcześnie, co godzinę, pojawia się wysoko w kolejnych okienkach hejnalista ze złotą trąbką i rozbrzmiewa znana melodia. W Rynku Głównym, wśród licznych wydarzeń historycznych miały miejsce Hołd Pruski i przysięga Tadeusza Kościuszki. Mijając romański kościółek św. Wojciecha ruszyła Grodzką do Kanoniczej, najbardziej malowniczej uliczki Krakowa, kończącej się przy domu, w którym przez trzydzieści lat żył i pisał swoją „Historię Polski” Jan Długosz. Tu też dzieciństwo spędził Stanisław Wyspiański, który później napisał „u stóp Wawelu miał ojciec pracownię, niewielką, żyjącą figur zmarłych wielkim tłumem. Tu chłopiec mały chodziłem, co czułem to później w kształty mej sztuki zakułem”. U wylotu ulicy Kanoniczej rozpościera się widok na Wawel. Przed Bramą Herbową wita na bastei pomnik konny Tadeusza Kościuszki. Przechodząc przez kolejną Bramę Wazów, dziewczę wkroczyło na zewnętrzny dziedziniec wawelski. Zmęczona narastającym upałem skręciła do ogrodu królowej Bony, przycupnąwszy na jednej z ławek, zapadła w sen.

Przed Katedrą Wawelską dziedziniec powoli zapełnia się. Wycieczki szkolne, krakowianie z dziećmi, starzy i młodzi.

Patrzę w zadumie, na symbol Polski Piastów – Polski rodzącej się, na symbol Polski Jagiellonów – potęgi królewskiej i państwowej. Tu usłyszysz jak serce Polski bije, bo „tu wszystko jest Polską (…), a człowiek, który tu wstąpi, staje się Polski częścią” – tak pisał Wyspiański.

Podchodzę do samotnie stojącej dziewczyny z różową parasolką, dyndającą rytmicznie na jej przedramieniu. Zadaję jej pytanie, „moja Polska, co to znaczy dla ciebie?”; z uśmiechem mówi: „Polska to moja ojczyzna. Przelana krew, głośny szept hymnów, wiatr pełen przemian, echa historii. To duma i podziw, płacz i nienawiść, mieszanka żywiołów, warszawskie Łazienki, Wawel o świcie, mury uroczych zamków. Echo nad Morskim Okiem, szum morza, czy mazurskich jezior głębiny. Polska to mój świat, świat bliskich osób, radości i troski, marzenia i pasje. Miejsca i ludzie. Ciche bicie serca, świat zamknięty w dłoni”. Spojrzała mi wesoło w oczy. Anna jest nauczycielką w szkole podstawowej, a jej pasją są konie.

Opodal stoją dwie kobiety, srebrnowłose gracje, Irena i Zofia. Obydwie od wielu lat są na emeryturze i często przychodzą na wzgórze wawelskie. Pani Irena, uśmiechnięta, ze swadą zaczęła mówić: „Polska to szacunek do symboli narodowych. Polska to muzyka Chopina i Niemena. Polska rodząca wspaniałych ludzi: M. Skłodowska-Curie, T. Różewicza, Jana Pawła II. Polska sławiąca swoją kulturę, Zespół Pieśni i Tańca, Mazowsze i Śląsk. Polska to historia radosna i bolesna, Polska nieufna, skłócona, kołtuńska. Polska to mój kraj, mój dom, moja rodzina, moja saga. Polska to moja ojczyzna, innej nie wybieram.”

Pani Zofia pracowała jako pielęgniarka. Powiedziała „Polska to miejsce, gdzie zdobyłam zawód, pracowałam 40 lat, zanim przeszłam na emeryturę. Tu jest moja rodzina, moi bliscy przyjaciele. To kraj mojego dzieciństwa, beztroskich zabaw, nauki przy lampie naftowej. Tu założyłam szczęśliwą rodzinę, wychowałam czwórkę wspaniałych dzieci, którym przekazywaliśmy z mężem bogate, polskie tradycje. Polska to ludzie, którzy bohatersko walczyli o wolność. Ludzie, którzy potrafią się jednoczyć w trudnych chwilach.”

Dziękuję pięknie. Życzę dużo zdrowia.

Przed katedrą wawelską pojawiła się liczna grupa młodzieży z opiekunami. Wszyscy w zielonych mundurach. Na lewym ramieniu emblemat, na którym czytam: Jednostka Strzelecka „Strzelec” Rzeszów. A w środku szarotka, bo to podkarpacka jednostka. Przyjechali do Krakowa, aby złożyć kwiaty na grobie Józefa Piłsudskiego. „Strzelec” to organizacja społeczno-wychowawcza, będąca kontynuacją istniejącego w okresie międzywojennym Związku Strzeleckiego „Strzelec”, którego Głównym Komendantem był Marszałek Józef Piłsudski. Po wojnie związki strzeleckie zostały rozwiązane. Dopiero w latach 90. reaktywowały się jako organizacje młodzieżowe, które przygotowują młodzież do prac społecznych i służby wojskowej. Są to ludzie z pasją, zawsze mogą na siebie liczyć. Z dumą opowiadali o przekazaniu im pod opiekę sztandarów bojowych Armii Krajowej.

Amerykanin John mieszka w Polsce już od 20 lat, jest nauczycielem języka angielskiego na Podhalu. Założył rodzinę, ma dwóch wspaniałych synów. Powiedział „żyjemy w raju, w najlepszych czasach, a ludzie marudzą. Trzeba być szczęśliwym, że urodziło się tu.”

Kolega Johna od wielu lat pracuje w Polsce. Powiedział mi „Polacy lubią narzekać, brak im poczucia więzi społecznej. Za dużo Polaków nie daje z siebie nic, aby w Polsce zmieniało się na lepsze szybciej, ale krzyczą za często ‘liberum veto’. Trzeba pracować, aby Polska była społeczeństwem partycypacji obywatelskiej. Zostałem w Polsce, bo nie miałem powodów, aby opuszczać Polskę. Wyjeżdżam do Stanów na urlop i wracam, bo jestem zakochany w Polsce.”

Na dziedziniec weszła grupa trzypokoleniowa. Wszyscy ubrani w białe t-shirty z napisem „biegiem przez życie – Strzelce Krajeńskie”. Z pytaniem „moja Polska” zwróciłam się do dzieci. Onieśmieleni, zażenowani, spuścili głowy. Seniorka rodziny zaczęła opowiadać „ważne rocznice państwowe obchodzimy prywatnie. Zbieramy się w jednym domu, trzy, cztery rodziny. Rozmawiamy na temat obchodzonej rocznicy, śpiewamy wspólnie pieśni patriotyczne.” Jedna z kobiet, z wielkiej fioletowej torby z napisem „chce mi się żyć” wyjęła komórkę i pokazała zdjęcia z ostatniego spotkania, wszystkie panie w białych bluzkach, czarnych spódnicach, portret Józefa Piłsudskiego na komodzie, z boku zapalone świeczki. Żegnając się, seniorka rodu dodała „Polacy zapominają, ilu ludzi musiało zginąć, abyśmy dzisiaj mogli się cieszyć wolnością.”

Na kamiennej ławce usiadł wysoki i szczupły mężczyzna. Miał wąsy. Ale jaaakie… Pieczołowicie skręcone, jak lina na barce, że mu się trzymają. Na pewno spryskane lakierem do włosów. Nie, pan po 70-ce. Na cukrze. Na pewno. Ale mamy XXI wiek, lakier do wło… a może jest specjalny lakier do wąsów? Młodzieniec srebrnowłosy spojrzał uważnie na mnie. Trudno, podchodzę. Mężczyzna zaprasza mnie obok na ławkę. Nad pytaniem zastanawia się. Z twarzy znika mu uśmiech. Rozpoczyna swoją opowieść. „Mam żal do Polski. Wielu z moich bliskich w pośpiechu opuszczało swój dom, z jedną walizką i biletem w jedną stronę. Ci, którym nie udało się wyjechać z kraju przed ogłoszeniem stanu wojennego, zostali internowani. Niektórzy wrócili do domu na ‘swój pogrzeb’. Wielu powróciło do kraju, by na ojczystej ziemi, choćby ta ziemia była czerwona od krwi bratniej, spocząć na wieki. Gorycz i ból, i nieludzkie cierpienia wylewają się z pieśni lirycznej.”

Wielki Boże, czy nie możesz zesłać Dawida, aby swą grą na cytrze przepędził złe duchy w Narodzie.

A ja, proszę Cię, miłosierny Boże, by nasza Ojczyzna spokoju doznała, była silna, już na zawsze wolna, w bezpiecznej Europie, jak dawniej potężna i wspaniała.

Elżbieta Świerczyńska
Z bloga „Moja Polska”

O mnie

Każdy z nas nosi w sobie własny obraz Polski. Jeden ją lubi, inny kocha, jeszcze inny głośno krzyczy, że Polski nienawidzi. Są ludzie, którzy Polskę szanują i tacy, którzy – nie. Jedni walczą o zmiany, inni udają się na emigrację wewnętrzną.

Moja Polska jest częścią większej całości, zbudowaną z puzzli wspomnień i codziennych obserwacji zdarzeń, które doprowadzały do wściekłości albo wzruszały, śmieszyły albo zdumiewały. Jest pełna sprzeczności, absurdów i rzeczy dobrych, ale wszystkie poruszały mnie, były ważne. Ten blog to moja własna camera obscura, a „zdjęcia” dadzą - mam nadzieję - obraz: miękki, łagodnie skontrastowany, rozmyty, z nieskończoną głębią ostrości oraz zupełnym brakiem zniekształceń.

 

Granice

Kiedyś granice były widoczne, solidnie pilnowane, wzmocnione patrolami z psami, zaznaczone pasami zaoranej ziemi. Stawiano mury i szlabany. Pierwszą granicę zobaczyłam w Piwnicznej. Leśna droga donikąd, była przegrodzona szlabanem zamkniętym na wielką zardzewiałą kłódkę. Podobno była to granica pokoju i przyjaźni. Byłam wtedy tylko małą dziewczynką, ale patrząc na ilość rdzy na kłódce pomyślałam, ze chyba bardzo dawno nikt nie szukał przyjaciela po drugiej stronie.

Granice prywatności, intymności też były bardzo jasno określone. To wypada, tego nie wolno, a ten temat jest tabu.

Nadszedł czas zmian, a wraz z nim moda na transgresje. To z definicji przekraczanie granic biologii, osobowości, granic oraz norm społecznych. Ale ponieważ człowiek jest omylny, opacznie sobie definicję przełożył „ z polskiego na nasze” i poszedł na całość. No i hurra! Przekroczyliśmy chyba już wszystkie granice dotyczące norm społecznych, ustanowione przez „konserwatywnych zgredów”

w minionych epokach. Przesunięcie granic naszej prywatności dokonywało się po cichutku, krok za kroczkiem. Najpierw to celebryci pokazywali swoje mniej lub bardziej gustowne domy, dzieci, nowych narzeczonych, pobitych kochanków i ups… śmieszne wypadki podczas bogatego życia towarzyskiego.

Czytelnicy mówili - to ciekawe, ja też mam dom, u mnie też rumuński Ludwik XVII w sypialni stoi. Mój Misiaczek też ostatnio zmienił „bojler” na „kaloryfer”! A mało to razy wypadłem z taksówki po dobrej imprezie?

No i proszę, jest. Wszechmocny Internet przyszedł z pomocą i urodził facebooka, na którym i salon z kominkiem można ludziom pokazać, i najnowszą laskę nad własnym basenem ( a co!) i słit focie do woli można wrzucać. Co, nie masz słit foci na fejsiku? – nie żyjesz.

 

Tato

Mój światek był bardzo malutki, miał sześcioro stałych mieszkańców. Najważniejsi byli Mama i Tata. Dzieciom nie wolno było ich męczyć, Mama znerwicowana i zmęczona nieustannym bólem, Tato schorowany po wylewie, wiecznie zapracowany, zapisał się dodatkowo na studia wieczorowe, na które dojeżdżał do Warszawy. To jednak nie poprawiło sytuacji naszej rodziny. Tato, przedwojenny wojskowy, po pięciu latach spędzonych w AK w lasach świętokrzyskich, zaliczył dwa pobyty w więzieniu i znalazł się na partyjnej czarnej liście. Pomimo ukończonych studiów, przez długi czas zatrudniany był na jedynie na najniższych stanowiskach. Systematycznie też był poddawany próbom skaptowania na jedynie słuszną drogę. Zawsze odmawiał. Dlatego nie dowierzam opowieściom o szczęśliwym zrządzeniu losu, który pozwolił „żołnierzom wyklętym” zaistnieć po wojnie w nowych warunkach. To nie był los, tylko ludzkie decyzje, a wiadomo, że własne decyzje są zawsze słuszne.

Cokolwiek jednak opowiadał Ojciec, nigdy nie uczył nienawiści do ludzi, przez których jego życie stało się takie trudne. Ofiara nie kochała kata, nie nawiązała z nim żadnego kontaktu ale i nie zgłaszała potrzeby zemsty.

 

Marzenie o czekoladzie

Moim największym dziecięcym marzeniem było zjedzenie tabliczki czekolady jak kromki chleba. Czekoladki jadłam tylko wtedy, gdy były imieniny koleżanek Mamy z pracy. Mama sama ich nie jadła, tylko przynosiła dla nas. Tata nie dawał nam czekoladek, miał cukrzycę i nie mógł się powstrzymać od jedzenia słodkiego.

Byłam w już liceum, kiedy prowadziłam zastęp harcerski na wędrówkę przez Bieszczady i Beskid Niski. Jako prowiant rezerwowy miałyśmy po tabliczce czekolady. Na Połoninie Wetlińskiej marzenie się spełniło. Tylko czemu ta czekolada była …taka zwyczajna?

 

Przyjaźń

Przez moją Polskę przewinęło się wiele osób. Część z nich to dozgonni przyjaciele Rodziców, ale większość to już moi znajomi. Niektórzy zagościli na dłużej ale były też efemerydy.

Z perspektywy czasu zazdroszczę Rodzicom, że mieli wokół siebie krąg ludzi, do których żywili absolutne zaufanie i wspierali się wzajemnie. Zastanawiałam się często czy to inne wychowanie i inne zasady życiowe, czy to wspólne doświadczenia wojenne spowodowały, że można tych ludzi umieścić jako WZORZEC PRZYJACIELA w Międzynarodowym Biurze Miar i Wag w Sèvres. Mnie po nich pozostał wyidealizowany obraz przyjaźni, oraz absolutne przekonanie, że nie liczą się podziały na czarnych i białych, żydów i gojów, katolików i innowierców, ważny jest jedynie podział ludzi na dobrych i złych. A obecne przyjaźnie… No cóż, podobno trzeba beczkę soli zjeść, żeby człowieka poznać, ale mądrość ludowa już nie podpowiada co zrobić żeby zyskać i utrzymać przyjaciela. Może trzeba pójść na wojnę?

 

Krajobrazy

Moja Polska byłaby niepełna, gdyby pominąć miejsca, które urzekły mnie swoim urokiem. Najważniejsze od zawsze były góry, przez które można wędrować i z każdym kolejnym krokiem wznosić się, odkrywając nowe krajobrazy i sytuacje. Każdy krok wspinaczki wynosił wyżej, w stronę nieba, stawiał ponad ziemskimi sprawami. Zostawały w dole, nieważne. Myśl powoli oczyszczała się i pozostawała w niej jedynie medytacyjna mantra: wyżej, jeszcze, jeden krok. Tu bardzo długo było moje miejsce.

Kilka lat temu odkryłam jeziora. Mogłam godzinami siedzieć na brzegu i słuchać plusku fal. Rzadko kiedy byłam tak szczęśliwa, jak wtedy gdy wypływałam w stronę zachodzącego słońca. Kiedy wcześnie rano płoszyłam wypływające na jezioro łabędzie, albo przeciskałam się przez środek rozgadanych kaczek.

Uwielbiam urlopowe wędrówki po Polsce, a szczególnie miejsca do których rzadko zaglądają turyści. Najczęściej ludzie zatrzymują się tam na nocleg w drodze do jakiegoś kurortu. Czasem są zdumieni urodą cichego i odludnego miejsca i zdarza się, że zmieniają plany. Czasem ze znudzonymi minami wsiadają do samochodów zostawiając wczorajszą kwaterę, i natychmiast o niej zapominają. A tyle ciekawych rzeczy i spraw można tu odkryć.

W maleńkiej osadzie Topiło, niegdyś zamieszkałej przez pracowników leśnych, położonej na południu Puszczy Białowiejskiej jest grobla przecinająca rozlewisko rzeczki Perebel, po której biegnie tor kolejki wąskotorowej. W jej pobliżu, pod wielkimi starymi dębami, tuż obok siebie stoją dwa krzyże.

Jeden jest katolicki, drugi prawosławny. Otoczone są wspólnym ogrodzeniem, jednakowo udekorowane sztucznymi i leśnymi kwiatami. Postawione razem, zadają kłam oficjalnym doniesieniom o niemożności wspólnego bytowania różnych nacji. Tu, wśród lasów żyją obok siebie Polacy, Białorusini, Tatarzy i Romowie, katolicy, prawosławni i muzułmanie. Rozumieją się i pomagają sobie wzajemnie.

 

Paradoksy

Atakują coraz częściej mój, mam nadzieję, zdrowy rozsądek. 2500 lat temu Konfucjusz życzył „obyś w ciekawych czasach żył” No, i mamy ciekawe czasy.

1. Łódź - skwer przy placu Komuny Paryskiej - miejsce, w którym wieczorem bardzo chętnie spotykają się młodzi łodzianie - otrzymał nazwę Skwer im. Lecha Kaczyńskiego. W piątek późnym wieczorem ktoś zmienił nazwę na Skwer im. Boba Marleya. I konflikt gotowy.

2. Świebodzin - znany przede wszystkim z wybudowania 36-metrowego pomnika Chrystusa Króla. Byłam, widziałam. Gigantyczna postać otwiera szeroko swoje ramiona na ….ogromny kompleks handlowy. Nie wiem co było wcześniej, pomnik czy markety, ale chyba zbrakło świebodzińskim decydentom wyobraźni.

Danuta Czerny-Sikora
Dziennik (fragmenty)

20.05.14, wtorek

Pięcioletnia Agatka i trzyletni Mituś bawią się w teatr. "Chodź, królewiczu, zachwycimy publiczność. A za chwilę: "Skończyłam swoje popisy, teraz na Ciebie kolej, młodzieńcze".
Wczoraj w teatrze tv widziałam powtórkę "Czarnej komedii" Petera Schaffera w reż. Barbary Borys-Damięckiej z 1976 r. Była to dla mnie podróż sentymentalna, bowiem wystawiano kiedyś (może właśnie w 1976 r, muszę sprawdzić ) tę sztukę w Krakowie, pamiętam, że grała w niej piękna i szczupła Anna Seniuk i Marek Walczewski, jeszcze z włosami. Śmiałam się jak szalona. Prosta komedia sytuacyjna, ale jak zagrana! Teraz Młody Piotr Fronczewski, śliczna Ewa Wiśniewska. Wiśniewska... Wiśniowa. Ale skojarzenie. Wiśniowa! Wakacje, rok 1980, Kaśka ma trzy lata. Wróciliśmy właśnie z Belgii, od Mamy, oszołomieni feerią sklepowych blasków, prosto do letniego domku. Po drodze, w Wiśniowej właśnie, w przaśnej drewnianej budce z jarzynami kobieta w granatowym fartuchu pluje na chemiczny ołówek i podlicza na marginesie gazety słupki. Dlaczego myślę o tym z rozrzewnieniem? Owoce i warzywa smakowały 10 razy lepiej niż w Beneluksie. A ja byłam wtedy taka młoda.
Zaraz potem, już w Krakowie, Kasia stanęła przed drzwiami sklepu na naszym osiedlu i czekała, aż się automatycznie otworzą. Samootwierające się wejście do całodobowego marketu w Wiśniowej nie robi teraz najmniejszego wrażenia na Agatce. Ani na Mitusiu.

21.05.14. środa

Moja Polska. Moja Polska.
Burza mózgu: dzieci, teatr, Maciek, szkoła, Kraków. Nie wyjechałam na stałe, mimo że była pokusa i okazja. Maciek. 37 lat razem. Plus studia - przed małżeństwem. Tylko raz spędziliśmy osobno wakacje. Kasia i ja dostałyśmy pozwolenie. "A pan nie pojedzie"- zakomunikował urzędnik, gdy po wielu godzinach sterczenia w kolejce po wizy dotarliśmy do okienka. Mam wielki pakiet listów pisanych wtedy codziennie, pięknych, dobrych, czułych.
Maciek.
I że Cię nie opuszczę aż do. Nie opuścił. Aż do.
Agatka sześcioletnia: "Kocham Cię. Zaraz się rozpłaczę z tego, że Cię tak kocham." Jak to dobrze powiedziane. Czułam dokładnie to samo, gdy ważyliśmy decyzję o wyjeździe na stałe. Miłość do miejsc? Bo najbliższych ludzi miałabym przy sobie. Na szczęście zostaliśmy. Na szczęście?

XXI wiek, centrum Europy, klinika uniwersytecka. "Nie wiemy, co jest mężowi". W piątek byliśmy na zakupach, szukaliśmy sukienki na Sylwestra. W niedzielę cały mój dotychczasowy świat runął.
Trzyletni Mit: "Jak ulośniemy z Welonisią to się ozenimy zamąz". A późniejsza narzeczona Zuzia, starsza od niego, zażądała takiej oto zabawy: "Ja jestem królewną, mieszkam w wieży ( tu zarzuciła włoski do tyłu, odgarniając je łapką), a Ty mnie zdobywaj". "Dobrze" - odpowiedział mój wnuk ochoczo. I po zastanowieniu - "ale co ja mam właściwie robić?"

22.05.14, czwartek

Tu i teraz. Tylko tu. "Teraz" niezmiennie teraźniejsze. "Tu" oby niezbyt zmienne.
Kiedyś zabrakło pieniędzy na rzeczy ważne. Po wojażach zostały jakieś dolary. Maciek wybrał się na Rynek. Pod bramą na AB powiedział półgębkiem do typa, wyglądającego na cinkciarza: "Mam dolary". Odpowiedź cicha i też półgębkiem: "Ile?" "Dziesięć". "A pocałuj się pan w d...". Ryczeliśmy ze śmiechu. Ważne rzeczy musiały poczekać.
Jesienią mój mąż zaniósł kożuch do pralni. Wrócił zadumany. "Nie przyjęli. Powiedzieli, że brudny".

27.05.14, wtorek

Pod koniec sierpnia, czyli mniej więcej za trzy miesiące, urodzi się pani Bulgot. Agatka i Mituś nie mogą się doczekać siostry. A ja z rozczuleniem przeglądam grube albumy, prowadzone przez całą rodzinę (ale głównie przez mojego zięcia i, nieco rzadziej, przez moją córkę), poświęcone osobno każdemu z dzieciaków. Opisy najważniejszych wydarzeń, powiedzonka, zdjęcia, listy, kartki, naklejanki najrozmaitsze. Oprawa plastyczna wyrafinowana, autorzy to, bądź co bądź, absolwenci ASP.
Mała Agatka do Taty: "Pobawisz się ze mną? Na Twoim miejscu bym się pobawiła!". Dwa kawałki chleba, animowane przez Mita, rozmawiają: "Wies, co?" "Tak, wiem co".
Znalazłam kilka moich dopisków: "Agatko, nie wycieraj nosa w rękaw ani w rękę!". Wnuczka: "A w bluzkę to już broń Boże, prawda?". Pamiętam filozoficznie do świata nastawionego niedużego Mita, który patrzył w zadumie przez okno i nagle zabrał głos: "Widziałem, ziemia się poruszyła. Ten Koperek miał rację".
Oczywiście najbardziej podobają mi się zapiski takie oto: "Na wakacjach nad morzem Mama Kasia i Babcia Dusia poszły na zakupy. Mama kupiła sobie bluzkę, Babcia dzieciom skarpetki. Komentarz trzyletniej Agatki: "Tylko babcia o nas DWA".

Już się cieszę, gdy myślę o sierpniu i pani Bulgot.
Trójka dzieci to sporo.
Przypomniałam sobie, że zadzwoniłam do mojej Mamy do Belgii (a było to 20. lat temu) z pytaniem, czy uważa, że powinniśmy kupić dom, który po długich poszukiwaniach wybraliśmy jako najciekawszy: "Mamuś, on jest naprawdę duży. Za duży." A moja Mama na to: "A skąd wiesz, czy Kasia nie będzie miała pięciorga dzieci?"

30.05.14, piątek

Mam do poprawienia wypracowania moich uczniów z Liceum dla Dorosłych. "Pani profesor, napisałem to zadanie i tak się zastanawiam: oddać - nie oddać? W końcu myślę: oddam. I oddaję".
Mit miał półtora roku, gdy bawiłam się z nim i jego starszą siostrą w szkołę. Wytłumaczyłam, że należy podnieść rękę, gdy się chce coś powiedzieć. Agatka natychmiast wystawiła piąstkę i powiedziała, że ma już piórnik, kredki i zeszyt. Zerknęłam na wnuka: siedział z łapką w górze. Zgłaszał się!
Moich belferskich przyzwyczajeń staram się nie przenosić na życie prywatne, ale zaliczyłam kiedyś wpadkę. Agatka woła do swojego Taty: "Czy może równocześnie padać deszcz i świecić słońce?" Zięć odpowiedział twierdząco. "Miałam rację! A Mit twierdzi, że to oksymoron".
Mój Tata chciał, żebym została dentystką. Jako nauczycielka rzeczywiście nigdy dużo nie zarabiałam. Zawsze zarabiałam dużo mniej niż dużo. Nie żałowałam nigdy, nawet przez sekundę, że nie posłuchałam rady ojca.

Właśnie dostałam wiadomość. Umarł dr Stanisław Bortnowski, mój guru. Kolekcja najlepszych książek o tym, jak uczyć literatury, już się nie powiększy. Ostatnia dedykacja, pisana 5. kwietnia 2013 przy okazji promocji najnowszego tekstu pt. "Scenariusze (lekcji) przekorne i prawie niemożliwe", pisanego wspólnie z Anną Biernacką brzmi: "Pani Danucie, z którą współpracowałem przez wiele lat i której lekcje podziwiałem w przeszłości wciąż żywej. Uśmiech!".
Dobrze, Panie Stanisławie, uśmiechnę się. Mam jednak żal - obiecał mi Pan spotkanie przy kawie. Bądźmy w kontakcie.

1.06.14, niedziela

Wczoraj uroczystości w szkole waldorfskiej, do której chodzą dzieci. Występy pierwszej klasy. Dzieciaki (wśród nich Mituś, elegancki i bez tremy) grają na fletach i innych instrumentach, naśladując zwierzątka, a widownia, składająca się głównie z zachwyconych rodziców i z rozanielonych dziadków zgaduje, czy chodzi o kukułkę czy np. o pawia. Artyści pomagają sobie mimiką i ruchami. Czekam na popis trzeciej klasy. Cały dom był zaangażowany w robienie z Agatki angielskiej damy w kapeluszu z kokardą i pięknej sukni. Pożyczyłam moją najlepszą torebkę. A co. Wreszcie na scenie pojawiają się trzy pary dam i wszystkie równocześnie recytują dialogi po angielsku. Chodzi o to, żeby dzieci nie czuły tremy (co mogłoby się zdarzyć przy pojedynczych występach) i żeby nie było niepotrzebnej rywalizacji. Gdybym była młodsza choćby o dziesięć lat, zrobiłabym studia podyplomowe z pedagogiki waldorfskiej, tak mi się podobają jej założenia i wszystko, co się z nią wiąże. Wychowanie bez wyścigu szczurów, uczenie bez podręczników i bez ocen, a ze świetnymi efektami. Jestem prawdziwą entuzjastką pomysłów Steinera i ich realizacji w polskiej wersji.

Mituś, jeszcze przedszkolak, narzekał kiedyś: "Agatka to ma dobrze, chodzi na dodatkowe zajęcia, a ja tylko dom - przedszkole, przedszkole - dom.”
A propos domu: Kojarzy mi się on... z telewizorem marki Philips. Rzeczony telewizor kupiliśmy ok. 30. lat temu za dolary w Peweksie. Wciąż stoi w salonie i od czasu do czasu jest dopuszczany do głosu. Również 30. lat temu wykupiliśmy na własność mieszkanie spółdzielcze - za dokładnie taką sama kwotę, jaką wydaliśmy na kupno telewizora marki Philips (przeliczeniu na złotówki, rzecz jasna). Po pięciu latach sprzedaliśmy mieszkanie i za uzyskane tą drogą pieniądze kupiliśmy dom w stanie surowym i ogródek.
Tak więc mamy dom w cenie telewizora.
Jeszcze ciekawiej było ongiś z jednym z naszych maluchów. Nabyliśmy mianowicie drogą kupna fiata 126 p w kolorze "piasek pustyni". Jeździliśmy nim dzielnie trzy lata, by następnie sprzedać za wyższą niż pierwotna cenę! 

W takie opowieści nie chcieli nigdy wierzyć nasi belgijscy znajomi. Doprawdy nie wiem czemu.

Mariola Wójtowicz

Kiedy na innych kontynentach i na południu Europy kwitły wysoko rozwinięte cywilizacje, na terenach, które dzisiaj noszą nazwę Polska, szumiały knieje a w nich spokojnie żyły tury i tarpany. Dzikimi ostępami wędrował Lech, legendarny protoplasta Polaków, twórca państwa Polan i założyciel pierwszej ich stolicy – Gniezna.

Potem już wszystko szybko się potoczyło. Chrzest, tworzenie państwa, podział dzielnicowy. I trud zjednoczenia. Potęga od morza do morza. Rozbiory. 123 lata walki o powrót Polski na mapy świata. I o to aby nasi przodkowie nie zapomnieli, że są Polakami.

Historia notuje wzloty i upadki Narodu. Bezprecedensowe poświęcenie, nieporównywalne z niczym akty jednoczenia się i żenujące zwady. Niesamowite zaangażowanie i totalna obojętność. Narodowe zrywy. I narodowe przywary.

Bo morze wprawdzie mamy, ale co z tego, zimne…

Bo góry też mamy, ale nie takie znów wysokie…

Ale czy można porównać z czymkolwiek na ziemi pokryte złotymi mleczami Błonia i czerwone maki na niewielkim skrawku pola przy drodze do Tyńca? Czy można nie pamiętać o niewielkich kapliczkach zagubionych na polnych miedzach i będących świadkiem niegdysiejszej świetności ruinach zamków i warowni? A widoki na Kraków z Kopca Kościuszki i na Tatry z Gubałówki – czyż nie są wspaniałe? A że czasem nieco przesłonięte smogiem, to co…

Lista skarbów natury, klejnotów sztuki, kultury i nauki – dziedzictwo tej Ziemi – jest zbyt długa, żeby ją przytaczać, zbyt „nieskończona” żeby ją zamknąć.

Na ułamanej sztachecie siedzi dystyngowana dama w biało-czarnej kreacji mieniącej się w promieniach słońca. I może za sprawą słońca, w czarnym fraczku uszytym zda się z drogocennego bisioru, widzę i zieleń, i granat, i nawet purpurę. Wiatr delikatnie muska długi tren jej sukni. Ciemnobrązowe oczy patrzą to na mnie, to na błyszczący kawałek plastiku wyglądający niczym diament wśród sterty pomiętych gazet w koszu na śmieci.

Zdążę porwać mój skarb czy mam uciekać przed tym potworem, który się zbliża?

Zwycięża instynkt. Odfruwa.

A ja sobie myślę: gdzież tam tym wszystkim pstrokatym papugom, tukanom o zdeformowanych dziobach czy płochliwym kolibrom do naszej eleganckiej i dumnej sroki – złodziejki!

I dlatego kiedy ktoś zadaje mi pytanie:

– Byłaś już w tylu miejscach na świecie, gdzie chciałabyś żyć, mieszkać na stałe? – nie potrafię odpowiedzieć inaczej niż:

– Tam gdzie mieszkam teraz. Bo to moje miejsce, mój Kraków, moja Polska.

Wojciech Markiewicz
Moja Ojczyzna

Trzeba myśleć praktycznie. Skoro ją masz nic ci nie da myślenie, co by było jakbyś jej nie miał. Oczywiście mogłeś urodzić się gdzie indziej. Ale ktoś już za ciebie dokonał tego wyboru. Niektórym trafia się ten łut szczęścia i rodzą się nie tam, gdzie my. Jest wtedy czego zazdrościć i można oskarżać los o niesprawiedliwość. Albo ci, którym trafiła się wielka podróż bądź wielka włóczęga. To jest dopiero ten uśmiech losu i zalążek przyszłego kapitału, który na miejscu można będzie nieźle zagospodarować i żyć jak Pan Bóg przykazał. Wybrańcom losu historia robi prezent: dotąd wybierano za ciebie, teraz wybieraj ty, niczego nie sugerujemy. Pamiętaj tylko, że to ty, wyłącznie ty, że to twój wybór,od ułatwiania są urzędy. Powrót? To także twoja decyzja, wszystko jest w twoich rękach, ostrzegamy jednak, że będzie to o wiele trudniejsze niż wyjazd. Zwłaszcza przystosowanie się po powrocie, co każdy zrozumie, bo ma to samo przy powrotach z dalekich podróży. W zanadrzu trzeba trzymać zawsze ludową mądrość: „dobrze tam, gdzie nas nie ma”. Działa jak zaklęcie i każdy, komu „coś nie wyszło”, albo ten „kogo w życiu nikt nie rozumie” znajdzie poprawę i pocieszenie. Taki znaczący krok w przód, próba ratowania tego, co uratować jeszcze można. Stawiasz więc wszystko na jedną kartę. Czy ktoś ciebie w nowym miejscu potrzebuje? Nie. Czy ktoś chce być właśnie z tobą jakiś czas? Nie. Czy twoje kwalifikacje do budowania czegokolwiek się przydadzą? Też nie! Więc budujesz sam sobie, na własną rękę. Tylko broń Boże nie mów głośno, że czegoś w związku z tym potrzebujesz. Owszem, sympatycznym i nie narzucającym się budowniczym zawsze coś przysługuje, tyle, że kiedyś będziesz musiał solidnie się wypłacić za te ułatwienia.

Natura ma swoje prawa. Zobacz: drzewa rosną same z siebie, umierają stojąc, nie czekają na pozwolenie, żeby „się zasadzić”, rosnąć i tylko w szczególnych przypadkach „dać się wyciąć”. Co do zajmowanej przez każde z nich przestrzeni to istnieją pewne wzorce, do których można się stosować. Tak więc: „egzystencja wybujała” to zajęcie przestrzeni siłą, rodzaj zawłaszczenia przez zaskoczenie możliwościami, co ma być wystarczającym powodem do zignorowania całej reszty. Taka jest natura i to ona daje powody do zajmowania miejsca, nawet jeśli wcześniej trzeba stoczyć jakąś walkę. Dalej: „egzystencja ograniczona”. Masz możliwości budowania korony tylko na jedną stronę: prawa zajęta – lewa wolna i odwrotnie. To jest koronny argument, nikt nie jest w stanie zakwestionować dlaczego jesteś wyłącznie na prawo albo wyłącznie na lewo. Jeszcze będą piali z zachwytu, że ty – fenomen natury masz odwagę… Jaka tam odwaga. Wiesz dobrze, że to normalna „orientacja „ na słońce.

Wreszcie „egzystencja ekstremalna”. Tu wszystko jest z góry celowe i zaplanowane: trudny, mało żyzny teren, najlepiej skalisty, mało wody i w miarę możliwości mało słońca. Szanse przetrwania, według wstępnego szacunku, znikome. Perspektywa (jeśli dojdzie się do wieku dojrzałego)”rozdartej sosny”. Na początek wyrastasz niewiele ponad ziemię i czekasz a wokoło wszyscy troszczą się o twoje przetrwanie. Tworzą programy, strefy ochronne, parki narodowe. Próbują wpływać na otoczenie. A ty trwasz. Burze, kataklizmy, trzęsienie gruntu, który czujesz każdą cząstką – ty trwasz. Przymusowe wycinki po huraganach - trwasz. I przetrwasz jako symbol. Pomnika nie potrzebujesz, bo sam jesteś sobie pomnikiem. Przyrody. Na tym mniej więcej wyczerpują się pomysły „leśnych ludzi”. Można jeszcze, wychodząc rzeczywistości naprzeciw, skomentować nieco szerzej „egzystencję świadomą”, którą większość wybrała. Polega ona na tym, że w lesie musisz być z kimś, wszystko jedno na jak długo i w jaki sposób. Rodzaj „bycia” dowolny: długo-krótko, nisko- wysoko, z aprobatą czy bez, daleko- blisko, pniem, koroną czy tylko korzeniami. Za wszelkie znaczące wybory, ekstrawagancje i odstępstwa płacisz. Mogą cię nawet „wyciąć” jak się to mówi w pień. Za drobne „odstępstwa” czasami też cię ukarają, jeżeli nie zrobisz tego sam. Między ludżmi krążą na ten temat przeróżne historie, wymyśla się czasem pełne poezji nazwy. Ot choćby „staropanieństwo” i „starokawalerstwo”, takie związki bytów „obok”. Są bowiem a jakby ich wcale nie było. W takim związku zawsze stroną jest cała „reszta” świata i dzięki temu są to związki nierozerwalne. Reszta zawsze przypomni się o swoim istnieniu.

W tym wszystkim jedno jest pewne, niezależnie od tzw. zwycięstw i porażek: jak odejdziesz od Natury, Natura ci tego nie wybaczy. Porzucisz Matkę Naszą – będziesz cierpiał. Jeśli więc odszedłeś – wróć. Nie odrzucił kiedyś Ojciec, nie odrzuci i Matka. Dumna i piękna, ponad czasem, żyje i kusi. W miłości swojej jest bezinteresowna, ogarnia wszystkich, we wszystkich miejscach globu i godzi się na wszystkie najbardziej wymyślne imiona. Stara się być „superkobieca”, pozwala się więc „ograniczać systemowo”. Na tym polega jej mądrość. A ty naiwnie myślisz, że jak do jej imienia pisanego koniecznie z dużej litery dodasz zaimek „moja” to ją zatrzymasz na jakąkolwiek własność i w dodatku przeżyjesz. W żadnym wypadku.

Krystyna Pieniążek

Bez­rad­na wobec nie­poj­mo­wal­nego sensu wie­lo­ści po­je­dyn­czych punktów widzenia, Polskę odbieram zmysłami, rozum wyłączam i dzięki temu obraz, choć różnorodny, jest harmonijny.

Już od Mikołaja Reja, „(…) narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”, z własną linią melodyczną i dźwiękami. Gwóźdź do trumny dla obcokrajowców i subtelności, nie dla każdego słyszalne i łatwe do wymówienia; inaczej brzmi chleb, niż honor, trudno wymówić: świerszcz brzmi w trzcinie, brzęczy chrząszcz, lub mży deszcz. Specyficzna jest budowa wyrazów. Wolę samochód[1] niż auto, samolot od aeroplanu, a samogon, to wprawdzie alkohol, ale pędzony samodzielnie, samodział to materiał tkany ręcznie – oto mowa Polska. Ta, otwarta na Europę, w języku zachowała spuściznę, latynizmy, makaronizmy, germanizmy, rusycyzmy, ale też ślady węgierskiego.

Dźwięki to muzyka. Od Bogurodzicy, mazurka Dąbrowskiego, po Chopina, Szymanowskiego, Pendereckiego, ale też ta nasycona folklorem, melodie wygrywane przez domokrążnych grajków, którym wyrzucało się pieniążki, owinięte w papierek; maryjne pieśni majowe, grane w zapachu bzów, przechodzące o zmierzchu w żabie koncerty, które z dali przynosił wiatr. Pierwszy koncert jazowy w Rotundzie; później polskie grania weselne, słuchane z kajaka na Hańczy; dźwięki okaryny w najkrótszą noc roku, z akompaniamentem plusku fali, odbijającej się od jachtu; dalej kapela na Chmielnej, kolejne opery, Kurylewicz u Warskiej na Starym Mieście; Skrzypek na Dachu - o zmierzchu w ogrodzie krakowskiego Muzeum Archeologii, współczesne zauroczenie skrzypkiem i dyrygentem Kennedym, śpiewy pod Oknem Papieskim kończone Arką.

Zejdźmy na ziemię, by usłyszeć zmiany dźwięków w przestrzeni codziennej. Poziom hałasu pikuje, wszędzie rosną bariery dźwiękochronne, żeby chociaż naturalne, wiklinowe… Zamilkły kłótliwe wróble, kosy dalej gwiżdżą. Nie zamuczy krowa, tym bardziej rasy czerwonej polskiej, jest tylko niema i fioletowa … z reklamy. Nie zobaczysz pracujących, lub pasących się koni. Stukot ich kopyt słychać już tylko na ulicach Krakowa; w cygańskich uprzężach wożą, głównie zagranicznych, turystów. Te w stadninach szczycą się wdziękiem, urodą i dumnie prężą; koniki polskie, araby, konie zimnokrwiste; ich hodowla nabiera rozmachu.

Wróćmy do ludzi; coraz więcej rozmawia w obcych językach; na ulicy króluje angielski, ale słychać całą Europę, także języki krajów azjatyckich i afrykańskich. Wokół wieża Babel, ale źródłem nie jest pomieszanie języków. Ono jest pozazmysłowe, wydumane, bo nie dotkniesz, ani zobaczysz ludzkich lęków, uprzedzeń. Jak mówią Polacy? Ostatnio, głośniej, w dyskusjach – jednocześnie; mniej dyskretnie, coraz częściej wulgarnie; o byle czym. Tu słuch walczy z obrazem, bo wiele osób czyta w tramwaju, pociągu, metrze - teksty papierowe, elektroniczne. W pociągach rzadko słyszy się rozmowy. Jadący, bądź odpoczywają, bądź skupiają się na pracy; spojrzenia wymieniają przypadkowo. Czy widzą i porównują wczoraj - o różnej długości, z dzisiaj - tu i teraz, czy pogrążają się w rzeczywistości wirtualnej, uprzedzeniach, sporach, jałowych porównaniach?

Moja Polska to zmiany. Nieogarnione łąki na drodze do wsi Mogiła, gdzie kościół, w nim wyrzeźbione kolanami rowki, prowadzące do Czarnego Chrystusa. Nieco później, to tutaj buldożery zryją urodzajną ziemię; prawie dojrzała pszenica, drzewa uginające się pod owocami, zginą pod zwałami żółtego lessu; błoto po kolana, doły z wapnem, deski, wszelkie żelastwo, bałagan i hasła „Młodzi budują Nową Hutę”, przeciwwagę dla mieszczańsko-inteligenckiego Krakowa. Ale Huta, nowa staje się dopiero teraz, a także modna!

Zmiana domów - częsta; od ceglanego w kolejarskim osiedlu pod Krakowem, przez barak hotelowy, dom drewniany z rzeźbionym gankiem, bliźniak z ogródkiem, zakładowe osiedle robotnicze, wielką płytę, po „mały biały domek” jak w piosence, z mini ogródkiem na jedną różę, bez mała jak u Małego Księcia. Moje miejsce, mam nadzieję już do końca dni, w Polsce.

Współczesne obrazy z lotu ptaka. Od południa i wschodu polska szachownica pól, ale już nie takich wąskich, jak dawniej. Im bliżej granic, zachodniej i północnej, obraz się europeizuje; okolice Piątnicy, Kolna, Grajewa to już prawie Holandia - region mleczarstwa. Szczecińskie, Koszalińskie, Gdańskie, Olsztyńskie: pola większe, ale kolorystyka uboższa, choć malarska. Złocą się i pachną miodem połacie rzepaku, zielenieją zboża, trawy, brunatne pola czekają na swoją kolej, by pokryć się zielono-żółtą kukurydzą, kędzierzawą zielenią ziemniaków. Jesienią wszystko pożółknie, przełamie czerwienią, pogłębi brązem, lub czernią pól, świeżo obsianych przed zimą. Jeszcze chyba tylko Jura Krakowsko-Częstochowska czaruje pełną i rozproszoną paletą kolorów; intensywnym różem esparcety, fioletem lucerny na zmianę z czerwienią koniczyny, złotem rzepaków, żółcią kukurydzy, bielą gryki. Gama zieleni lasów szeroka - od koronowej, jasnej zieleni brzóz i modrzewiów, po czerwone buki oraz ciemnozielone świerki i jodły. Przy strumykach czarno-zielone olchy, przy drogach rozmaicie, wysmukłe topole, srebrno-zielone osiki, wierzby rozczochrane. I jeszcze dolina Biebrzy, raj dzikiego ptactwa ukrytego w błyszczącym, jak fatamorgana, w falującym bezkresie traw.

Na takim tle - na wzgórzach - kościoły; przydomowe ogródki - jak u babci, lub cudaczne, jak wklejki z obcego krajobrazu; lasy, jeziora, rzeki, miasta moje ulubione, gdzie historia i przyjaciele: stary Kraków rodzinny, Augustów, gdzie syn się urodził, Gdańsk, Jarosław, Toruń, Łańcut, Lublin, Wrocław, Kartuzy, Poznań, Włocławek, Płock, Bydgoszcz, Białystok, Łódź; Częstochowa, Kielce[2]; Warszawa, tu połowa życia. A gdzie Ełk, Kazimierz, Malbork, Puck, Złotów itd. Każde inne, ale polskie.

Syntezą mojej Polski jest plakat narysowany, w podstawówce, przez syna. Na biało-czerwonym tle, obrys granic, na nim szerokie fale strzał, z napisami skierowanymi na cztery strony świata: Tobruk, Lenino, Monte Casino, Berlin. Gdy wpisać w nie inne nazwy, to obraz nie tylko ostatniej wojny, ale wieków powiązań polskich tęsknot, talentów i pracy z Europą.

Od trzech pokoleń krewni, powinowaci, przyjaciele płynęli tymi falami.

Wśród nich prym wiedzie polski lotnik[3], szkolony w Dęblinie, trzy razy zestrzelony w bitwie o Anglię. Walczył o polską sprawę, pokonując wodowstręt, ból i skutki kolejnych kontuzji, tęsknotę, niepokój o świeżo poślubioną żonę, którą wojna zatrzymała po stronie bolszewickiej, upokorzenia niewoli pod Neapolem. Jego pamiętnik mozolnie zapisuję w laptopie od miesięcy: „316 Dywizjon Myśliwski Warszawski, Northolt, raport z dnia 10 sierpnia 1943 r., (…) przybył do tutejszej jednostki z 306 Dywizjonu P-1761 por. pilot F/O Kuryłowicz Lew (Eskadra B); 21 sierpnia 1943 r. (…) przyznaję odznakę Dywizjonu(…) nr 315.[4]; 22 sierpnia 1943 r. nie powrócili z lotu bojowego nad Francją (…); 28 sierpnia 1943 r. Zaginiony został wyratowany z morza przez angielską jednostkę morską (…) przebywał na morzu pięć dni i cztery noce.” Po wojnie długo brukował ulice Londynu; zdążył ukończyć tam farmację, zanim Jej Wysokość Biurokracja Air Ministr, przywróciła go do RAF i dała zezwolenie na uczenie Anglików. Po latach, w Londynie, strzelił sobie w łeb nad grobem żony. Byłam na jego pożegnaniu, w cerkwi na warszawskiej Pradze, w mistycznej atmosferze Bożego …Narodzenia.

Wiesław Łabędzki[5], wymieniony przez Melchiora Wańkowicza i ojciec Leszka Pieczary[6], walczyli pod Monte Casino; po ostatnim został plecaczek i pamięć najbliższych.

Prawie 10 osób z rodziny i kolegów, w Polsce wykształconych, pracowało, lub pracuje na świecie: w Australii, Francji, Iranie, Kanadzie, Niemczech, Szwecji, USA. Moi krewni i powinowaci wywodzą się z Austrii, Czech, Litwy, Turcji, Włoch. Z nich uformowały się osoby twórcze, przedsiębiorcze, z wyobraźnią, nie pozbawione ducha: stelmach, rolnicy, prawnik-asesor, 2 farmaceuci, kwalifikowana położna, kupcy, rzemieślnicy, inżynierowie i mgr nauk technicznych, ekonomiści, dwoje filozofów, w tym kustosz śląskiej biblioteki, polonistki, harfistka, absolwentka ASP, przed- i powojenne nauczycielki, antropolog kultury, dr nauk medycznych – dentystka. To szeroki przekrój zawodów i poziomów wykształcenia, by w każdym czasie, żadna z osób nie czuła się zamknięta „w opłotkach”, nawet fizycznie nie przekraczając granic Polski.

Moja Polska jest od wieków częścią Europy, pozostając niepowtarzalną przestrzenią przyrodniczo-geograficzną i ludzką. Jedność w różnorodności spojonej miłością, jak do najbliższych, bez oczekiwań.

 

[1] Skodę - „na wodę”, bo benzyna na kartki

[2] Lwów, Podkamień – z dziecięcej wyliczanki

[3] Cioteczny brat mojej świekry

[4] Odznakę nadawano po roku służby, lub zestrzeleniu nieprzyjacielskiego samolotu

[5] Powinowaty

[6] Kolega ur. w Stanisławowie

Bożena Bertman
Moja Polska - jaka jest?

Dla mnie łaskawa. Dopiero ta Polska pozwoliła nam na kupno fajnego, wygodnego mieszkania. Razem z mężczyzną życia nie przeżyliśmy syndromu opuszczonego gniazda jak syn się usamodzielnił, bo nowym domownikiem stał się cudowny labrador-piękny, mądry, przyjazny, wulkan radości i przywiązania. Wyrosły i wypiękniały drzewa-kwiaty, ozdoba mojego gniazdka. Tworzą mini oranżerię, na tle bujnej zieleni i kwitnących krzewów, tych co rosną za oknami mieszkania. Ta okalająca nas zieleń i uspokaja i cieszy i wprost uszczęśliwia. Są jeszcze obok sąsiedzi, taktowni, życzliwi, w potrzebie zawsze można na nich liczyć.
To wszystko, czym można pochwalić Moją Polskę, moje miejsce na ziemi? Nie, przecież widzę, jak nasza Polska zmienia się, rozwija, pięknieje, robi się bardziej wygodna /zobaczmy toalety/. Ile dróg, nowych obiektów kulturalnych, biznesowych, sportowych Że są braki, że tam gdzie nas nie ma jest lepiej no i o tyle wyższe zarobki!
Już nie pamiętamy jakie straty ponieśliśmy w czasie wojny, przez ile lat niszczyła nas komunistyczna gospodarka i polityka? Tam na zachodzie tego nie było. My chcemy mieć to samo co oni, szybko i zaraz. Może więcej cierpliwości, umiaru, rozsądku. A przede wszystkim mniej agresji, nienawiści, awantur. Zgoda buduje, więc szukajmy wspólnych idei, poglądów, nie eliminując krytyki, ale tej konstruktywnej.
Moja Polska to miejsce na mapie gdzie żyję tu i teraz. Trzeba chwalić i dziękować, bo dopiero ta Polska podjęła ofensywne starania o polepszenie fizycznej i umysłowej kondycji senior\ów. Inicjatywy Akademii Pełni Życia, Stowarzyszenia Willa Decjusza, Kina pod Baranami, MCK, muzeów, licznych klubów zmieniają nasze dni, dają szansę na aktywne, ciekawe i przyjemne życie.
Dziękuję Ci Polsko! Masz wady, robisz błędy, ale jesteś Moja! I chcesz być lepsza!
Spróbujmy odrzucić złe nastawienia i emocje, pójść słoneczną stroną życia, życzliwie myśląc o naszej Polsce.

Tadeusz Starzyk
Moja Polska między krową i cepem oraz Fredrą, Moniuszką i Schulzem

Moja mama dorastała w Barwałdzie. Ojciec w Babicy. Obydwoje w powiecie wadowickim. W tym czasie, a więc w okresie międzywojnia rozmawiają ze sobą mieszkańcy Mucharza położonego w tymże regionie. Stary Sumera chwali się, że widzioł na Leskowcu gadu, co miał koci łeb i nózki.

Inny gospodarz chwali się swoją wiedzą przyrodniczą.

- Pchły uciekają od paproci, bo im to śmierdzi.

W gronie tym także trafi się prozaik przekazujący dramatyczną historię skrzypka, który sięgał po kurę. Gospodarze ucięli mu rękę. Skrzypek sprawił sobie protezę drewnianą i cienko grał.

Pamiętam z dzieciństwa wieczorne opowieści. To były nasze seriale z dużą dozą sensacji. Opowieści dorosłych o wojnie pomieszane z historiami o duchach i strachach dostarczały mocnych emocji, zwłaszcza, gdy w bezgwiezdne i bezksiężycowe noce egipskie ciemności kryły niezelektryfikowaną babicką ziemię.

Realia przedwojennego Mucharza opisała nauczycielka pracująca w tej wiosce - Joanna Górkiewiczowa w cyklu powieści „Najbliższa ziemia”.

Chłopi narzekają w karczmie na Polskę dziadowską i księżopańską.

- Moja miała 30 dniówek odrobionych na plebańskich gruntach i gówno dostała.

A Sitarz spisał trzy zeszyty niesprawiedliwości z zamiarem przekazania ich Witosowi.

Nie ma zatrudnienia. Paru ludzi dojeżdża pociągiem do druciarni i fabryki nawozów sztucznych. Ojciec Mateusza, głównego bohatera wychodzi co rano z cepami na odrobek za młockę. Dzieci chodzą do szkoły boso. Buty jedynie ubierają synowie wójta, nauczyciela i pisarza gminnego. A dziedziczka spaceruje z parasolką po żwirowej ścieżce.

Bez krowy trudno sobie wyobrazić byt rodziny. Kiedy po zimie gospodarze wyprowadzają pierwszy raz krowy na pastwisko, kropią je święcona wodą i okadzają lipowym węglem wrzucanym do wody. Bo licho nie śpi.

Krowy pasione na ściernionce rozpucyło do imentu, wlewali do niej mydliny, powrósło miała w pysku, gonili ją wartko i nic nie pomogło.

W domu Mateusza często jada się zacierkę z pszennej mąki z ciepłym mlekiem, słodkim, bądź kwaśnym mlekiem popijane ziemniaki, placki pszenne pieczone na blasze z kawą z mlekiem, czarny chleb z białym serem. Od święta piecze się placki z serem, na przykład na kolację wigilijną. Masła się nie jada. No chyba, że trzeba podać śniadanie dla młocków. Przychodzi czas rozstania się z krową wysłużoną, niezdolną już do dawania mleka. Wyprowadzaną z obory żywicielkę rodziny na sprzedaż rzeźnikowi, gospodyni żegna przemową:

- Matkom dla nas byłaś

Każdego żywiłaś

Daruj nam te wine

Idź se z Bogiem amen.

Po wojnie jeszcze długo krowy żywiły prawie każdy wiejski dom. Ta hodowla wymagała sporo pracy, w której duży udział miały dzieci. Jako chłopiec pasłem krowę, kosiłem dla niej trawę, rąbałem sieczkę, karmiłem ją, poiłem, wyrzucałem gnój z obory, a potem kładłem na posadzce warstwę świeżej słomy, uczestniczyłem przy grabieniu siana, stawiania go w kopy i zwózce do stodoły, prowadziłem krowę do byka, gdy gwałtownie dawała znaki, że musi, a nawet prowadziłem siedem kilometrów byka do punktu skupu. W moim domu mleko masło i ser jadało się codziennie. Koledzy mi to wypominali. Ich rodzice masło, ser i jajka sprzedawali i najczęściej na śniadanie i kolację spożywano tam suchy chleb z kawą zbożowa zabielaną mlekiem. Nie mieli innych dochodów poza tym co wypracowali na swych poletkach. Mój ojciec kierował szkołą, w tej placówce uczyła moja mama. Dostawali państwowe pensje nauczycielskie.

Poza zimą nagminnie chodziło się do szkoły na bosaka. Cieszyłem się bardzo, kiedy mama pozwoliła mi nie ubierać butów. Dała się uprosić, kiedy już miała pewność, że ziemia już na tyle się nagrzała, że bez butów nie grozi mi przeziębienie.

Dziod z kosem społ na okocku. Kot zjod kosa. Dziod becoł.

Z dzieciństwa pamiętam dwóch dziadów, co ukazywali się we wsi od czasu do czasu. Antek Piechotka nosił na głowie trzy kapelusze i ubierał dwa płaszcze. Łukasz szpanował swoim obszarpanym odzieniem. Ubierał się jakby zszywką łat. Kiedyś jeden gospodarz podarował mu ubranie. Łukasz otargał je na strzępy, a potem pozeszywał. Odwiedzał on domostwa i oferował swoją pomoc przy gospodarstwie. Niewiele oczekiwał za pełną dniówkę pracy. Kąt do spania, najczęściej w stajni, skromną strawę, małą paczkę z zawartością dziesięciu „sportów” do kurzenia i ćwiartkę czystej wódki. Najchętniej rąbał drewno i młócił cepem zboże  Cepa stosowali już Słowianie. Jego muzykę rozlegająca się ponad tysiąc lat na polskich klepiskach zagłuszał i wypierał w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku warkot motoru połączonego pasem transmisyjnym z młocarnią. Młocarnia przenosiła się od stodoły do stodoły i biegałem razem z chłopcami za tym motorem, by gapić na egzotyczne dla nas przedstawienie. Biedny Józiu tak się zagapił, że porwał go pas i zawiózł do bębna. Potem osiem miesięcy przebywał w szpitalu. Zamiast prawej ręki ma protezę.

Janina Górkiewiczowa przytacza kłótnie Kurkowej z Doliniakową.

- Jakbyś ty jadła, co mój pies to by ci dawno rzyć rozerwało.

- Jak własnej dupy nie możesz udźwigać, niech ci ją twój chłop za tobą nosi.

- Jużeś skarano, bo jakie zeżresz takie wysrosz.

- Wynoś mi się w tej chwili! Już cię tu nie widzę.

- Do dupy możesz mi gadać. Do rzyci! Haw!. Tu.

I żeby dokładnie pokazać, gdzie się ma interlokutorka zwracać, Kurkowa podwinęła spódnicę i natychmiast na jej wystawiony na światło dzienne obiekt z plaskiem wylądowała ocydzarka Doliniakowej.

Jeszcze piętnaście lat temu zbierając grzyby przysiadłem na pieńku, aby posłuchać kłótni sąsiadek osiedlonych w pobliżu lasu. Poszło o krowę skubiąca trawę na pastwisku sąsiadki i córkę spodziewającą się pretendenta z samochodem na męża, a tymczasem się nawet z rowerem nie trafił.

W tym względzie mamy się dobrze. Wystarczy tylko przysłuchać się wymianie zdań niektórych przedstawicieli narodu w polskim i europejskim parlamencie. Ich rytm polskości, muzykę polskiego zawadiactwa i pieniactwa wzmacniają mikrofony i reflektory. Tu nie mowy o żadnym „to research compromise”. Postawimy na swoim i basta. Protokoły z debat naszych polityków z dużym wyprzedzeniem zapisał Aleksander Fredro na kartach swoich komedii.

 Ja – z nim w zgodzie? – Mocium Panie,

Wprzódy słońce w miejscu stanie!

Prędzej w morzu wyschnie woda,

Nim tu u nas będzie zgoda.

Dzisiejsza Polska radykalnie różni się od tej, którą przywołałem w obrazkach z dzieciństwa sprzed ponad półwiecza. Wprawdzie dalej się kłócimy, dalej niesprawiedliwie dzielimy dochód narodowy, choć nie ma dziadów, za dużo żebraków prosi na ulicach o wsparcie i za dużo osób cierpi na bezdomność. Nie wyobrażamy sobie życia bez elektryczności i narzędzi zasilanych prądem. W wiejskich domostwach zniknęła dominacja krowy. Odżywiamy się obficie, niekiedy za bardzo ze szkodą dla zdrowia. Technika ulżyła nam w kłopotach życia codziennego. Czy mam jakiś skromny udział w tym rozwoju kraju? Być może. Ucząc matematyki w szkole podstawowej kształciłem logiczne myślenie. Uwrażliwiałem też dzieci na piękno na lekcjach muzyki i myślę, że pracując 30 lat w polskiej szkole dołożyłem jakiś grosik na tacę polskiego dobrostanu. Chciałem też wychowanków motywować do dobra i tu chyba mi nie wyszło. Ale nie tylko mnie. Przez setki lat na polecenie kapłanów parafianie przekazują sobie znak pokoju, a po mszy okładają się jak mogą.

Czuję się obywatelem świata, Europejczykiem, ale Polakiem przede wszystkim. Moje polskie pejzaże wyznaczają „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza, „Śpiewniki domowe” Stanisława Moniuszki, przez które kompozytor poświęcił swój talent na rzecz rozśpiewania Polaków, dzieło Oskara Kolberga dające wyraz umiłowania ludu polskiego przez etnografa, realistyczna „Lalka” Prusa i jego pozytywistyczne „Kronik Tygodniowe”, arcymistrzowska uroda słowa Brunona Schulza, ciepło i ironia wierszy Wisławy Szymborskiej i dystans do wszelkich ideologii i do dobrego ludzi o sobie mniemania Tadeusza Różewicza.

Komentarze

real shot mod apk is popular among users who want smoother playback, extra features, and an improved short-video viewing experience. https://reelshortapk.com/

Many users search for the latest version at https://reelshortsmodapk.com/ to enjoy an improved short-video viewing experience with smoother playback and extra features.

real shot mod apk is popular among users who want smoother playback, extra features, and an improved short-video viewing experience. https://reelshortapk.com/

Snapchat videos are designed to disappear quickly, which is why many users search for reliable ways to save Snapchat videos for later. While screen recording is commonly used, it often affects video quality and captures unwanted screen elements. A Snapchat video downloader provides a more efficient solution by allowing users to download videos directly through a browser. These tools are easy to use, work across devices, and are ideal for saving personal Snapchat videos for offline viewing when needed. https://fvideodownload.com/snapchat-video-downloader/

Because Snapchat focuses on temporary content, saving videos isn’t something the app makes easy. Many users try screen recording, but that can feel awkward and cluttered. A Snapchat video downloader offers a more direct way to keep videos for personal use. Browser-based tools keep the process simple and avoid extra steps like app installation. It’s a handy option when you want a clean copy of a video.https://fvideodownload.com/snapchat-video-downloader/

Download Super Bear Adventure for PC on Windows 10 and enjoy vibrant worlds, smooth controls, and fun challenges. Play with full-screen mode, unlock all levels, and experience unlimited adventures effortlessly. <a href="https://superbearadvmodapk.com/super-bear-adventure-pc/">super bear adventure pc download windows 10</a>

ReelShort Mod APK Premium Unlocked lets you enjoy all premium features for free. Watch unlimited videos, download content, remove ads, and explore exclusive features for an uninterrupted, enhanced video streaming experience.https://reelshortmodapk.com/

ReelShort Mod APK iOS lets you access premium features for free, enjoy unlimited videos, download content without restrictions, remove ads, and explore all exclusive tools for a smooth, uninterrupted viewing experience.https://reelshortmodapk.com/reelshort-ipa/

Golden TikTok APK offers ad-free browsing, unlimited downloads, enhanced privacy, premium features, faster streaming, exclusive content, and smooth performance, providing users with an upgraded and enjoyable social video experience beyond the official app.https://tiktokliveapk.com/tiktok-gold-apk/

Drama Wave Latest provides the newest K-drama and Asian drama episodes, trending shows, and updates, allowing fans to stream recent releases, discover popular series, and enjoy the latest content seamlessly. [url=https://dramawavemodapk.app/]drama wave latest[/url]

NXT stream is live and the energy is amazing tonight. WWE NXT always brings fresh talent and exciting matches.
https://watch-wrestling.tv/nxt/

Thanks for sharing these insights. As someone who spends hours listening to podcasts, the unlimited skips feature in the <a href="https://spotismod.com/" target="_blank" rel="noopener">Spotify Mod APK 2026</a> is absolutely essential. It’s getting harder to find safe and working versions these days, so your recommendations are much appreciated. I’ll definitely be bookmarking this page for future updates on premium unlocked features. Keep up the great work!

Hypic for Windows can be used via an Android emulator, offering templates, filters, AI effects, and professional photo editing tools. https://hypic-modapk.com/hypic-for-pc/

Whiteout Survival is an exciting game where players build, explore, and survive harsh environments with strategy, resource management, upgrades, challenges, events, and customizable characters. https://whiteoutsurvivalmdapk.com/whiteout-survival-apk/

Open Hypic, go to the Templates section, tap the search icon, and type keywords related to your desired style. Browse results, preview designs, and select a template to start editing instantly. https://hypicmodapkx.com/how-to-create-a-template-in-hypic/

Avatar World for Mac lets players enjoy the immersive life simulation game on their computer. Customize avatars, explore virtual locations, complete quests, and unlock items for a smooth, creative gaming experience.

Avatar World for Mac lets players enjoy the immersive life simulation game on their computer. Customize avatars, explore virtual locations, complete quests, and unlock items for a smooth, creative gaming experience. https://avatarworldmodapk.id/avatar-world-pc/

Killer in Purple 2 download for PC offers the full fan-made horror experience, including intense jump scares, new animatronics, remastered graphics, immersive gameplay, and a suspenseful Five Nights at Freddy’s-inspired storyline. https://fnaf2apk.com/fnaf-killer-in-purple-2/

FNAF 4 Extras Challenges on PS4 offer bonus content beyond the main game. Face tougher animatronics, complete unique objectives, unlock rewards, and experience intense jump scares for an extra thrilling and spine-chilling horror adventure. https://fivenightsatfreddys4apk.org/fnaf-4-extras/

Finally found a working FM WhatsApp 10.10 download that doesn't trigger security warnings. The Jimtechs edition features are well-integrated here. I love how I can send up to 100 images at once now. This version is truly a productivity booster for me!
https://wasfms.com/
https://wahatfm.com/
https://crushgfai.com/
https://spotismod.com/

Crumbl Cookies is one of the most popular cookie chains known for its giant, gourmet cookies and weekly rotating flavors. Every week, Crumbl releases a new set of cookies, featuring both innovative and classic flavors. This post will cover Crumbl Cookies' weekly menu, their flavors, prices, and the latest updates.
https://crumblecookies.us/

Holiday Cookie Boxes is an online platform that shares updated cookie flavors, weekly menu items, and price details. It helps users discover trending desserts and sweet treats easily. With accurate information and a user-friendly interface, the website provides a reliable resource for anyone looking to explore delicious cookie options online.
https://crumblecookies.us/holiday-cookie-boxes-preorder-now-for-the-ulti...

A very thoughtful and meaningful piece — it really reflects personal connection and perspective in a powerful way. Sharing content like this with friends becomes easier when using whatsapp plus to keep discussions going.https://wuappasplus.com/

"Wow, amazing content! https://tiktokmodapk.com/

„Fajnie się czytało ten wpis — bardzo osobiste i aktualne spojrzenie na Polskę. Dziś wiele z nas rozmawia o Polsce nie tylko w realu, ale także nawet na whatsap plus, gdzie codzienne dyskusje o wartościach i życiu społecznym nabierają nowego wymiaru. Dzięki za inspirację!”
https://wuappasplus.com/

This guide on the WhatsApp Gold 2026 Edition is top-notch. I love how you highlighted the customization options—changing the chat bubbles is so fun! The download speed from your server was impressive, and the APK installed without a hitch. It’s nice to have a version of WhatsApp that actually feels personal. Keep sharing these amazing tech tips with everyone!
https://goldwahat.com/

Update GB WhatsApp to get latest features, improved security patches, bug fixes, enhanced privacy controls, smoother performance, and new customization options for a better and more stable messaging experience. https://wagbapps.com/

Great content! Very informative and easy to follow.<a href="https://fnafapks.com/">Five Nights at Freddy's 1 APK</a>

Ciekawy wpis! Tak jak w WA GB można personalizować wiadomości i interfejs, tak każdy z nas ma swoją „moją Polskę” – unikalną i pełną osobistych doświadczeń. Małe zmiany mogą robić wielką różnicę. https://wagbapps.id/

Nice content, really enjoyed this. The features look interesting and well explained. Definitely worth checking out for anyone looking for something fun and engaging to try. <a href="https://avatarworldmodapk.org/id/">avatar world mod apk unlocked all 2025</a>

Last Day on Earth mod APK download gives unlimited resources, unlocked crafting, and ad-free gameplay. Survive zombies, build your base, explore locations, and enjoy enhanced features for a smoother gaming experience. https://lastdayonearthmodapk.com/last-day-on-earth-survival-tips-and-tri...

Amazing app, really enjoying the features and smooth performance. https://reelshortapk.com/older-versions-of-reelshort/

Pepper0 is an online digital artist known for creating unique, emotionally driven comics and illustrations. Their work stands out بسبب minimalist storytelling—meaning very little dialogue—but strong visual expression. https://pepper0.com/

Pepper0’s art often explores themes like relationships, family dynamics, isolation, and symbolism. Instead of explaining everything directly, the artist leaves space for viewers to interpret the meaning themselves, which makes the content more engaging and thought-provoking.

Over time, Pepper0 has built a strong fanbase across the internet. Fans frequently discuss theories, hidden meanings, and character connections within the artwork. Because of this popularity, their style is often imitated or reinterpreted in fan-made content on different platforms.

If you’re exploring Pepper0 for the first time, it’s best to focus on the original works to understand the true artistic vision. The simplicity, emotion, and quiet storytelling are what make Pepper0’s art truly distinctive.

Customizing a mobile app can feel surprisingly intimate, almost like decorating a new room. In the case of GB WhatsApp APK, users are greeted with the cheery promise.
https://baixargb.pk/

Improving productivity while using a laptop often comes down to having the right tools and resources. A comfortable workspace, a responsive keyboard and mouse, and organized software can make a huge difference. Additionally, staying informed about helpful programs like <a href="https://punjabprojects.com.pk">Sehat Card</a> ensures you can manage your health and finances efficiently, which indirectly supports better focus and productivity throughout the day.

Jixkidzo is an advanced digital transformation platform designed to simplify complex business operations by integrating AI‑driven analytics, automation, and cloud scalability, helping organizations connect data, people, and processes for smarter growth.https://everytalkin.co.uk/jixkidzo-next-generation-digital-transformatio...

Jixkidzo is an advanced digital transformation platform designed to simplify complex business operations by integrating AI‑driven analytics, automation, and cloud scalability, helping organizations connect data, people, and processes for smarter growth.https://everytalkin.co.uk/jixkidzo-next-generation-digital-transformatio...

Laptop battery drains quickly due to high screen brightness, too many background apps, outdated drivers, or heavy software usage like gaming or editing. Keeping Wi-Fi, Bluetooth, and unnecessary programs running can also reduce battery life. To fix this, reduce brightness, close unused apps, enable battery saver mode, and update your system regularly.

Staying informed about useful resources like <a href="https://punjabprojects.com.pk/maryam-ko-batayn/">Maryam Ko Batayn</a>
can also help you manage your daily needs and improve overall productivity and planning in life.

The personal reflection in the post is heartfelt and meaningful, and mentioning WhatsApp Plus 2026 fits because many readers use messaging apps like this to share writing, connect with friends, and discuss cultural experiences in groups. https://wapplusapks.com/

thanks for shairng such an amazing content love it nice https://gbwhata.com.br/

SimpCity SU is a popular search term related to online forum access, community discussions, and trending digital content. Users search this keyword to find platform updates, login details, forum availability, and the latest conversations about influencers, creators, and internet trends across online communities.https://simpcitu.co/simpcity-su/

Pepper0 is a digital artist known for anime-inspired illustrations, expressive characters, and distinctive storytelling. Their work blends detailed visuals with emotional themes, attracting online audiences and building a strong, engaged fan community. https://pepper0.co.uk/

[url=https://blog.rteetech.com/call-center-outsourcing-with-garage2global/]Call center outsourcing with Garage2Global[/url] helps businesses handle customer support through trained agents, reducing costs while improving service quality. It allows companies to scale support, offer 24/7 assistance, and focus on core business growth.

FM WhatsApp ka use karke messages aur media easily manage karna ab aur bhi convenient ho gaya hai. Is app ki features se communication experience kaafi smooth aur flexible ho jata hai. Definitely worth trying for better messaging control. https://fmwhapp.net/

I love how this tracker focuses on major ecosystems like Solana, Base, and Ethereum all in one centralized place. New token launches happen daily, but understanding the underlying narrative is what actually helps you find long-term potential. Your weekly updates on project announcements and network developments provide exactly the kind of clarity investors need right now. Thanks for putting together such a clean, highly reliable resource for the community!
https://cdrophub.com/

DramaWave Latest offers the newest drama episodes, improved streaming quality, faster performance, and an updated content library. Enjoy trending Asian dramas, smooth playback, regular updates, and an enhanced viewing experience across compatible Android devices. https://dramawave.net/

I recently came across Airdrop Research and Market Intelligence Website, which focuses on user incentive programs and token launches.https://adropscan.com/

Developers and investors can explore Early-Stage Crypto Project Research Center for ecosystem and governance analysis.https://cdropfi.com/

For broader market coverage, Cryptocurrency Insights and Token Analytics Resource regularly publishes data-driven reports. https://drphunter.com/

Anyone following on-chain growth trends should look at Blockchain Analytics and New Coin Reports for project-level research. https://adBotFi.com/

Strony

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
1 + 0 =
W celu utrudnienia rozsyłania spamu przez automaty, proszę rozwiązać proste zadanie matematyczne. Dla przykładu: 2+1 daje 3.