Moja Polska

Bożena Gutowska
Kapsuła czasu

9.05. piątek

Dziś pierwsza była pani Zosieńka. Wybiegła z domu narzucając przeciwdeszczowy płaszcz w kratkę bezpośrednio na pidżamę. Pies, ze smyczą w pysku, czekał kiedy skończy ze mną rozmawiać.

- Kochaniutka moja, jeszcze chwila spaceru i poczytam moje ploteczki. To da mi pani „Ekspresiak” i papieroski. Nerwowa się zrobiłam – synuś maturę zdaje, na studia się wybiera – zabronić mu nie mogę, bo zdolny, ale czy te kolejne lata nauki nie warto byłoby na jakiś zawód poświęcić. Albo wojsko. Tam przynajmniej praca pewna, mieszkanie i nie musiałby długo na emeryturę czekać.

- Pani Zosiu, niech się chłopak uczy i do języków się przykłada. Korzysta ze wszelkich możliwości jakie się przed młodymi otworzyły. Na stypendium gdzieś wyjedzie – świat zobaczy, horyzonty poszerzy. Tylko niech dobrze przemyśli wybór, bo na przykład po takiej filozofii – co mu przyjdzie z umiejętności logicznego myślenia i poznawania prawdy – jak będzie pracował poniżej kompetencji...

- Ja, wie pani – tym młodym teraz zazdroszczę. Tylko w „demoludach” byłam.

Pies się znudził i tyle było naszego plotkowania.

Ale zaraz potem pojawił się pan Stanisław. Zawsze elegancki, szarmancki – od czasu, kiedy owdowiał – sam prowadzi dom, gotuje, dba o siebie i jest na bieżąco we wszystkich sprawach. Raz w tygodniu odwiedza bibliotekę.

Ruchu jeszcze nie było – to mogliśmy wymienić kilka spostrzeżeń o polityce i sporcie.

- Pani Sabino, głosować iść trzeba, bo u nas to jeszcze to referendum będzie.

- Panie Stanisławie - ale na kogo ?

Przecież jak czytam o tych kandydatach – zęby mnie bolą. Większość z nich jedzie tam - Unię rozwalać – a wszyscy po pieniądze. Posiedzą, głowami pokiwają – a kasa leci.

- Tyle różnych dziwnych wydarzeń wiąże się z tymi wyborami. Te spoty reklamowe !!! Wczoraj czytałem, że kandydatka z naszego okręgu ma tak długie nazwisko wypisane na banerze, który osiemnastu wolontariuszy nosi po miastach i miasteczkach – że w Tarnowie ich wylegitymowano – bo od 15 osób to jest już zgromadzenie …..

- Ale głosować trzeba – bo mniej rozumni od nas zadecydują !!

- A przy okazji zapytam – co pan myśli o tej naszej olimpiadzie ? Chciałby pan, żebyśmy mieli ?

- I tak w telewizji oglądam – to dla mnie bez różnicy. Pewnie, że takie obiekty olimpijskie zostają i młodzież miałaby gdzie trenować – ale trzeba je też utrzymać.

Tylko jak górale dalej będą w Poroninie budowę „zakopianki” blokować – to jak kibice dojadą? I jak trafi się taka zima jak ta ostatnia – to transport śniegu nas zrujnuje. Tyle jest innych potrzeb.

Trzeba się cieszyć, że nam za chwilę halę widowiskową otworzą – bo w niej nie tylko imprezy sportowe, ale i koncerty będą. Sam się wybiorę, jak ktoś ciekawy przyjedzie.

I maraton za kilka dni mamy. To też wielka promocja miasta – prawie osiem tysięcy uczestników już się zgłosiło.

- Tak, pozamykają ulice i cały tydzień będę wysłuchiwać – jaki to był paraliż miasta.

- Proszę nie ulegać tej modzie: narzekania na wszystko. Widziałem na własne oczy maratony w Atenach i Paryżu. Też zamykają ulice - w Paryżu - to w samym centrum.

Ale ilu jest tam kibiców – na całej trasie - nie można się przecisnąć, żeby biegaczy zobaczyć. Dla nich to jest prawdziwe święto sportu. Są dumni, że mają taką imprezę, kibicują, wspierają....

A zresztą to i tak jest w niedzielę – ruch mniejszy – tylko niektórzy zachowują się tak jakby nic nie wiedzieli i nagle muszą właśnie tymi samymi ulicami jechać – przecież trasa jest w każdej lokalnej gazecie i internecie....

Zbliża się brazylijski mundial i zamiast cieszyć się okazją zobaczenia imprezy na dobrym poziomie – liczymy od ilu tygodni Jerzy Janowicz nie wygrał meczu w turnieju... Sam przyłapuje się, że poddaje się temu myśleniu : „im gorzej – tym lepiej” ?? Dziwni jesteśmy...

 

W tym momencie pojawiła się pani Anna. O tej porze to jej jeszcze nigdy nie widziałam. Artyści wysypiają się do południa.

 

- Wy tu sobie państwo pogaduszki urządzacie – a na Placu Czerwonym jedenaście tysięcy gardeł krzyczy : Ura, ura, ura !! Świat się zmienia, ludzie się zmieniają – a tam od 69 lat tak samo uroczyście obchodzą Dzień Zwycięstwa. Tylko Ukrainy szkoda.

Proszę mi odłożyć wszystkie dzisiejsze gazety i tygodniki – odbiorę po próbie.

Wnuczka mi się urodziła !!! Piękny dzień wybrała sobie na urodziny...

- To gratulacje....

 

I tyle ją widzieliśmy. Ona zawsze w pośpiechu i na szpilkach.

 

10.05. sobota

 

Rano pusto.

I nawet Zosieńka się wysypia. Może syn oderwał się od wkuwania i poszedł z psem na spacer.

Pan mecenas Małachowski podjechał na rowerze – w stroju sportowym i sweterku zarzuconym na ramiona. Na taki strój pozwala sobie tylko w soboty..Cały tydzień urzędowo – garnitur i krawat. Nie jest taki nieprzystępny na jakiego wygląda. Ale zdarza się, że odpowie – pogadamy po zakończeniu procesu.

A gazety to tylko poważne mu zostawiam. Często odbiera je dopiero po pracy.

 

- Chusteczki higieniczne poproszę i wodę mineralną niegazowaną...

- Panie mecenasie – XXI wiek a dziecko u znachora leczyli i zagłodzili...

- Pani Sabino, głupich nie sieją – sami się rodzą.

- I co teraz będzie ?

- Jak to co – wlokło się będzie, znachora znajdą – a rodziców na obserwację do Kobierzyna wyślą.

 

I pojechał....

I nic ciekawego się nie działo - jak to w sobotę. Raz na czas ktoś po program telewizyjny albo bilet wpadł. Tuż przed samą czternastą, jak już kraty zasuwałam - przybiegła pani Ania.

 

- Ma pani dla mnie ten zestaw?

- Pewnie, tylko po co pani tyle makulatury?

- Dla mojej wnuczki. Pani wie co się wydarzyło w dniu pani urodzin?

- No, ja się urodziłam...

- Tak, to było najważniejsze, - ale w kraju i na świecie?

- Nie.

- A widzi pani – ja teraz zapakuję te gazety w pudełko z karteczką - „otworzyć za 18 lat” To będzie taki prezent od babci. Może się zdarzyć, że już wtedy nie będzie takich papierowych gazet – wszyscy będą czytać wiadomości w internecie albo innym urządzeniu. I książki też będą czytać tylko z ekranu. A ja lubię zapach świeżo wydanej książki. Wczoraj wnukowi czytałam „Jak zostałam wiedźmą” Masłowskiej – dla niego jeszcze za trudna – ale obrazki mu się podobały...

- To widzę, że chce pani przygotować taką „kapsułę czasu”...

- I miejsca.

Moja wnuczka przyszła na świat w Dordrechcie – chciałabym, żeby wiedziała, że w dniu jej urodzin taka była Polska – właśnie...

 

Urszula Ciesielska-Chmielewska
Migawki z mojej Polski. Maj 2014.

Polska - to brzmi różnie. „Paw narodów i papuga”, „służebnica cudza”, Winkelried narodów”, Mesjasz… To romantycy. A współczesny nam Norman Davis nazwał ją „Bożym igrzyskiem”.

Polska - patriotów, cokolwiek to na przestrzeni dziejów znaczyło, męczenników, zesłańców, świętych, filozofów, pisarzy i artystów, intelektualistów, biznesmenów, …

Polska - zdrajców, łotrów, szaleńców, zabójców, partaczy, złodziei, typów spod ciemnej gwiazdy, meneli, pijaków, frustratów…Przylecieli. Z Niemiec, z okolic Kolonii. Moja siostra z mężem. Lądowali w Katowicach, tam wynajęli wcześniej zarezerwowany samochód i obrali kierunek Kraków-dom rodzinny na Azorach, gdzie teraz mieszka Zosia. Od 25 lat, a więc odkąd nastała wolna Polska, spotykamy się przeciętnie raz w roku, a oni w Niemczech zamieszkali tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego. Mówią, że Kraków jak powietrze jest im potrzebny do życia. Odwiedzają żywych i umarłych. Jeszcze podczas drogi do Krakowa zajechali do Trzebini, gdzie na tamtejszym cmentarzu pochowany jest ojciec szwagra. A później w trakcie dziesięciodniowego pobytu w Polsce odwiedzili bliskich na cmentarzach Rakowickim, Pasterniku, Batowicach… Ich czas w Krakowie to także spacery traktem królewskim i w obrębie Plant, biesiadowanie w knajpach, obowiązkowo placki ziemniaczane w Balatonie przy Grodzkiej, piwo na Wzgórzu Wawelskim, myszkowanie, jak to się kiedyś mówiło, po sklepach, bo Emilii, wnuczka złożyła różne zamówienia i nie można jej zawieść.

Loch Camelot. Poszliśmy rodzinnie, jak zawsze przy okazji odwiedzin Krysi i Leszka imprezować kulturalnie. Bilety: 40zł normalny, 20 ulgowy. Sala nie wypełniona po brzegi, jak to kiedyś bywało, głównie, sądząc po reakcjach, goście spoza Krakowa. Prowadzący, nazwiska nie pamiętam, umysł nie zakodował i tylko ze względu na kurczący się czas na napisanie pracy na konkurs nie sprawdzę tego w internecie stylizuje się na Piotra Skrzyneckiego. Nastrój beztroski, ale i melancholijny, nostalgiczne piosenki; prześmiewcze, świetnie interpretowane piosenki, wykonywane przy współudziale zgłaszających się osób z piwnicznego lochu piosenki-inscenizacje; skecze wiodące, i np. opowieść z odległej przeszłości o żarnach i pracy opisanej w Księdze henrykowskiej z 1270r z wykorzystaniem kompatybilnych rekwizytów i pytanie skierowane do widowni o pierwsze polskie zapisane zdanie, które to chłop śląski wypowiedział do swojej żony. „Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj”, powiedziałam głośno zadowolona z siebie i ze zdumieniem usłyszałam, że zdanie to równocześnie zostało wypowiedziane jeszcze przez dwie inne osoby. Łoooł, pomyślałam, sami poloniści, a szwagier obdarował mnie spojrzeniem, skrywającym podziw i dezaprobatę, bo właściwie, po co ci to wiedzieć. Albo dowcipy, niestety tylko jeden zapamiętałam, przekleństwo z tą odmawiającą posłuszeństwa pamięcią. „Po co stare kobiety o północy chodzą na cmentarz? Odpowiedź: „Żeby je chociaż duch przeleciał” Śmiałam się, jak wszyscy, a byłam najstarszą osobą na widowni, co odnotowałam zaraz na wstępie. W sumie prawie trzy godziny dobrej zabawy. Wykonawcy świetni, zresztą ci sami, którzy od lat z dużym sukcesem prowadzą lekcje śpiewania na krakowskim Rynku. A z zapamiętywaniem nazwisk to mam teraz problem typowy dla osób w moim wieku i dobrze go oddała redaktor Maria Malatyńska podczas jednego ze spotkań w ramach cyklu Kino dla Seniorów, prowadzonego przez Kino pod Baranami: „Proszę państwa, pojawiło się tylu znakomitych twórców z młodego pokolenia, że koniecznie uczmy się ich nazwisk, bo nieraz nas jeszcze zaskoczą”.

Siedzimy w restauracji Da Piedro, jeszcze Rynek albo już Grodzka. Wewnątrz, bo wieczorny chłód przeszywa grzbiety, a nikt z nas nie jest już młody. Dobijamy do sześćdziesiątki albo jesteśmy sześćdziesiąt plus. Skład osobowy typowy dla norm- układów nie tylko polskich. Cztery kobiety i jeden mężczyzna. Cztery siostry i mąż jednej z nich. Dwie wdowy, singielka i małżeństwo. Post factum świętujemy 60-siąte urodziny szwagra, który na tę okoliczność kupił żonie i trzem szwagierkom po bukieciku konwalii. Pachną pięknie i zdobią urodzinowy restauracyjny stół. Krysia próbuje wybrane białe wino, akceptuje, kelnerka profesjonalnie rozlewa je do wysokich kieliszków i wznosimy toast za naszego kochanego szwagra, człowieka zakręconego, ale z sercem na dłoni. Wino chłodzi się w pojemniku przymocowanym odpowiednimi uchwytami do stołu, pachnie pieprz i wanilia, oprócz konwalii oczywiście, wino rozmarza, ciepełko wypełnia ciało i mózg. Żyć, nie umierać!!! Chciałaby dusza do raju! Jest sielsko, anielsko. Tak dużo i tak niewiele trzeba do szczęścia. Dobra kolacja zjedzona w dobrym towarzystwie w niecodziennej scenerii. Gdybym miała kasę, tak jak jej nie mam, to zapraszałabym przyjaciół do restauracji i biesiadowała, biesiadowała, kontemplowała, kontemplowała… Życie bywa łaskawe i trzeba brać byka za rogi, póki jesteśmy i póki nam się chce. Ni w pięć, ni w dziewięć, a może całkiem świadomie i z premedytacją mówię zainspirowana ogłoszonym dzisiaj przez Willę Decjusza kolejnym konkursem. „Słuchajcie, słuchajcie, jakie są wasze spontaniczne skojarzenia z hasłem „ Moja Polska” Taka mała sonda. „Rodzina. Przede wszystkim rodzina”- mówi Krysia. Moje przygotowania do wyjazdu do was, moje telefony do was. To super uczucie, patrzeć jak Polska się zmienia. Dzisiaj byliśmy w Urzędzie Miasta złożyć wnioski o wyrobienie dowodów osobistych. Kompetencje, rzeczowość, przychylność, wręcz życzliwość- tak można by ogólnie określić atmosferę załatwiania formalności. „Musicie, państwo, odebrać dowody osobiście, ale czy to będzie za rok czy za dwa, to nie ma znaczenia. Dowody będą na państwa czekały. Życzę państwu miłego pobytu w Polsce. A państwa synowie załatwię formalności w ambasadzie w Kolonii”. Coś, co wydaje się być oczywiste, jest zaskakujące i wcale nie takie oczywiste. A pamiętam, gdy przed dziesiątkami lat załatwiałam jakieś formalności na prośbę mojej siostry, która, można tak powiedzieć, nielegalnie, ale na swój sposób formalnie, zgodnie z europejskimi normami pozostała na tzw. Zachodzie. W Urzędzie Stanu Cywilnego przy ul. Lubelskiej pani urzędniczka na moje pojawienie się i wypowiedzianą prośbę nawet nie podniosła głowy i burknęła pod nosem coś zdawkowego. Fakt, ubrana byłam zgrzebnie, a głowę opatuloną miałam jakąś nieciekawą w wyrazie chustą. Na pozór i chyba nie tylko na pozór ubogi prymitywizm. No i ja wówczas wysoką i wyszukaną polszczyzną wypowiedziałam raz jeszcze prośbę. I miałam płaską satysfakcję, patrząc na minę pani, która, chcąc nie chcąc, uniosła głowę. Była w cztery dupy uprzejma, a ja miałam odruchy wymiotne. Oczywiście załatwiłam to, co chciałam, ale szlag mnie trafiał, gdy myślałam o ludziach odprawionych przez wszechwładny urząd. Tacy byliśmy. Wredni, złośliwi, nieuprzejmi. To tylko dygresja wywołana aktualnym opisem zachowań urzędniczek. Pizze pachniały. Każda inaczej. Moja szpinakiem i orzechami. Zamówiłam ją intuicyjnie. Ale znakomita. Nazwy oczywiście nie pamiętam. Język uciekał z podniebiennej rozkoszy. Jest dobrze. I wszyscy byliśmy zgodni, że Polska to przede wszystkim rodzina. Korzenie. I coraz lepsze drogi. Poza Krakowem. To już dopowiedź szwagra. Kocham Cię Polsko-Rodzino. Matura. Kontrowersyjna od lat, ale prawda jest też taka, że nigdy odkąd pamiętam jej formuła nie satysfakcjonowała wszystkich. I to chyba niemożliwe. Narzędzia pomiaru wiedzy nigdy nie będą do końca obiektywne. A życie będzie sprawdzać i wiedzę, i umiejętności. Sprawdzać i weryfikować. I z wyścigu szczurów eliminowani będą przeciętniacy, nieudacznicy, szaleńcy, pewniacy…, jakiekolwiek są ich układy. Przysłowiowe pięć minut na scenie życia czasem przedłuża się do pięćdziesięciu, ale wcześniej czy później wypada się na margines życia, bo takie jest prawo naturalne. Niestety, mam skłonności do mętnego filozofowania. A przecież najważniejsze są fakty i niech inni je interpretują. Ale z drugiej strony, „cokolwiek się dzieje, daje mi to materiał do rozmyślań”. Tak mówiła Susan Sontag. I taki pogląd jest mi bliski. A swoją drogą chciałabym się do niej przybliżyć, tylko kiedy. Jeśli mam do wyboru, np. przeczytać kolejną książkę albo pouczyć się z Anią, piątoklasistką, wnuczką męża, która bardzo mnie o to prosi, to oczywiście wybieram Anię i też „czytam” ją jak książkę.

                                                               ***

Miałam przyjemność pracować w tym roku szkolnym z licealistką, Agatą. Przygotowywała pod moim kierunkiem prezentację na temat: Portret rodziny w wybranych utworach literackich. Wybrałyśmy drogą kompromisu Świętoszka Moliera, Buddenbrooków T. Manna i Cudzoziemkę Kuncewiczowej. Wykorzystałyśmy też Stół rodzinny E. Lipskiej. Inspirowana, podkręcana, motywowana pisała żmudnie i powoli, niewątpliwie ucząc się w ten sposób. Agata zaliczyła prezentację na 18 punktów na 20 możliwych. I był to wynik najlepszy w jej klasie. Dostała też czwórkę z jęz. polskiego na koniec licealnej edukacji, mając dotychczas zawsze trójkę. I była to jedna z pięciu czwórek w jej klasie. Poza tym trójki i dopuszczające. Czy można to uznać za zjawisko statystycznie reprezentatywne, nie wiem. Ale traktowałam jej sukces jako mój sukces. I nie będę udawać, że nie sprawiło mi to przyjemności.

                                                               ***

Koncert w Filharmonii Krakowskiej. Dla dzieci. Mój piąty w tym sezonie kulturalnym z Adasiem, czterolatkiem, wnukiem nieżyjącego męża. Muzyka cyrkowa. Ilość decybeli przekraczająca normy przyzwoitości. Jakby jazgotem można było przygłuszyć bylejakość. Dziecko też przytyka uszy. Poprzedni- muzyka filmowa. Słuchał go razem z ojcem, bo ja uczestniczyłam w wycieczce do Niepołomic, w tym w wiosennej przejażdżce po puszczy. Potem zadzwonili do mnie i maluch dzielił się wrażeniami. Wiesz, jaki instrument poznałem? W jego głosie dało się słyszeć podekscytowanie. Nie wiem, Adasiu. Harfę! Znasz harfę? Znam, to ciekawy instrument. Ma piękny głos- powiedział Adaś jak największy znawca. I czy to nie piękne. Głos harfy. Albo. Brzoza. Po czym Adasiu poznasz brzozę? Bo ma białe ciało- odpowiedział bez chwili wahania. Tylko dziecko może tak odbierać świat. Ale generalnie koncerty dla dzieci stoją dobrym poziomem. Mają ogromny walor edukacyjny, są dla dzieci zabawą, dają możliwość poznawania podstaw muzyki klasycznej. A trzeba powiedzieć, że dziecięca widownia reaguje znakomicie. Uczestniczę w tych koncertach już siódmy rok, bo najpierw z Anią, a teraz z Adasiem. Twórcami tych koncertów jest czwórka zapaleńców: Anna Sokołowska, Renata Żełobowska-Orzechowska, Jan Rokita i Mateusz Bień. A dla dzieci Babcia Melodia, Dziadek, no właśnie jaki dziadek, pewnie zaraz sobie przypomnę albo nie. Jest!!! Hurrra!!! Dziadek Rytmus, Kuzynka Klawiaturka Foprtepianowa i Gadający Ekran. Szanowni Państwo, pozdrawiam i wyrażam podziw dla Państwa kreatywności. Nie mówię o tym, że dajecie możliwość wystąpienia na tak znakomitej scenie młodym artystom. Niewątpliwie buduje ich to na zawsze. Dziękuję. Adaś też. A na przyszły sezon też wykupimy abonamenty.

Polska- to brzmi rożnie. Przy mojej afirmatywnej naturze częściej brzmi pięknie niż byle jak. Cieszę się, że przyszło mi żyć w tym kraju nad Wisłą, że posłużę się słowami piosenki. Żyć teraz, gdy tyle się dzieje. W tym nieustającym procesie transformacji z chaosu wyłaniają się wciąż nowi bogowie, zjadają się wzajemnie, spychają z Olimpu władzy lub popełniają polityczne samobójstwa. W wieku dojrzałym osiągnęłam wewnętrzny, tak doskonały spokój, że wręcz zastanawiam się, czy nie popadam w starcze otępienie. Tak naprawdę zawsze byłam i dalej jestem osobą apolityczną. Najbardziej interesuje mnie awans duchowy, mentalny, kulturowy. Przerzucanie pomostów z teraźniejszości do przeszłości i ku przyszłości. I te procesy postrzegam jak najlepiej. I choć „przemija postać świata,” to jest znakomicie utrwalana przez kolejne pokolenie pisarzy, artystów, twórców- ogólnie. I choć ciągle bardzo wyraźne są podziały pokoleniowe, to w pewnych dziedzinach życia zasypuje się przepaście, a boom na seniorów bardzo mi odpowiada. Więc kocham cię życie. Uparcie i skrycie, że nawiążę do piosenki Edyty Geppert.

Waldemar Śnieżyński

To była jedna z wizyt w rodzinnym Kraju. Andrzej przyjechał do Ryszarda. Po Krakowie nie chodzili. Pojechali w góry - oczywiście do Zakopanego. Ryszard, jeszcze przed przyjazdem Andrzeja, wybrał trasę. Spełniała ona podstawowe kryterium: była trasą dla panów statecznych, z pewnymi oznakami chorobowymi. Wynajęli pokój, a właściwie zadomowili się w domu kolegi z czasów studenckich. Dostali, jak zwykle, pokój z widokiem na Tatry.

Nazajutrz wstali o szóstej rano. Zjedli lekkie śniadanie.                  

 - Wkładaj traperki, Andrzeju. Idziemy w góry.

- Rysiu, przecież wziąłem ze sobą tyko buty do biegania,

- Chyba nie myślałeś, że ja zacznę biegać. Masz już w nogach prawie całą kulę ziemską. Jak mogę mierzyć się z Tobą? Buty na górską wycieczkę są dla ciebie przygotowane. Parę razy w nich byłem. Są rozchodzone.

- Przecież nic nie mówię Rysiu.

Andrzej był zawsze spokojnym chłopakiem. Przez całe studia przyświecał mu tylko jeden cel - emigracja. Nie założył rodziny - żadna dziewczyna mu się nie podobała.

- Cieszę się, że przyjechałeś – powiedział z zadowoleniem Ryszard.

Andrzej stał zamyślony. Myśli jego krążyły gdzieś po szczytach gór. Ocknął się i powiedział.:

- Nie widzieliśmy się już tyle lat. Skype jest taki sztuczny. Widzisz głowę i mówisz do ekranu. Wszystko jest płaskie. Nie możesz dotknąć.

 - Nie narzekaj Jankesie.

- Nie narzekam – powiedział Andrzej wkładając buty. - Chciałem przyjechać. Wrócić na chwilę. Może to już czas na pożegnania?

- Co ty mówisz? Przestań! Jesteś w Polsce, jesteś ze mną. Zacznij myśleć inaczej! Koniec Ameryki. Koniec kiełków. Zjesz schabowego i od razu poczujesz się lepiej.

- Buty są dopasowane. Mamy ciągle jednakowy rozmiar stóp. Dobrze je rozchodziłeś. - powiedział zadowolony Andrzej.

Ryszard przygotował dla Andrzeja również prawdziwy rynsztunek turysty: plecak, dwa kijki, wodę do picia, pelerynę, jabłko i kanapki.

 - Rysiu, o wszystkim pomyślałeś – powiedział Andrzej, uśmiechając się do swojego przywódcy.

Marszruta prowadziła przez Krupówki. Na niektórych domach wisiały flagi - biało-czerwone.

- Pamiętasz, Andrzeju, flagi i transparenty z naszego pochodu pierwszomajowego we Wrocławiu?

- Nasz kolejny protest - po marcu w 1968 roku.

- Bardzo przypadkowy.

Po wydarzeniach marcowych na Politechnice – pisemnych protestach na ścianach i tablicach ogłoszeniowych, odezwach różnych osób po warszawskich Dziadach, po kilkudniowej okupacji uczelni - nastroje wśród studentów nie sprzyjały świętowaniu. Nikt nie chciał uczestniczyć w pochodzie pierwszomajowym. Na WFie, prowadzący zajęcia pan magister, wybrał czterech chłopaków. Mieli godnie reprezentować AZS Politechniki. Wśród nich był Andrzej i Rysiek. Na zbiórce przed pochodem, wśród zebranych „sportowców”, była dziwna atmosfera. Nikt się nie cieszył. Studenci byli raczej zamyśleni i jacyś dziwni. Nie było widać u nich dumy z zaszczytu reprezentowania Uczelni.

Pochód ruszył. Andrzej i Ryszard szli oczywiście obok siebie. Dla zabicia czasu opowiadali sobie kawały. Przed trybuną honorową usłyszeli:

- ... oto idą nasi przyszli olimpijczycy. To przyszłość naszego narodu. Osiągane przez nich wyniki sportowe gwarantują zdobycie złotych medali. Niech żyją, niech żyją...

Nie podobało im się to.

- Rysiu, kto jest przyszłością naszego Narodu? My?

- Ci najgorsi (może prawie najgorsi) - z WF?

 Nie wytrzymali tej głupiej propagandy. Zaśpiewali:

„pieniążki kto ma...

a nam wszystko jedno – my mamy cały świat...„

- Będę miał cały świat. Skończę studia i wyjadę do Ameryki.

- Nie podniecaj się Andrzeju. Wyjedziesz i zostawisz kolegów?

Po minięciu trybuny, szybko wrócili do akademika. Na drugi dzień dowiedzieli się, że studenci Politechniki dwa razy przechodzili przed trybuną. Pierwsze przejście było bez transparentów. Drugie było już kolorowe. Studenci trzymali nad głowami transparenty z „wrogimi” hasłami. Między innymi żądali uwolnienia, zatrzymanych po zajściach marcowych, swoich kolegów – także studentów. Konsekwencje tego powtórnego przemarszu były duże. Niektórzy uczestnicy zostali relegowani z Uczelni.

- Czy zwróciłeś uwagę na to, że my protestowaliśmy piosenką a inni, powtórnym przemarszem przed trybuną – powiedział Andrzej - czy to był nasz prawdziwy protest?

- Chyba tak. Choć nie byliśmy w pełni świadomi tego co robimy. Traktowaliśmy przemarsz w pochodzie jako zło konieczne. Bawiliśmy się.

- Nie było w tym żadnego ryzyka?

- Może i było, Andrzeju. Nie myśleliśmy wtedy o tym.

- Wydaje mi się jednak, że prawdziwym sprzeciwem, na relegowanie naszych kolegów, był dopiero jednodniowy bojkot zajęć. Wszyscy studenci Politechniki w nim uczestniczyli. Wszyscy też dostaliśmy naganę z wpisem do indeksu. Zaliczenie semestru wisiało na włosku. Pamiętasz to chyba Andrzeju? Z nagany w indeksie byliśmy bardzo dumni. Po roku przymusili nas do napisania prośby o jej anulowanie.

- Pamiętam. Ale czy to już była nasza walka o wolną Polskę?

- Chyba tak. Byliśmy trochę niepokorni. Dopiero po dwudziestu jeden latach Polska stała się wolna..

- Byliśmy prekursorami? – Andrzej dręczył pytaniami.

- Nie ma to już żadnego znaczenia.

- Dla mnie ma. Ameryka nie ma takiej historii.

Szeroką ulicą J. Piłsudskiego dotarli do Krokwi. U jej podnóża ujrzeli wielką, prawie odpustową, zbieraninę tandetnych straganów, punktów żywieniowych. Okrążając ten niesamowity jarmark, dotarli „Drogą pod reglami” do Doliny Białego - gdzie na rogatce kupili bilety wejściowe.

- Wejściówki są bardzo tanie - powiedział Andrzej.

- Za takie widoki, jakie zobaczysz, można zapłacić więcej. Jest to przecież Tatrzański Park Narodowy.

Idąc wzdłuż Białego oniemieli. To co zobaczyli po drodze zaparło im dech w piersiach. Kilka dni wcześniej wiał bardzo silny wiatr halny. Wzdłuż szlaku leżały powyrywane drzewa. Nie były to całe połacie. Wyglądało to tak jakby specjalnie ktoś wybiórczo powyrywał, połamał zdrowe drzewa i porozrzucał je. Sterczały korzenie. Sam szlak był czysty. Wyrwane drzewa leżały obok. Służby porządkowe Parku oczyściły szlak. Mimo to widok był przygnębiający. Widać było niszczycielskie dzieło halnego. Życie jest bardzo kruche.

- Popatrz Rysiu. W 68 było prawie tak samo ze studentami. Wybierano aktywnych. Tych ze środka. Mądrych, silnych i patrzących w przyszłość. Wyrywano i usuwano ich ze środowiska.

- Tak. Tu drzewa złamał wiatr. Drwale odcięli pnie od wyrwanych korzeni. Żeby coś odtworzyć trzeba wsadzić sadzonki. Korzenie nie idą głęboko w skałę. Silne wiatry bardzo szybko i łatwo wyrywają stare, wysokie drzewa. Ze studentami było podobnie. To człowiek wybierał i usuwał aktywnych. Nie zdołano jednak złamać pni. Nie usunięto korzeni. To z nich wyrośli ci - co tworzyli potem nową Polskę. Byli od nas trochę młodsi – nasi koledzy. Była między nami różnica jednego pokolenia. Długo trzeba było czekać na znaczące zmiany. Ale wolność przyszła.

Rozmawiając o dawnych czasach doszli do polany. Usiedli obok siebie na zwalonym pniu. Wsłuchiwali się w szum Białego. Po drugiej stronie potoku rozsiadła się grupa uczniów. Mieli plenerową lekcję z biologii. To kolejne pokolenie – pokolenie wolnych Polaków.

 - Andrzeju, jak się czujesz?

- Chyba dobrze. Trochę mnie serce kłuje.

- Może wrócimy?

- Nie. Dam radę. Słońce świeci. Chce mi się żyć.

Andrzej objął swoją ręką kark Ryszarda. Drugą ręką chwycił jego dłoń. Ścisnął ją mocno. Podniósł do ust i pocałował.

- Co ty robisz? – krzyknął Ryszard.

- Długo czekałem aby tu być z tobą. Wszędzie cisza. Ptaki szczebioczą. Czy jest to wszystko prawdziwe?

- Cieszę się Andrzeju, że jesteś szczęśliwy. Jesteśmy razem. To nam powinno wystarczyć. Czy możemy zacząć wspinaczkę?

- Tak. Idziemy.

Czarny szlak prowadził prawie pionowo. Doszli do Czerwonej Przełęczy. Usiedli na pniach - ciężko oddychając. Twarz Andrzeja stała się blada.

- Zostało jeszcze tylko pół godziny do szczytu. Dobrze się czujesz?

 - Rysiu, czemu tak troszczysz się o mnie? Wiem doskonale co to znaczy wysiłek. Gdybym tego nie wiedział, gdybym nie rozumiał, nie doświadczył tego - to czy bym mógł biegać?

- I co ci to dało? - powiedział Ryszard z sarkazmem - satysfakcję na pewno. Całą kulę ziemską przebiegłeś i co teraz? Gdzie jest twoje zdrowie?

 Szli bardzo powoli po skalnych stopniach.. Gdy wyszli z lasu ujrzeli sterczącą, skalną Sarnią Skałę. Wejście na nią wymagało trochę sprytu. Idąc - chwytali się występów skalnych, korzeni, podpierali się kijkami.

Na szczycie byli sami. Innych turystów nie było. Przed sobą ujrzeli ogromną, pionową, skalną ścianę Giewontu. Rzucili się sobie w ramiona.

- Andrzeju, zdobyłeś Sarnią Skałę – krzyczał Ryszard.

- Mogę teraz zdobywać inne szczyty. Nie tylko te w Tatrach.

- Tak. Razem będziemy je zdobywać.

Cieszyli się jak małe dzieci. Gdyby mogli to zaczęli by podskakiwać. Było to jednak niebezpieczne.

- Andrzeju - teraz ci powiem dlaczego wybrałem taką trasę. Popatrz na Giewont. Dzieli nas od niego przepaść – urwisko skalne. Jest to góra masywna i potężna. Budzi zaufanie. Na jej szczycie widać to co najcenniejsze dla człowieka. Kiedyś górale postawili ten krzyż. Daje on nam, wszystkim ludziom, siłę i nadzieję w życiu. Daje nam ukojenie w cierpieniu. W modlitwie daje nadzieję na lepsze i zdrowsze życie.

- Czy mam znowu uwierzyć? – nieśmiało zapytał Andrzej.

- Zamknij oczy. Obróć się plecami do Giewontu. Nie bój się. Jestem przy tobie. Asekuruję cię.

Andrzej wykonał polecenie.

- A teraz oczami wyobraźni oprzyj się o skałę. Zaufaj jej. Otwórz oczy.

Andrzej, bał się ich otworzyć.

Ryszard powtórzył polecenie - mówił powoli i spokojnie - otwórz oczy, nie bój się.

            Andrzej przemógł się. Podniósł powoli powieki

- Co widzisz? –zapytał Ryszard.

- Wielką przestrzeń. Gdzieś bardzo daleko jest widnokrąg. Czy tam już jest koniec? – powiedział refleksyjnie.

- Andrzeju, to nie jest linia, na której coś się kończy. Idąc w jej kierunku widzisz coraz więcej. Tam daleko jest morze. Pamiętasz nasz pobyt w Pucku?

- Molo. Gorąca, parna noc. Niebo gwiaździste. Nie potrafiliśmy oprzeć się pokusie – wskoczyliśmy nadzy do wody.

- Było dużo meduz – naszych chełbi bałtyckich - wtrącił Andrzej.

- Andrzeju, tych wspomnień nikt nam nie odbierze. Dla nich warto żyć.

- Czy tylko dla wspomnień? – zapytał Andrzej.

- Nie. Nie tylko. Popatrz teraz sercem. Przed nami jest Polska. Twoja Polska. Moja Polska. Nasza Polska.

- Wszystko jest jeszcze przed nami – powiedział cichutko Andrzej.

Nagle ciało Andrzeja zaczęło obsuwać się na ziemię. Ryszard chciał zapobiec upadkowi. Chwycił błyskawicznie Andrzeja w ramiona. Nie mógł go jednak długo utrzymać. Andrzej stał się bardzo ciężki. Położył go powoli na skale.

- Andrzeju, oddychaj. Nie odchodź.

Ryszard odchylił lekko głowę Andrzeja do tyłu. Zaczął uciskać klatkę piersiową. Sztuczne oddychanie – usta – usta. Wargi jego były gorące. Oddycha.

Co robić dalej? Komórka. Tam jest numer do TOPR. Rozmowa była krótka.

Za chwilę nadleciał helikopter. Ratownicy położyli Andrzeja na specjalnych noszach.

- Nie możemy pana zabrać do szpitala. Zejdzie pan sam? – usłyszał Ryszard.

- Tak. Zejdę.

Podciągnęli nosze z Andrzejem do góry i umieścili w helikopterze. Ratownicy widzieli grupę turystów zmierzających na Sarnią Skałę. Wiedzieli, że będzie miał wsparcie. Pomachali mu ręką na pożegnanie i helikopter zaczął się wznosić.

Ze łzami w oczach Ryszard krzyczał:

- To jest nasza Polska!

Helikopter stawał się coraz mniejszy. W końcu stał się małym punkcikiem na widnokręgu.

- Czy tak musiało być? – Ryszard zapytał sam siebie. Nie czekał na odpowiedź.

Zadzwoniła komórka.

- Uratował Pan życie kolegi. Proszę przyjechać jutro do Kliniki w Krakowie. Pacjent czeka.

Ryszard wiedział o chorobie Andrzeja. Chciał mu zrobić przyjemność. Wierzył w to, że Andrzej odzyska zdrowie. Chciał być razem z nim w trudnej chwili. Czy to miała być tylko turystyczna wyprawa?

Marek Walawender

To od nas zależy jaka jest Polska i ode mnie jak najbardziej też.

Moja Polska jest nie do ogarnięcia, bo zbyt jest rozległa. Zmieści się w niej Bogurodzica i „polski my naród, polski lud, królewski szczep Piastowy” i Polska Ludowa i Rzeczpospolita I, II, III, i sam nie wiem co jeszcze.

Moja Polska, to miejsce – ojczyzna zawsze zaczyna się od terytorium. Ojczyzna, to przede wszystkim terytorium i wyobraźnia. Jest duża Polska, czyli cały kraj i mała ojczyzna, czyli Podkarpacie i Małopolska.

Moja Polska, to uroda tych najważniejszych dla mnie miejsc. Morze i góry. Bieszczady i Roztocze. Wisła, San i Tanew. Rzeszów, Jarosław, Radawa, Rakszawa i Kraków.

Moja Polska, to wyobraźnia. „Wyobraź sobie że zawsze masz czas,
Wszystko jest dobrze i wszystko w sam raz.” Tak ładnie to zaśpiewał Lech Janerka.

Moja Polska, to ludzie, którzy są piękni gdy bohatersko walczą o przetrwanie i gdy po cichu wypełniają swoją powinność.

Moja Polska, to historia. Ale mnie nie interesuje napisanie „Historii Polski”, tylko „Trylogii”.

Moja Polska, to młodość, czyli prowincjonalność, przedmieście, sad, wandoły i małomiasteczkowe kino.

Moja Polska, to dom. „Domek mały, chata skąpa: Polska, swoi, własne łzy, własne trwogi, zbrodnie, sny, własne brudy, podłość kłam; znam, zanadto dobrze znam.” Tak jakoś za Stanisławem Wyspiańskim też to widzę.

Moja Polska, to mama, czyli sama dobroć – mama jest świętym miejscem na mapie życia.

Moja Polska, to tato, który nie jest tak doskonały jak mama. Z tatą trzeba się zmierzyć. Na rękę. Poprzeciągać linę. Pokopać w piłkę. Spojrzeć głęboko w oczy – chociaż raz. Walnąć głową w mur.

Moja Polska, to szkoła – konserwatywni pedagodzy, schematyczny sposób nauczania, rygor i hierarchiczny podział ról, nuda i oderwanie od rzeczywistości.

Moja Polska, to dojrzałość, czyli odpowiedzialność i zdolność do podejmowania ryzyka i umiejętność wyznaczania i realizowania ważnych celów.

Moja Polska, to wolność, której ciągle za mało. Tysiąc lat Polacy walczyli o wolność i moje pokolenie też o wolność walczyło, i z sukcesem.

Moja Polska to niezależność, która oznacza, że nie ma przymusu, tak zewnętrznego jak i wewnętrznego.

Moja Polska, to mądrość. Niestety nie sama. W mojej Polsce jest dużo mądrości ale głupoty, mniej więcej, tyle samo. Znoszą się, więc bilans wychodzi na zero. Ach! Bądźmy szczerzy – zero ujemne.

Moja Polska, to demokracja, jej główne cechy to konflikt i współpraca, obie są drogami do kompromisu. Moja Polska preferuje rywalizację a stroni od działań na rzecz wspólnego dobra. Wielka szkoda.

Moja Polska, to patriotyzm, czyli bezinteresowna miłość do własnego kraju.

Moja Polska, to miłość. Kubuś Puchatek do Prosiaczka powiedział: „Wiesz Prosiaczku, miłość jest wtedy, gdy ktoś kogoś za bardzo lubi”. Hmm...

Moja Polska, to Magda. Z kobietą chciałbym przeżyć swój czas w pogodzie ducha. Tylko czy to jest możliwe?

Moja Polska, to drogi – polskie drogi, od Polski i do Polski; drogi do dojrzałości.

Moja Polska, to nadzieja, czyli wyobrażanie sobie, że może być lepiej, czasem to nawet wizualizacja lepszej Polski.

Moja Polska, to Solidarność. 12 czerwca 1987 roku podczas mszy na Zaspie w Gdańsku Karol Wojtyła - Papież Jan Paweł II, w homilii: „Jeden drugiego brzemiona noście. Solidarność to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy brzemię dźwigane przez człowieka samotnie, bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza od solidarności.”

Moja Polska, to szczęście, które nie pojawia się przypadkiem, tylko jest wynikiem wysiłku, odwagi i pracy.

Moja Polska, to uczucia, które, jak wiadomo, wyprzedzają myślenie.

Moja Polska, to praca, która idzie na marne, gdy nie jest pasją.

Moja Polska, to prawda, a właściwie jej nieustanne szukanie, bez końca.

Moja Polska, to przyjaźń, a nawet obie, czyli ta twarzą w twarz i barkiem w bark.

Moja Polska, to przeszłość, uformowana przez dwie siły: zapomnienia (która zaciera) i pamięci (która fałszuje).

Moja Polska, to przyszłość, czyli kraina przepełniona wyolbrzymionymi marzeniami i snami, żeby tworzyć rzeczy wspaniałe i wielkie.

Moja Polska, to przywództwo, czyli uczciwość i sprawność – ciągle brakuje nam takich przywódców.

Moja Polska, to psychologia, która jest nauką ścisłą, ponieważ zajmuje się rozwiązywaniem skomplikowanych równań z wieloma niewiadomymi.

Moja Polska, to polityka, czyli rozumne działanie dla wspólnego dobra, tak bardzo tu rzadkie.

Moja Polska, to tolerancja, która uzmysławia, że istnieje więcej niż jeden równoprawny sposób osiągania celów.

Moja Polska, to jeszcze raz tolerancja, która zakłada, że nie wszystkie obyczaje, normy i prawa są słuszne – niektóre są chore.

Moja Polska, to różnorodność, czyli przeciwieństwo równości, bo równość jest zawsze równaniem w dół.

Moja Polska, to samotność, bo tylko wtedy, gdy potrafię być samotny, mogę naprawdę zrozumieć innych.

Moja Polska, to radość, która nie przychodzi sama, tylko trzeba na nią zapracować a i tak jest nostalgiczna.

Moja Polska, to poczucie humoru, żeby wystrzegać się sprzedawców, ekspertów i przywódców bez poczucia humoru.

Moja Polska, to zdrowie, którego życzymy sobie w pierwszej kolejności, a zaczynamy dbać o nie, gdy już jest za późno.

Moja Polska, to schizofrenia. Philip Zimbardo mówi, że w Polsce czuje się jak w szpitalu psychiatrycznym. Tu nikt się nie uśmiecha, raczej się odburkuje, nigdy nikt do nikogo nie zagaduje.

Moja Polska, to zmiana, która jest jedyną trwałą rzeczą i szansą – na coś pozytywnego lub negatywnego.

Moja Polska, to cierpienie, jej integralna część, która jest namacalnym dowodem ułomności i niedoskonałości.

Moja Polska, to zmęczenie, bo to sygnał żeby odpocząć.

Moja Polska, to starość, czyli przygoda z gatunku ekstremalnych.

Moja Polska, to życie – wydarzenie jednorazowe.

Anna Kołodziejczyk
Dzielimy się Polską - wywiad z Romą Krzemień

Na rozmowę z Romą Krzemień, kierującą od 27 lat zespołem Promyki Krakowa, umówiłam się w jej mieszkaniu pełnym pamiątek, dyplomów, fotografii, a impulsem był ostatni wyjazd zespołu do Niemiec.

AK – Obok pianina stoi duży baner ze zdjęciami Promyków a nad nimi napis: „KOCHAM CIĘ, OJCZYZNO MOJA”. Co on oznacza dzisiaj, w dobie kultu innych wzorców?

RK– Zrobiliśmy go na 25 lecie zespołu w 2012 roku. To takie nasze wyznanie. Dalsze słowa: „Polska muzyka, historia, tradycja, stroje” dokładnie określają, czym się zajmujemy i czym dzielimy podczas występów, definiują nasza misję. Baner towarzyszy nam podczas wszystkich wyjazdów i czasem prowokuje pytania.

AK- Może, co to za młodzież, która nie wstydzi się pokazywać pod takim hasłem?

RK- Tak, czasem budzi to zdziwienie. A młodzież jest z Nowej Huty, gdzie założyłam w 1986 roku zespół wokalno-instrumentalny „Promyki Krakowa”. Należą do niego uczniowie szkoły muzycznej im. M. Karłowicza, oczywiście kilka pokoleń uczniowskich. Przez ten czas zespół utrwalił swój profil i tradycje. Dzieci i młodzież występują podczas uroczystości rocznicowych, np. wybuchu II wojny światowej, powstania styczniowego i innych, a to rozwija w nich patriotyzm i szacunek dla własnej kultury. Dlatego nie wahają się wystąpić z takim credo.

AK- Mimo modnego wyśmiewania polskości.- A czy nie obawiasz się postrzegania was przez pryzmat nacjonalizmu?

RK –Nie sądzę. Bo jeśli wielkie uroczystości ku czci polskich żołnierzy organizują co roku Holendrzy w Driel, to czy nasza obecność jest przejawem nacjonalizmu? Nonsens. To tam zobaczyłam jak można świętować rocznicę bitwy pod Arnhem, w dodatku bitwy przegranej.

Jeden ze świadków uroczystości napisał : „Chyba nie ma na całym świecie takiego miejsca, gdzie pamięć o Polakach i szacunek do Polski jest tak żywy”. My tam jeździmy od 1994 roku. Co roku gramy i składamy kwiaty w obecności weteranów, delegacji państwowych i mieszkańców w Driel, Arnhem i na cmentarzu wojennym w Oosterbeek. Wiele osób dziękuje nam za to świadectwo, jakie daje młodzież, bo widzą w nim nadzieję na ocalenie pamięci. My Polacy nie możemy gorzej niż inni traktować naszej przeszłości.

Na naszym koncercie „Chopin Promyków Krakowa” w 2010 roku młodzież czytała słowa I. J. Paderewskiego, wygłoszone sto lat wcześniej. Brzmią one nadal aktualnie: „Uczą nas szacunku dla obcych, a pogardy dla swoich” i dalej: „dla nowych gmachów pono naszych tylko gruzów potrzeba”. Paderewski pyta: czy wszystko, co było, godne jest potępienia i pogardy? I odpowiedzią jest dlań Chopin, który swoimi dziełami „świat cały zdobył dla Polski”. Ja też chciałabym przez mój zespół i muzykę zdobywać świat dla Polski. A także przypominać, że Chopin był Polakiem!

AK –Waszym atutem są również piękne stroje ludowe, ale czy młodzież nie wstydzi się ich nosić, zamiast np. mini?

RK –Stroje, które nosimy prezentują różne regiony Polski i znakomicie wyróżniają nas za granicą. My w nich paradujemy również poza sceną. Grając na spotkaniach, czy w plenerze, stajemy twarzą w twarz ze słuchaczem i wtedy padają pytania o strój, prośby o piosenkę, którą kiedyś nuciła babcia. Pozwala nam to nawiązać bliższą relację z odbiorcą. Np. to zdjęcie z Holandii, (tu wskazuje na fotografię, na której siwowłosy weteran schyla się i całuje rączkę małej krakowianki w wianku z chabrów i maków) - nie ma w tym żadnego fałszu. To wyraz szacunku i podziękowania za trwanie przy wartościach, o które walczono. Młodzież wie, co znaczy być wizytówką Krakowa i Polski i jest z tego dumna.

AK- Jednak ten ludowy kostium może sprawiać, że jesteście postrzegani jako zespół folklorystyczny? A o ile wiem, wasz repertuar jest dużo szerszy.

RK- Przy pierwszym zetknięciu można nas tak kojarzyć i dlatego tłumaczę jaką muzykę polską wykonujemy. Nasz repertuar jest bardzo różnorodny, od utworów ludowych, pieśni, popularnych piosenek aż po muzykę kościelną i klasyczną. W aranżacji na zespół smyczkowy gramy utwory takich kompozytorów jak E. Młynarski, M.K. Ogiński, F. Chopin, M. Karłowicz, I.J. Paderewski, W. Lutosławski, którzy też inspirowali się muzyką ludową. Mamy program kresowy, lwowski, również zupełnie niedotykany w szkołach. Dlatego młodzież w zespole musi szerzej poznać tradycje muzyki polskiej, szczególnie te tkwiące w folklorze, co jest pomijane w oficjalnej edukacji muzycznej. Musi także opanować wszystkie utwory pamięciowo.

AK- Czym jeszcze starasz się zainteresować publiczność?

RK – Szukam czegoś, czym będę mogła zaskoczyć słuchaczy. Tak np. w Niemczech rozpoczynałam występy utworem J.S. Bacha. Ale był to polonez i mogłam opowiedzieć o historii tańca wywodzącego się z Polski.

AK - Podobny akcent polskości wniosłaś w Kleve w 2004 roku ?

RK- Tak, było to w dniu wejścia Polski do UE. Wykonaliśmy wówczas „Odę do radości” Ludwiga van Beethovena ze słowami w języku polskim i w rytmie mazurka. Bo pomyślałam sobie, że ja nie będę na kolanach do tej Unii wchodzić ( tu śmiech z przymrużeniem oka), skoro nasi przodkowie już w 1413 roku byli w Unii. To była Unia Horodelska. Ten sposób grania hymnu UE szczególnie upodobał sobie Wojciech Siemion, wielki przyjaciel Promyków. Był dla mnie mistrzem w odkrywaniu i przekazywaniu wartości kultury i tradycji polskiej.

AK- Z jakim odbiorcą spotykacie się za granicą i jak jesteście tam przyjmowani?

RK – Oprócz przedstawicieli Polonii szukam kontaktów z miejscową ludnością, szczególnie z młodzieżą i dlatego proszę o koncerty w szkołach. A co do przyjęcia, to najlepiej świadczą podziękowania, zdjęcia, artykuły w prasie, jak np. ten w gazecie niemieckiej zatytułowany: „Fenomen polskiego ducha”. To utwierdza mnie w przekonaniu, że akcentowanie polskości ma znaczenie.

AK- Które spośród waszych ponad 100 wyjazdów zagranicznych są dla was najbardziej znaczące?

RK -Niewątpliwie jest to Holandia, do której od 20 lat jeździmy na zaproszenie Fundacji Driel-Polen. To jest niesamowita lekcja historii, dzięki spotkaniom z uczestnikami wydarzeń.

Bardzo ważne i bliskie są wyjazdy na dawne wschodnie rubieże Polski. Odwiedziliśmy Ukrainę, Białoruś, Mołdawię. Tam przede wszystkim czekają na nas serca spragnione mowy polskiej, polskiej pieśni i muzyki. Staram się ten kierunek kontynuować.

AK- Można powiedzieć, że jesteście świadkami historii i zapewne zetknęliście się z postaciami historycznymi wielkiego formatu. Z kim?

RK - Wymienię tylko kilka postaci : Ojciec Święty Jan Paweł II, ostatni prezydent RP na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, gen. Bronisław Kwiatkowski, Jan Nowak - Jeziorański, hrabia Jan Tyszkiewicz, który napisał dla nas piosenkę Czar Krakowa., major Tony Hibbert i Cora Baltussen, oboje walczący o rehabilitację gen. Stanisława Sosabowskiego i jego spadochroniarzy, i wielu innych. Ślady tych spotkań w postaci zdjęć, dokumentów, wspomnień zawiera kronika, którą prowadzę od początku zespołu. Moim marzeniem jest monografia na XXX lecie zespołu.

AK- A jakie są najbliższe plany zespołu?

RK- We wrześniu wyjazd do Holandii na 70 rocznicę bitwy pod Arnhem i Driel. Wystąpimy m.in. wspólnie z chórem holenderskich dzieci śpiewających po polsku. „Piękna nasza Polska cała”. Potem kontynuacja cyklu koncertów pt.: „Lekcja pamięci w muzyce, poezji, wspomnieniach”. Była już „Lekcja” poświęcona pamięci gen. S. Sosabowskiego, powstaniu styczniowemu, a przygotowuję program w hołdzie Oskarowi Kolbergowi. To on zebrał i ocalił od zapomnienia polskie pieśni, przysłowia, obyczaje, a wg ostatnich badań 82 % Polaków nic o nim nie wie. A to pieśń towarzyszyła Polakom w latach niewoli, była przekazem historii z pokolenia na pokolenie. Bo Polska to jest to, co się ma w sercu, tego nikt i nigdy nie zdoła nam wydrzeć. W czasie występów dzielimy się tą Polską, jaką mamy w sercach, jaką reprezentujemy swoją grą, postawą, wartościami, strojem. A moim kluczem do tego przekazu jest klucz wiolinowy – muzyka polska.

AK- I nim otwierasz drzwi i serca dla Polski! Dziękuję za rozmowę i życzę spełnienia wszystkich planów.

Anna Jagocha

Prawie Moją Polskę można znaleźć w filmie „Piąta pora roku”, którego premiera miała miejsce w 2012 r. Reżyserem filmu, na podstawie scenariusza Natalii Pryzowicz – studentki reżysera, jest Jerzy Domaradzki urodzony w 1943 r. we Lwowie twórca m.in. filmów "Wielki bieg" (1981), "Łuk Erosa" (1987), przez wiele lat mieszkał i tworzył w Australii. Oprócz filmów fabularnych tworzył również dokumenty m.in. "Szlachetny dzikus" o Bronisławie Malinowskim, wybitnym polskim antropologu i jego badaniach w Nowej Gwinei, oraz serię dokumentów o polskiej emigracji do Australii: "Grać do góry nogami", "Co ja tutaj robię...", "Kochać czy nienawidzić".

 

Fabuła „Piątej strony roku” w największym uproszczeniu to ukazanie rodzącej się bliskości i osiągnięcie takiego stanu kiedy bohaterowie „nie czują się więcej samotni” jak mówi reżyser w jednym z wywiadów i dodaje „dlatego nie zakończyłem mojego filmu wspólnym trzymaniem się za rączki, tylko zasugerowałem, że ta podróż będzie dalej kontynuowana”.
Bohaterami są ludzie dojrzali: Barbara – samotna po śmierci wieloletniego partnera malarza Edwarda, emerytowana nauczycielka muzyki i śpiewu, „Paniusia z Sosnowca” - grana przez Ewę Wiśniewską i Witek, grany przez Mariana Dziędziela, wdowiec na wcześniejszej emeryturze, były górnik mieszkający na Śląsku w Nikiszowcu, hodowca – pasjonat gołębi pocztowych dorabiający jako taksówkarz jeżdżący używanym Mercedesem, którego kupił za odprawę emerytalną. Po zamknięciu kopalni została po niej tylko orkiestra górnicza, w której na trąbce gra Witek. Wydaje się, że jedyną wspólną pasją jest muzyka, Basia słucha włoskiej opery, Witek gra i śpiewa na tanecznych wieczorach dla seniorów. Sam reżyser zastanawia się „I to było ciekawe, jak ci ludzie się będą zachowywać, kiedy się spotkają”

Film zaczyna się od pogrzebu zmarłego nagle na zawał długoletniego partnera Basi Edwarda, na którym Witek na koniec gra pożegnalny utwór. Intryguje go efektowna wdowa, chce nawiązać z nią kontakt. Pragnąc spełnić ostatnie życzenie partnera i rozsypać jego prochy nad morzem, w miejscu ich pierwszego spotkania, Basia zwraca się o pomoc do Witka, którego poznaje w domu kultury, gdzie śpiewa i gra do tańca seniorom +55, a ona w galerii tegoż domu ma wystawić obrazy Edwarda jedyne przedmioty jakie rodzina Edwarda - ustawowi spadkobiercy pozwolili jej zostawić, nakazali opuścić mieszkanie, w którym przeżyli wspólnie 30 lat. Zamawia u Witka kurs nad morze, „wykupuje” prochy Edwarda z cmentarza i wyruszają w podróż, która ma trwać jeden dzień”.

Jadą przez Polskę ze Śląska, schludnego, zielonego z sympatycznymi i pełnymi energii mieszkańcami, nad morze drogami wzdłuż drzew. Krajobrazy utrwalone w doskonałych zdjęciach Zbigniewa Wichłacza ilustrowanych piękną muzyką Jerzego Satanowskiego.

Podróż obfituje w zabawne przygody i dramatyczne opresje. Na początku tracą dokumenty, pieniądze i telefony, gdyż w swojej dobroduszności czy też naiwności zabierają młodą zmokniętą autostopowiczkę z różańcem, która „jedzie na pielgrzymkę na Jasną Górę„. Ona zaś okazuje się być złodziejką i prostytutką. Poszukiwania jej na parkingu wśród tirówek nie kończą się sukcesem. Okoliczność ta powoduje, że podróż się przedłuża, muszą nocować w plenerze nad jeziorem, odwiedzają dom rodzinny Basi – duży drewniany ale zapuszczony. Mieszkająca w nim siostra opiekuje się wnuczkami, bo dzieci pracują za granicą. W drodze Basia musi odebrać poród, sama nie rodziła bo partner nie chciał dziecka - uświadamia sobie co utraciła. W kolejnym epizodzie Basia po raz pierwszy prowadzi samochód (bo Edward jej nie pozwalał) i wjeżdża na pobocze. Przygoda kończy się poszukiwaniem Witka w szpitalu, do którego został zabrany z podejrzeniem zawału gdy po wysiłku jakim było wypychanie samochodu z pobocza.

Wszystkie te okoliczności i inne humorystyczne, których w filmie nie brakuje, pozwalają lepiej się poznać bohaterom i odkryć, że wiele ich łączy, że lepiej być z kimś niż samemu, docierają w końcu nad morze, nad którym Witek znalazł się po raz pierwszy w życiu.

Film oddający wiernie realia stanowi fotografię zjawisk występujących w Polsce na początku II dekady XXI w. Zamykanie zakładów pracy, bezrobocie i emigracja, rozłąki rodzin, alkoholizm, nieprzyjazna służba zdrowia, dominująca rola kobiet, niepoważne traktowanie petentów w komisariacie policji to codzienne sytuacje ukazane w filmie.

Obraz pokazuje cechy Polaków zarówno pozytywne jak i negatywne - zaradność, kreatywność (wysłanie gołębia pocztowego z prośbą o pieniądze), poczucie humoru, „duma narodowa” (Witek łamiąc ograniczenia wymija jadących nowym autem parę z Niemiec bo ci żartowali z ich modelu) ale równocześnie omijanie prawa „załatwianie za pieniądze” (wykradzenie prochów, rozsypanie w morzu).

Dialogi w filmie są dowcipne, lekko ironiczne. Ogólnie film jest ciepły, ale nie przesłodzony, nie pozbawiony sytuacji humorystycznych. W ogólnym wyrazie również satyryczny.

W filmie nie ma drastyczności, reżyser powiedział „moją ambicją było, aby z ekranu nie padło ani jedno przekleństwo, a jeżeli już pada, to zabarwione śląskimi naleciałościami, które nie ranią ucha”.

Zdjęcia są bez udziwnień, montaż tradycyjny, słychać co mówią aktorzy a grają koncertowo za swoje role Ewa Wiśniewska w Chinach a Marian Dziędziel w Kairze otrzymali nagrody festiwalowe. Bardzo wyraziście przyjaciela Witka gra Andrzej Grabowski, dobrze grają występujący w epizodach Natalia Rybicka, Leszek Lichota, Agnieszka Mandat.

 

Dialogi w filmie są dowcipne, lekko ironiczne. Ogólnie film jest ciepły ale nie przesłodzony, nie pozbawiony sytuacji humorystycznych i satyrycznych.

Film moim zdaniem nie miał dobrej reklamy, aby zachęcić starszych widzów, żeby jednak wybrali się do kina na polską produkcję, zrobioną także dla nich. Może reżyser po długim pobycie za granicą „wypadł”, może podpadł, że nie pokazuje Polski autostradowej z ekranami akustycznymi i zaangażowanych „szczurów” korporacyjnych czy kontrowersji, które lepiej się sprzedają.

Jest to trochę „film drogi” można go porównać do amerykańskiego filmu Bruce'a Beresforda z 1989 roku "Wożąc panią Daisy" a gra duetu Ewa Wiśniewska Marian Dziędziel nie ustępują Jessice Tandy i Morganowi Freemanowi.

Anna Pawlus

Niedawno wracałam z wakacji, z wyspy o górzystym i dzikim krajobrazie. Tylko skały, kamienie i popiół. Morze dla turystów. Krajobraz księżycowy. Silny wiatr wiejący bez przerwy.

Po wylądowaniu w Polsce i podróży samochodem do domu zobaczyłam jakby po raz pierwszy, ze Polska to zielony, żyzny kraj, ma doskonały klimat. Może wyżywić całą Europę i całą Afrykę. Wygląda na to, ze tu można wszystko robić i jest to kraj do życia. Kraj producent żywności. Mleka i miodu.

Ale też mieszkam w kraju, którego historia to utrata wolności i odzyskiwanie wolności. Utrata i odzyskiwanie.

Babcia Zofia urodziła się pod zaborem pruskim w 1895 roku. Uczyła się polskiego z książeczki do modlenia. Pamiętam, ze używała często germanizmów. Dziadek Jan pochodził z wielodzietnej rodziny. Był jedenastym dzieckiem. W dorosłym życiu doszedł do majątku ale wojna zabrała wszystko.

Babcia Anastazja ur. w 1901, miała talent malarski ale wyszła za mąż i nie zajmowała się sztuką. Jej mąż, mój dziadek Włodzimierz szukał w życiu przygód. Grał w ruletkę, wygrał parcelę ale zaraz ją przegrał. Podróżował po Europie, chodził po górach, ale w 32 roku życia postanowił się ożenić.

W czasie wojny był zakładnikiem na gestapo i wraz z innymi miał być rozstrzelany. Do więzienia przyszła babcia, przyniosła jedzenie i świeże koszule.
Gdy stali na korytarzu, weszła nowa ekipa SS. Na pytanie niemieckiego oficera- co tu robicie?, dziadek odpowiedział po niemiecku - właśnie zostałem zwolniony.

Raus ! Raus ! Schneller !
 Natychmiast wyszli, wrócili do domu. Odważny blef uratował mu życie.

Jego kuzynka mieszkała w czasie wojny w Warszawie, brała udział w powstaniu. 1 sierpnia wybiegła z domu w letniej sukience i już do niego nie wróciła.
Była zmuszona przez Niemców do maszerowania wraz innymi łączniczkami przed czołgiem jako żywa tarcza, żeby mógł podjechać blisko do powstańców i strzelać do nich. Dziewczęta krzyczały - strzelajcie do Niemców ! Udało im się uciec.
Bez dokumentów, bez pieniędzy po upadku powstania wyszła z Warszawy i dotarła do Nowego Sącza. Po wojnie pracowała w harcerstwie.
Pomagała Władysławowi Hasiorowi, wspierała go materialnie i namówiła do nauki w szkole Kenara w Zakopanem. Nazywała się Maria Styczyńska.

Pod koniec wojny dziadek z rodziną został wyrzucony z domu przez Rosjan. Mieli przyjaciół, którzy zaproponowali im mieszkanie. Udało się wrócić do domu, ale wkrótce zostały dokwaterowane rodziny.

Mama poznała mojego ojca w pracy, mieli wykonać plakat na cześć Stalina.

Moja siostra i ja przyszłyśmy na świat w domu, który wybudował dziadek przed wojną. Dokwaterowani lokatorzy mieszkali latami, czekali na przydziały budowanych po wojnie mieszkań, na osiedlach poza centrum Rzeszowa.
W domu było ciasno. Mama spodziewała się trzeciego dziecka, ojciec był przekonany, ze będzie to niestety trzecia córka.
 Wszyscy doradzali usunięcie ciąży. Mama poszła do gabinetu ginekologicznego. Ale po chwili jednak wyszła. Nie była w stanie dokonać aborcji. Urodziła chłopca.

Moja Polska to także pochody pierwszomajowe. Dziwne święto bo ludzie byli zmuszani, musieli radośnie machać flagami, kwiatami maszerując przed trybunami z I sekretarzem PZPR.

W latach 70 tych jeździło się do Bułgarii. Gorący piasek, słodkie winogrona, soczyste brzoskwinie. Mieszkaliśmy w dużych namiotach z werandą.
 Kampingi były przepełnione. Polacy handlowali kremami nivea i całym sprzętem turystycznym. Kąpiele w Morzu Czarnym były bardzo przyjemne.

Po roku 89 moja mama miała już 9-cioro wnuków. Ich dzieciństwo było wesołe i beztroskie. Babcia piekła torty urodzinowe dla każdego.

Ale obecnie jedna wnuczka mieszka i pracuje na Haiti, druga do niedawna była stewardessą w 5gwiazdkowych katarskich liniach lotniczych i obleciała cały świat.

Wnuczek jest spawaczem i od kilku lat jest w Norwegii, chyba przyjmie obywatelstwo norweskie. Inny studiuje architekturę i chce być architektem w Brazylii.
Polacy od pokoleń emigrują. Nieustająco.

Jest lepiej niż było, ale zarazem ciężko się żyje, nie ma pracy dla wszystkich.

Mnie się tu podoba mimo wszystko. Ja zostaję.

Alfreda Kosiorowska
Moja Polska po 1989 roku

Dwadzieścia pięć lat przemian w naszym ojczystym kraju. Początki były trudne, musieliśmy nauczyć się wolności. Wychowani byliśmy w zniewoleniu. Wiele osób miało trudności z przystosowaniem się do nowej rzeczywistości. Wielkim wsparciem dla Naszego Narodu był Papież Jan Paweł II. Mocne słowa „ nie lękajcie się!” dodawały siły. Wiara w przemiany na lepsze rozbudzała nadzieję, że damy radę sprostać wyzwaniom. Miłość do ojczyzny zawsze była dla nas nierozerwalną więzią. Z powodu problemów materialnych, braku pracy w kraju, Polacy wyjeżdżali do pracy za granicę. Z zarobionymi pieniędzmi powracali, by właśnie tu, w Polsce budować domy, otwierać firmy i pomagać rodzinie. Jesteśmy pracowitym i umiejętnym narodem. Doświadczenia z zagranicy wykorzystywaliśmy w Polsce. Dlatego łatwiej było nam przystosować się do zmian. Uczyliśmy się wszyscy wzajemnie od siebie.

            Przykre były rozliczenia osób z minionego okresu. Pochłaniało nam to dużo energii, aby te zdarzenia odtworzyć. Uważam, że należało to mimo wszystko uczynić, bo najważniejsza jest prawda. Było to jednak konieczne. Niektóre osoby nawet niesprawiedliwie osądzono. Mamy w Naszej Polsce odważne osoby, które nie słuchały bezczynnie tylko brały udział w sprzeciwie, w obronie osób pokrzywdzonych. W tym miejscu utrwalam zapisem Cześć i Chwałę dla Odważnych Mądrych Polaków.

            Trudno jest prowadzić ster władzy nad krajem, jeśli brak jest jedności. Różnica zdań prowadzi do niepokojów. Z obserwacji jednak wynika, że z każdego zła w nieporozumieniach wywodzi się dobro. Tylko w żalu i emocjach wyraża się bezradny sprzeciw. Tylko w sprzeciwach poznajemy się nawzajem. Dochodzimy do ugody wzajemnie sobie ustępujemy. Rezultat sporów jest widoczny. Polska promienieje świetnością na cały świat. Jesteśmy narodem, który daje świadectwo godne podziwu. Wzajemnie sobie przebaczamy. Wspólnie pracujemy dla dobra wszystkich.

 Wiele krajów może brać przykład z Polski. Z roku na rok krajobraz Polski się zmienia. Ciągle się rozbudowuje, w przepięknej, nowoczesnej architekturze. Godne podziwu w swych rozwiązaniach. Młodzież ma warunki do nauki. Duże znaczenie ma Unijna pomoc. W 25-ciu latach osiągnęliśmy tak wiele. I tak wiele jeszcze przed nami.

            Mamy wolność wyznaniową. Każde wyznanie jest we wzajemnym szacunki. Mamy Prezydenta godnego szacunku. Mamy wolne media, które pełnią rolę wiodącą w całości. O wszystkich sprawach jesteśmy informowani. Dzisiaj trudno pozostać bezkarnym, jeżeli dopuszcza się przestępstw.

 W dzisiejszych możliwościach rejestracji zdarzeń oraz dokumentacji, na próżno trwa radość osób, które wykorzystują słabszych, żerując na nieznajomości prawa, bądź zastraszanych przez pozostanie w stosunku zależności. Przekonujemy się wszyscy, że przychodzi czas rozliczenia się z nieprawidłowościami.

            Moja Polska to mój Wspaniały Kraj, w którym jest Wiara, Nadzieja i Miłość.

            25 lat przemian widoczny w każdym zakątku Polski.

            Wierzymy, że nadal w spokoju będziemy rozbudowywać Naszą Ojczyznę.

            Nadzieje pokładamy w sobie nawzajem.

            Miłością wzajemnie się obdarzać będziemy nadal.

Bo tylko Miłość jest Twórcza.

Tak nas nauczył Wielki Polak Nasz Święty JAN PAWEŁ II.

Lidia Hanusiak

Panie Kierowniku nie lubię tego określenia Kobierzyn, będę szczera, bo ono źle się kojarzy. Jest bardzo stygmatyzujące.

HL- Słyszałam, że nowa parafia zmieniła nazwę i nie jest już Kobierzynem. Dobrze by było, żeby to miejsce odstygmatyzować w niedalekiej przyszłości.

PP- Zmieniona została nazwa parafii na Matki Bożej Częstochowskiej- Diecezji Krakowskiej

HL- Dowiedziałam się, że w teatrze szpitalnym funkcjonuje już Fundacja HOTHAUS- Rodziny przywożą popołudniu na zajęcia teatralne swoje dzieci,

PP- Jest to jakiś krok do przodu- otwieranie na innowacje. Odbywają sie występy grup artystycznych z Krakowa dla pensjonariuszy Szpitala

HL- Kiedy powstały Warsztaty?

PP- Warsztaty powstały w 1996 roku(18 lat temu) - jestem założycielem tych Warsztatów Terapii Zajęciowej

HL- Czym te Warsztaty dysponują?

PP- Dysponują dwoma budowlami na terenie Szpitala tj: Warsztat Terapii Zajęciowej + Pracownia ogrodnicza- gdzie znajduje się szklarnia

HL- Kto jest do Was skierowany na taką terapię?

PP- Jest to forma rehabilitacji zawodowej i społecznej, szczególnie adresowana jest do osób którym choroba psychiczna w znacznym stopniu utrudnia podjęcie jakiejkolwiek pracy

HL- Czym dany uczestnik może się zająć u Was?

PP- Dany uczestnik może się zająć w pracowni ogrodniczej uprawą oraz pielęgnacją warzyw i kwiatów, układaniem bukietów suchych kwiatów. Uczestnicy tej pracowni opiekują sie terenem wokół budynku WTZ (obsadzeniem terenu żywopłotem, wysiewaniem kwiatów, sadzeniem roślin ozdobnych). W pracowni technicznej zajmują się oprawą obrazów, montażem prostych mebli, obsługą narzędzi ręcznych i elektrycznych (wiertarka, pilarka, szlifierka) W pracowni gospodarstwa domowego, prowadzeniem wydatków, robieniem zakupów i gotowaniem pysznych potraw. Tu przygotowywane są drugie śniadanie i różnego rodzaju potrawy okolicznościowe. W pracowni plastycznej uczestnicy mogą się dowiedzieć jak posługiwać się pędzlem, dłutem, poznać nowe techniki plastyczne. Można nauczyć się malować obrazy, rysować i tworzyć grafiki odbijane na ręcznej prasie. W pracowni tkackiej proponujemy prace na krosnach i na ramach tkackich. Uczymy szydełkować, haftować oraz szyć na maszynie. W pracowni komputerowej uczymy obsługi komputera. Podstaw pracy w systemie Windows, prostych programów graficznych oraz internetu. W grupie teatralnej istnieje grupa form dramatycznych WTZ, przedstawienia odbywają się na terenie WTZ a także w innych miejscach w Krakowie. Dyrektorem teatru jest Pan Wojciech Terechowicz.

HL- Czy uczestników interesuje klub literacki "VIR", który znajduje się na terenie szpitala?

PP- Na okoliczność tego wywiadu jeden z uczestników WTZ, napisał wiersz.

 

"Warsztaty Terapii Zajęciowej w Kobierzynie"

 

Jest taka ścieżka przy Warsztacie

Po której można iść z indeksem

Gdy juz skończona dzienna praca

A z pracy się nie wyszło jeszcze

 

Zakratowane okna wokół

Drzwi bez klamek pozamykane

Falisty tej budowli cokół

Zabytek- sto lat jak stawiany

Czasem zakrzyczą "jak sie macie"

Przekręcone w głowie kobiety

Ścieżką powoli stąpasz bracie

Cieszysz się że tam w środku nie ty

 

Akacje i kasztany i buk

Wreszcie modrzew gruby jak beczka

Zajęcia trochę przerwy i znów

W ozdrowiałej grupie zajęcia

Za skórą błogie bezpieczeństwo

Prysnął chorobowy epizod

Ratujmy co sie da- natenczas

Coś jeszcze w sobie w ludziach widzę

 

Napisał Jacek Stawowy

 

HL- Czym jeszcze dysponują Warsztaty?

PP- Warsztaty dysponują kioskiem kiermaszowym wybudowanym przez nas na placu około warsztatowym. W kiosku sprzedawane są wytwory nasze wyprodukowane w pracowniach.

HL- Jak zdobywacie środki na turnusy rehabilitacyjne i wypoczynkowe?

PP- Organizujemy kilkudniowe wycieczki o charakterze rehabilitacyjnym, głównie z funduszy wypracowanych, pochodzących ze sprzedaży wytworów z naszych warsztatów, oraz od sponsorów, których jest coraz mniej. Częściowo finansują uczestnicy.

HL- Jakie środki pozarządowe wspierają te warsztaty?

PP- Stowarzyszenie "VARIA" wspiera- posiada wpis KRS oraz statut organizacji pożytku publicznego. Informuję, że Stowarzyszenie sfinansowało plener filmowy w Regiełtowie- Beskid Niski- tam został nakręcony film pt. "Młotowstrząsy"- "Varia" jest producentem tego filmu. W bieżącym roku- wyjeżdżamy na 8-dniowy pobyt do Kudowy Zdrój na turnus rehabilitacyjny z grupą 24 uczestników+ terapeuci.

HL- Co ile lat otrzymujecie dotację z "PEFRONu" na turnusy rehabliltacyjne?

PP- Otrzymujemy co dwa lata, jednak jest to bardzo mała pula pieniędzy. Częściowo dopłacają uczestnicy.

HL- Jakie są potrzebne dokumenty do przyjęcia na Warsztaty??

PP- Zameldowanie na pobyt stały lub czasowy na terenie Krakowa, skierowanie od lekarza leczącego dane schorzenie psychiczne, opinia psychologiczna, Orzeczenie o stopniu niepełnosprawności znacznym lub umiarkowanym wydanym przez Powiatowy Zespół ds. orzekania o niepełnosprawności oraz akceptacja MOPS.

PP- Ja mogę powiedzieć, że placówka WTZ od 1996 roku istnieje i rozwija się prężnie na obszarze szpitala w dalszym ciągu, pod kątem rehabilitacji zawodowej i społecznej. Zrzesza 40 uczestników

HL- Ile jest takich placówek w Krakowie?

PP- W sumie jest ich 14, a WTZ- są tylko 3, troche za mało dla osób z chorobami psychicznymi.

-Klinika Uniwersytecka w Krakowie ul. Miodowa 8

-Stowarzyszenie GAUDIUM ETSPES podlegają Warsztaty na ul. Królowej Jadwigi 81 w Krakowie

- oraz nasza placówka.

Powyższe Warsztaty przygotowują do pracy w zakładach aktywizacji zawodowej w Krakowie oraz WTZ na terenie szpitala

HL- Podsumowanie całości wywiadu

W całej Polsce jak również w Krakowie jest mało WTZ oraz zakładów aktywizacji zawodowej. W Krakowie był zakład aktywizacji zawodowej, zatrudnieni w nim były osoby po przejściach psychicznych, traumach życiowych pod nazwą COGITO- ale juz nie istnieje ten zakład. Jest to bolączką dla lekarzy terapeutów osób które wspiera rodzina, że niska renta socjalna z MOPS-u lub renta z ZUSu ludzi, którzy przepracowali 10-20-30 lat i więcej nie mają powrotu do pracy przez choroby psychiczne, a mające nawet wyższe studia. Osoby te nie mogą wypracować sobie emerytury. Tak się przedstawia rzeczywistość ludzi w Polsce. Trzeba prężnej organizacji, żeby ten mit zmieniła: "Zachorowałeś na chorobę psychiczną, nie masz powrotu do pracy..".

Właściwie bardzo wiele się dowiedziałam, myślę że mogę podziękować za wywiad

PP- Ja również dziękuje Pani za przeprowadzenie wywiadu.

Adam Zyzman
Jako Holender bym tej Polski nie zrozumiał!

Czym była Polska dla mego przodka Daniela Zyzmana, który w latach 70. XVIII stulecia zdecydował się opuścić swoje rodzinne Niderlandy i przenieść się do kraju nad Wisłą? Prawdopodobnie jawiła mu się, jako swego rodzaju Ziemia Obiecana, w której katolicka większość nie prześladowała zarówno swych współziomków innych wyznań, ale także tych, którzy przed prześladowaniami religijnymi chronili się w granicach Rzeczypospolitej. Zupełnie inaczej niż w protestanckich Niderlandach, gdzie większość nie tylko nie akceptowała obecności tradycyjnych katolików, ale z jeszcze większą nienawiścią odnosiła się do innych odłamów protestantyzmu. A Daniel Zyzman do takiego odłamu właśnie należał. Był menonitą, wyznawcą pacyfistycznej odmiany protestantyzmu, a to był grzech największy. Protestant odmawiający walki w obronie swojej wiary, interesów lub narodu był dla innych protestantów nie do przyjęcia. Był odmieńcem, którego należy, albo zmusić do zmiany wyznawanej wiary, albo zlikwidować dla... dobra jego duszy, oczywiście. Dlatego cała grupa współwyznawców Daniela zdecydowała się opuścić to wrogie im środowisko i udać się do odległej Polski, gdzie stroną zapraszającą Olendrów, jak to mówili w tych czasach w Polsce, był... katolicki prymas Polski, arcybiskup Michał Poniatowski, bliski krewny panującego króla, dla którego ważne były przede kwalifikacje zawodowe przybyszów z Niderlandów, czyli umiejętność osuszania rozlewisk w biskupich posiadłościach nad środkową Wisłą.

Cała wieś Olendrów osadzona została w miejscowości Kazuń nad Wisłą w roku 1773 i Danielowi wydawało się, że w ten oto sposób zagwarantował sobie i swej rodzinie bezpieczeństwo życia i wyznania na długie lata. Niestety, już kilkanaście lat później także w tym bezpiecznym kraju rozpoczęły się niepokoje społeczne i polityczne, w którym Olendrzy, ze względu na swe przekonania religijne nie brali udziału, licząc, że zajmując się tym, dla czego zostali tu sprowadzeni, ochronią swoją niezależność także pod rządami Prusaków, którzy niebawem zajęli te tereny. Paradoks historii sprawił bowiem, że Daniel Zyzman i inni członkowie wspólnoty religijnej, w ciągu życia tylko jednego pokolenia, nie tylko porzucili swe rodzinne strony, ale stali się kolejno mieszkańcami Rzeczpospolitej, poddanymi króla pruskiego, obywatelami polskiego Księstwa Warszawskiego, aż wreszcie mieszkańcami Królestwa Polskiego, którego władcą był moskiewski car Aleksander I. To upewniło całą wioskę, że należy dbać przede wszystkim o swą odrębność narodową i religijną, dopóki kolejne władze nie wtrącają się ani w organizację samorządu wiejskiego, ani w wyznawane prawdy wiary i zasady życia, z tej religii wynikające. Udawało się to dość długo, dopóki Polacy, którym znów było źle pod moskiewskim berłem, wywołali powstanie, które w efekcie doprowadziło do włączenia Królestwa Kongresowego w skład Cesarstwa Rosyjskiego, w wyniku czego mieszkańcy kraju nad Wisłą zaczęli być traktowani, jak wszyscy poddani cara i to bez żadnych wyjątków, także pod względem służby wojskowej, co stało w jawnej sprzeczności religijnymi zasadami menonitów. Początkowo sprawę udawało się załatwiać tradycyjnie rosyjskimi metodami, czyli wykupywaniem rekrutów u rosyjskich urzędników, ale pod koniec lat 50 na wieś spadło kolejne nieszczęście. Osuszone tereny zostały przez carskich inżynierów uznane za doskonałe miejsce na lokalizację wojskowych koszar otaczających świeżo wybudowaną twierdzę Modlin. Utrzymujący swą odrębność narodową i religijną menonici nie stanowili dobrego sąsiedztwa dla obiektów strategicznych, a tym samym stracili też możliwość takiego zarobkowania, by społeczność stać było na coroczne wykupywanie swych rekrutów od obowiązku służenia w carskiej armii.

Toteż pod koniec lat 50. XIX w. jeden z wnuków Daniela, Walenty, bez względu na swe religijne wychowanie i przekonania, został wzięty w kamasze, jak się wówczas mówiło. Początkowo służył na Kaukazie realizując rosyjską politykę pacyfikacji buntowniczych górali kaukaskich i po kilku latach dosłużył się nawet stopnia podoficerskiego. Być może 25. letnią służbę wojskową zakończyłby nawet stopniem oficerskim, gdyby nie to, że Polacy wywołali kolejny bunt przeciwko panowaniu moskiewskiemu i oddziały z Kaukazu zostały przeniesione do Kraju Priwislanskiego, gdzie miały zaprowadzić porządek. Właśnie w trakcie jednej z takich walk z oddziałem niejakiego Langiewicza, został ciężko ranny w bitwie pod Szydłowcem. Moskiewski oddział po potyczce musiał się czym prędzej wycofać, toteż wykrwawionego Walentego znaleźli mieszkańcy Szydłowca, którzy dzień później przybyli na pobojowisko, by pogrzebać poległych. Bliski śmierci dochodził do siebie przez kilka miesięcy, a gdy wyzdrowiał, postanowił nie wracać już do wojska, tym bardziej, że opiekująca się nim młoda Katarzyna Wilczyńska była na tyle troskliwa i sugestywna, że nie tylko odwiodła go od planów robienia kariery w armii carskiej, ale przekonała także do zmiany wyznania i stanięcia z nią po roku przed ołtarzem w miejscowym kościele parafialnym.

Walenty Zyzman co prawda zmienił religię, ale zachował jednak poczucie swej narodowej odrębności, a w pamięci nauki swego dziadka Daniela i ojca Grzegorza, by nie angażować się w sprawy Polaków, gdyż przynosi to tylko kłopoty w życiu. Zasady te wpoił także swemu synowi Romanowi, który z czasem stał się w miasteczku znanym przedsiębiorcą transportowym i dochował się czterech synów oraz trzech córek. Niestety, czy to zdolności pedagogiczne zawiodły Romana Zyzmana, czy też dzieci okazały się tak nieposłuszne, ale najstarszy syn, Franek już w 1914 roku, zamiast ukończyć terminowanie u miejscowego ślusarza, uciekł z domu, gdy tylko dowiedział się, że do pobliskich Kielc wkroczyły pierwsze oddziały przyszłych Legionów, by zaciągnąć się do polskiego wojska. Co prawda po zakończeniu wojny wrócił do Szydłowca, ale nawet oficjalne wydziedziczenie go nie podziałało wychowawczo na pozostałe dzieci. W 1920 roku kolejny syn, Antoni, mój ojciec, też jako nastolatek, zaciągnął się do armii polskiej w obliczu bolszewickiej napaści. Co prawda jego służba potrwała zaledwie rok, ale następne wydziedziczenie, które sprawiło, że bez majątku żonę znalazł dopiero po kolejnej wojnie, też nie pomogło, bo znów brał w niej udział, chociaż już tylko, jako żołnierz podziemia. Zaś najmłodszy syn, Stefan zginął, jako żołnierz Września.

Czym dziś ja, Polak, a tylko w gdzieś w 1/10 Holender, różnię się od jakichś dalekich krewnych, którzy być może przed laty pozostali w Niderlandach? – Mogłem się o tym przekonać w niemal 200 lat, od chwili, gdy Daniel Zyzman podjął decyzję o wyemigrowaniu do Polski. W 1979 r., przez absolutny przypadek, zostałem zakwaterowany w jednym pokoju krakowskiego akademika, z Wilhelmem van Sambeek, studentem slawistyki na uniwersytecie w Lejdzie. Wilhelm, który po kilka miesięcy spędził już w Moskwie i w Pradze, nie potrafił zrozumieć Polski i Polaków, toteż poprosił o pokazanie mu prawdziwej Polski, także tej... mniej oficjalnej. Prośbę tę wziąłem sobie tak bardzo do serca, że pewnego dnia dopiero w ostatniej chwili zdałem sobie sprawę, na jakie niebezpieczeństwo narażam obcokrajowca, zabierając go na nielegalne spotkanie z Adamem Michnikiem. Jeszcze przed klasztorem Norbertanek na Salwatorze upewniałem się, czy sam trafi z powrotem do akademika, gdy po wyjściu zostaniemy pogonieni przez milicję i Służbę Bezpieczeństwa. Z miny Wilhelma wynikało jednak, że w ogóle nie wie o czym mówię, ale gdy zaczęliśmy słuchać jąkającego się Michnika, Holender nagle pociągnął mnie za rękaw. – Adam! On mówi antypaństwowe rzeczy! – wyszeptał mi do ucha z przejęciem.

- Nie antypaństwowe, tylko antyustrojowe – poprawiłem go fachowo, jak przystało na studenta politologii.

- Ale zaraz tu przyjdzie milicja i nas wszystkich aresztują – niepokoił się nadal Wilhelm.

- Nie przyjdą tu, bo tu jest klasztor – wyjaśniłem. – Jak będziemy wychodzić mogą nas próbować zatrzymać. Mówiłem ci. Ale wtedy trzeba uciekać. Pamiętasz drogę do akademika?

Wilhelm nie odpowiedział od razu, ale widziałem, że bardzo intensywnie coś przeżywa. Dopiero po dłuższej chwili wyszeptał z ogłupiałą miną. – Adam! To w polskim klasztorze można łamać prawo?

No, ale on miał prawo tego nie rozumieć. Był tylko Holendrem!

Komentarze

Exploring 'My Poland' is an incredible experience, but it gets even more thrilling when you add the 'Drive Zone Online Mod.' This mod offers a new dimension to driving through the scenic routes of Poland. Whether you’re racing through cities or cruising through rural landscapes, the mod brings a unique twist to the journey, making every drive feel like a new adventure. It’s amazing how these mods can blend the beauty of Poland with a more immersive, interactive driving experience!
Visit:https://drivezoneapkz.com/

What a heartwarming and beautifully written tale! Maniuś Trąbkiewicz’s journey, from his struggles in the quaint Polish tavern to his wild dreams of fame in Chicago, really captures the essence of longing for home. The way the story weaves Polish pride with that universal search for happiness is so touching, and the moral—finding joy close to home—hits deep. I could almost hear Maniuś’s out-of-tune trumpet blaring through the pages! Speaking of chasing dreams, if you’re into virtual adventures to escape the daily grind, check out the Drive Zone Online Mod APK for some thrilling open-world racing fun: https://onlinezonedrive.com/. It’s a great way to unwind, much like Maniuś dreaming on his porch! Would love to hear more stories like this—any other Polish folk tales you recommend?

The experience of exploring 'My Poland' is amazing, but it becomes much more exciting when you use the 'Drive Zone Online Mod.' Driving down Poland's picturesque roads takes on a whole new meaning thanks to this update. The mod adds a special twist to the trip, making every drive feel like a brand-new adventure, whether you're speeding through urban areas or relaxing in rural settings. It's incredible how these upgrades combine a more engaging, interactive driving experience with the natural beauty of Poland! [url=https://hillclimbsracing.com/]hill climb racing mod apk[/url]

The experience of exploring something new is often a blend of curiosity, discovery, and personal growth, as it invites us to step beyond familiar boundaries. <a href="https://deltaexcutorv.com/">Delta Executor</a> Whether it involves visiting a new place, learning a new skill, or navigating unfamiliar ideas, exploration encourages openness and adaptability. Along the way, small moments of surprise and insight can reshape perspectives and deepen understanding. Ultimately, exploring becomes as much about self-discovery as it is about the world around us.

The experience of exploring something new is often a blend of curiosity, discovery, and personal growth, as it invites us to step beyond familiar boundaries. https://deltaexcutorv.com/ Whether it involves visiting a new place, learning a new skill, or navigating unfamiliar ideas, exploration encourages openness and adaptability. Along the way, small moments of surprise and insight can reshape perspectives and deepen understanding. Ultimately, exploring becomes as much about self-discovery as it is about the world around us.

Exploring 'My Poland' is a great experience, but it becomes much more fascinating with the 'Drive Zone Online Mod.' This patch adds a new dimension to driving the picturesque highways of Poland. Whether you're racing through cities or drifting through rural areas, the mod adds a unique twist to the experience, making each drive feel like a new adventure. It's incredible how these mods combine the beauty of Poland with a more realistic, interactive driving experience! https://tiktokmodapks.com/tiktok-uae-apk/

What a charming and brilliantly written story! Maniuś Trąbkiewicz's journey encapsulates the spirit of yearning for home, from his hardships at the small Polish tavern to his irrational dreams of fame in Chicago. The moral—finding joy close to home—hits home, and the story's weaving of Polish pride with that universal quest for happiness is so heartwarming. Through the pages, I could practically hear Maniuś's out-of-tune trumpet! Speaking of pursuing your dreams, if you enjoy taking virtual trips to get away from the everyday grind, you should check out the Drive Zone Online Mod APK, which offers an exciting open-world racing experience: Like Maniuś dozing on his porch, it's a terrific way to relax! Any additional Polish folktales you would suggest? I'd love to hear more stories like this one.https://talegrammodx.com/telegram-lite-apk/

What a delightful and masterfully written tale! From his struggles in the tiny Polish bar to his crazy hopes of fame in Chicago, Maniuś Trąbkiewicz's journey perfectly captures the essence of longing for home. The story's blending of Polish pride with that universal search for pleasure is so endearing, and the lesson—finding joy near home—hits home. I could almost hear the out-of-tune trumpet of Maniuś through the pages! Speaking of following your dreams, the Drive Zone Online Mod APK provides a thrilling open-world racing experience for those who like to escape the daily grind through virtual travel: It's an excellent way to unwind, much like Maniuś sleeping on his porch! What other Polish folktales would you recommend? https://gbwahtspro.com/gb-whatsapp-old-version/

'My Poland' is a fantastic place to explore, but it becomes much more intriguing when you use the 'Drive Zone Online Mod.' Driving Poland's scenic roadways takes on a whole new meaning thanks to this patch. The mod gives the game a distinctive twist, making every drive feel like a brand-new adventure, whether you're racing through towns or drifting through rural areas. The way these mods blend the stunning scenery of Poland with a more realistic, interactive driving experience is amazing! https://truckersofeurope3apkmod.com/truckers-of-europe-3-for-ios/

This post is such a lovely slice of everyday life—felt like I was right there listening in. The little moments and conversations really bring the neighborhood to life.
Also sharing this in case anyone’s looking for a good spot to dine out: https://yardhousemenu.us/

What a charming glimpse into everyday Polish life—those little conversations at the kiosk really capture the spirit of the neighborhood! From politics to sports marathons, it’s all so relatable and heartwarming. Speaking of unwinding after a busy day like that, I’ve been enjoying some light gaming, and playing Hill Climb Racing on PC has been a fun escape. If anyone’s interested, here’s a guide to get it set up: https://hcracingapk.com/hill-climb-racing-for-pc/. Any favorite local spots in Poland for a real hill climb adventure?

This was such a cozy read. I could almost picture the neighbors chatting, the dog waiting, and those little everyday worries about kids, exams, politics, or even the marathon blocking the streets. It really shows how much life happens in those small conversations.

Funny thing is, nowadays a lot of these talks happen online instead of by the kiosk. Apps with <a href="https://tgramplus.com">Telegram features</a> kind of recreate that feeling—people sharing news, debating, or just passing the time together, only in a digital way. Different setting, same human connection.

Hi, I am a travel guide here to help you with all your travel needs. The Ethiopian Airlines Virginia Office is your go-to destination for booking flights, managing reservations, and getting the latest travel updates. Whether you need assistance at the Ethiopian Airlines Office in Virginia or want to purchase a ticket directly from the Ethiopian Airlines Ticket Office in Virginia, the staff provides professional and friendly service. Located conveniently, the Virginia office helps travelers with flight schedules, ticket changes, visa information, and special requests. For a smooth travel experience with Ethiopian Airlines, visiting their Virginia Office ensures you receive expert support and up-to-date information for your next trip.

Are you arranging your flight from Manchester Airport with Qatar Airways? Your trip can go more smoothly and enjoyably if you know the correct terminal in advance. Travelers departing from Manchester are greeted by contemporary amenities, speedy check-in desks, and access to first-class lounges on Qatar Airways, which is renowned for providing top-notch service. If you're wondering What terminal is Qatar Airways at MAN, it's Terminal 2, which guarantees a smooth travel experience for both business and leisure passengers. The Qatar Airways Manchester Terminal is built to provide efficiency, comfort, and convenience, with everything from cozy waiting spaces to a variety of restaurants and shopping options.
visit - https://nearterminal.com/qatar-airways/man-terminal-manchester-airport/

Tejas Tours & Travels offers roomy tempo traveller 9 seater per km ratestarting at about 30 to 34 rupees per kilometre, plus a daily driver fee of six hundred rupees. Perfect for small teams, the vans come with generous legroom, cool air-con, and experienced drivers so guests glide comfortably through city streets or long outstation runs.
https://www.tejastravels.com/9-seater-tempo-traveller-rent-mysore

What a delightful snapshot of everyday Polish life! Those casual chats at the kiosk perfectly reflect the neighborhood’s charm. From lively debates about politics to marathon sports talk, it all feels so genuine and warm. After days like that, I love unwinding with a bit of gaming—Hill Climb Racing on PC has been my go-to lately. https://tiktokliveapk.app/tiktok-uae-apk/ If you’re curious, here’s a quick setup guide: By the way, do you have any favorite real-life hill climbing spots in Poland?

Exploring 'My Poland' is already a fantastic experience, but it gets even better with the 'Drive Zone Online Mod.' This mod transforms the journey through Poland’s scenic roads into something truly special. Whether you're cruising through bustling city streets or enjoying the peaceful countryside, the update adds a fresh layer of excitement to every drive. It turns a regular trip into a dynamic adventure, blending enhanced gameplay with the stunning landscapes of Poland for a more immersive and interactive driving experience.https://gbwaves.net/

War brings only pain and loss to humanity.<a href="https://gbwhatsproapp.com/">GB pro</a> stands for peace, unity, and hope for a better future.

Descargar Heymods.com 18.20 GB WhatsApp ofrece una versión mejorada de WhatsApp, con funciones exclusivas que no encontrarás en la versión oficial. Accede a temas personalizados, opciones de privacidad avanzadas, y más, todo sin anuncios molestos. ¡Haz clic aquí para obtenerlo ahora en
https://barbache.com/

My roommate was desperate https://spotimody.co/block-ads-on-spotify/ to disable spotify ads on his free account because they kept ruining his road trips. Someone in the chat said the only real way is a modded app—sideloaded it, now offline mode works, no ads, unlimited skips. Been using it heavy for weeks—no crashes, no account flags. Says it's the only thing that actually kills the ads.

War brings only pain and loss to humanity.GB pro stands for peace, unity, and hope for a better future.
https://gbwhatsproapp.com/

<a href="https://gbwhata.net/">GB WhatsApp</a> is a fantastic program with tremendous features and smooth performance. It makes conversation more enjoyable, private, and entirely adjustable. Definitely one of the greatest apps available!

Watch Desi Serial Latest Full Episode Online in HD Video, https://gogodesiserial.net/

I needed something reliable to save idea pins.
Tried this site to <a href='https://getindevice.com/pinterest-video-download/'>Pinterest Video Downloader</a>
and it didn’t disappoint.
No annoying ads or redirects while using it.
Download speed was surprisingly fast.
Definitely bookmarking this for later.

My tita was renewing her Singapore PR and wanted the process quick. She asked about national police clearance online https://policeclearanceph.ph/. Everyone confirmed NPCS: register, upload IDs/photo, pay, book appointment, one short visit for biometrics. She did it, got clearance in 6 days with QR code. Online national is the fastest now—no long queues.

<a href="https://gbwhata.net/">GB WhatsApp</a> is a fantastic program with tremendous features and smooth performance. It makes conversation more enjoyable, private, and entirely adjustable. Definitely one of the greatest apps available!

This reflection on Polish identity and heritage is truly moving. It reminds me how our roots shape us, even in our modern digital lives.
Preserving culture and personal expression matters in everything we do—even in the tools we use daily.
For those who value customization in their daily communication, exploring options like https://gbwhatsap.id/gb-whatsapp-untuk-belajar-kelompok/ can be a step toward a more personal digital experience.
Thank you for sharing this beautiful piece.

Download **Avatar World Mod for iOS** to unlock premium features, exclusive outfits, and creative tools. Explore new locations, customize characters freely, and enjoy a fun, immersive role-playing experience.
https://avatarworldmodapk.org/avatar-world-for-ios/

Daily wellness becomes easier with Herbal Health Supplements designed to support natural body functions. Carefully selected herbal ingredients work together to promote vitality, improve overall well-being, and help people maintain an active and healthy lifestyle every day.
https://med-meds.free.site.pro/

Truckers of Europe 3 Money and Level APK gives players unlimited cash and max levels for faster progress. Unlock all trucks, upgrades, and routes to enjoy a realistic, premium trucking experience.
https://truckersofeurope3apkmod.com/

Pick a random country instantly and explore new places around the world. Great for travel ideas, quizzes, or just a fun way to learn geography https://countryrandomgenerator.com

“The monthly cost of Starlink is quite significant and really depends on your region and plan choice. In the US the standard residential plan often runs around US $120/month. <a href="https://internetbundledealz.com/blog/starlink-monthly-cost/">starlink cost per month</a>

Com o WhatsApp GB atualizado 2025, aproveite uma experiência renovada. Mande mensagens com estilo, sem travamentos e com funções únicas.

https://gbwhato.net/

If your query is “My Poland?”, it seems you might be asking about your connection, presence, or information related to Poland. Poland is a country in Central Europe known for its rich history, cultural heritage, and modern cities. Whether you are asking about travel, residency, or personal ties, understanding Poland’s geography, regulations, and culture can help provide clarity. For travelers or residents using a <a href="https://whatsplusap.com">social apps</a>, it can be especially useful to stay connected with friends, family, or local services while exploring or living in the country. Clarifying your specific context would help give a more precise and useful answer.

**Douyin MOD APK** offers the full Chinese TikTok experience with unlocked features, ad-free browsing, and enhanced video tools. Users can watch trending videos, create content, and enjoy unlimited access to premium functionalities.
https://tiktokliveapk.app/douyin-mod-apk/

Jenny Mod Java adds a custom companion character to Minecraft Java Edition with unique animations, interactive features, and expanded gameplay options, giving players a more personalized and entertaining in-game experience. https://minecraftjenny-mod.com/

Looking to upgrade your Instagram game? Download the latest Insta Pro Update now! With this update, get access to enhanced features that help boost your social presence — from smarter analytics and better engagement tools to more seamless profile management. It’s faster, more reliable, and designed to give you the edge on Instagram. Click download and take your Insta experience to the next level. https://instaaups.com/insta-pro-2-apk/

Descargar Heymods.com 18.20 GB WhatsApp está diseñado para usuarios que buscan una aplicación de mensajería sin restricciones. Disfruta de funciones como la capacidad de enviar archivos grandes y ocultar las vistas previas de los mensajes. Accede al enlace de descarga en https://barbache.com/.

¿Estás listo para disfrutar de WhatsApp sin publicidad y con más características que la versión estándar? Descargar Heymods.com 18.20 GB WhatsApp te ofrece una experiencia de mensajería mejorada con muchas funcionalidades adicionales. Encuentra la descarga en https://barbache.com/

I found something really cool for Truckers of Europe 3 players — it gives unlocked trucks and unlimited money. Check it out here: https://toemodapk.com/truckers-of-europe-3-for-ios/

Nulls Brawl on iOS is often searched by players who want to explore extra features and test new gameplay options. While it offers interesting custom content, users should always download from safe and trusted sources. It’s best for learning, experimenting, and enjoying the game in a fun, risk-free way. https://nullsbrawlls.org/nulls-brawl-ios/

Nulls Brawl on iOS is often searched by players who want to explore extra features and test new gameplay options. While it offers interesting custom content, users should always download from safe and trusted sources. It’s best for learning, experimenting, and enjoying the game in a fun, risk-free way. https://nullsbrawlls.org/nulls-brawl-ios/

Nulls Brawl oferece jogabilidade fluida, atualizações rápidas, controles simples e modos de batalha divertidos. Proporciona fácil acesso a personagens e recursos que tornam a experiência de jogo geral mais emocionante e agradável. https://nullsbrawlls.com.br/

RLCraft Bedrock Tips and Tricks help players survive harsh environments. Learn strategies for resource gathering, combat, exploration, and skill leveling to enhance efficiency, avoid dangers, and thrive in the challenging RLCraft world. https://rlcraftmod.com/rlcraft-tips-and-tricks/

Muchos usuarios eligen WhatsApp Plus Rojo por su diseño atractivo y su panel de ajustes ampliado. Descargar esta versión te da acceso a más temas, más controles de privacidad y un rendimiento estable para comunicarte con comodidad.
https://waplusrojo.com/

Wonderful reflection on Polish culture and identity! For those who enjoy sharing their experiences on social media, you might want to try the Insta Pro 2 APK download. It offers great customization for Instagram users, helping you capture and share moments in unique ways. Keep sharing such insightful content!
https://iinstapro2apk.com/

Fajna refleksja o codzienności i tożsamości — daje do myślenia w 2025 roku, kiedy wszyscy mamy więcej sposobów na kontakt (nawet przez wa gb 2025) niż realnej rozmowy twarzą w twarz.
https://gbwhata.id/

The <a href="https://capcutmoda.com/" target="_blank" rel="noopener">latest CapCut Mod APK</a> is by far my go-to video editor. It has powerful editing tools that allow me to create polished videos, and the best part is it’s completely watermark-free. It also unlocks many advanced features that are paid in the official app. For anyone editing videos on their phone, this is the best version.

I’ve been using CapCut Mod APK for a while now, and it’s an amazing video editor. It has more customization options and additional effects that the official version doesn’t offer. Plus, there are no watermarks when exporting, making your videos look more professional.
https://capcutmoda.com/

Super Bear Adventure is a fun 3D platform game inspired by classic adventure titles. In this game, you play as a cute bear exploring colorful open worlds, solving puzzles, collecting items, and fighting enemies. The controls are smooth, and the cartoon graphics make the game enjoyable for players of all ages. https://superbearadventuremod.com/

Strony

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
5 + 7 =
W celu utrudnienia rozsyłania spamu przez automaty, proszę rozwiązać proste zadanie matematyczne. Dla przykładu: 2+1 daje 3.