Zielone filiżanki

Pa! Mamo! Pa! - zawołała ginąc w mroku klatki schodowej.

Pa! Córciu! Pa! - odpowiedziała w mrok klatki schodowej.

 -

Kobieta podeszła do stołu, na którym stały dwie zielone filiżanki.

Zieloną herbatę - mamo - będziemy pić w zielonych filiżankach - powiedziała kiedyś jej córka i wyjęła z torby dwie zielone filiżanki.

Potem przez wiele lat z każdej podróży przywoziła kolorowe paczuszki zielonej herbaty. Siedziały, popijały aromatyczny napar, a ona opowiadała o tym gdzie była, co widziała i co tam robiła.

Nigdy nie miała dość tych rozmów. Zawsze z niecierpliwie czekała na następną wizytę. A kiedy kończyła się kolejna paczuszka herbaty, kiedy wsypywała ostatnie listki do imbryczka, wiedziała że już wkrótce jej córka pojedzie z kolejną misją, aby nieść pomoc potrzebującym. Była z niej dumna a zarazem umierała ze strachu o jej życie.

Pa mamo! Pa! Taka praca. Muszę.

Pa córciu! Pa! Pisz! Dzwoń. Uważaj na siebie! Będę na ciebie czekała.

 -

Od ilu już lat piją razem zieloną herbatę?

Dzień podobny do dnia. Rok do roku. Zima, lato, zima...

Kobieta podniosła filiżankę z niedopita herbatą. Pozostał na niej czerwony ślad szminki.

Podreptała do kuchni i zaparzyła nowa porcję herbaty. Nalała do obu filiżanek, sięgnęła po album i nieśpiesznie zaczęła oglądać fotografie.

 -

Tu stają obie. Trzymają się mocno za ręce. Jej dorosła dłoń a w niej maleńka rączka.

Dziewczynka trzyma za ucho ulubionego misia. Wyjazd bez niego byłby katastrofą.

Po raz pierwszy miały się rozstać. Po raz pierwszy odwoziła małą na kilka dni do dziadków. Mocno trzymała maleńką i nie wiedziała, jak przeżyje te dni bez córki. Jeszcze ostatni mocny całus.

Pa córciu! Pa!

Będę tęsknić. Pa!

 -

To pierwszy dzień szkoły.

Bez problemu odnajduje jasną główkę wśród tłumu pierwszoklasistów.

Pa! Mamo! Pa - szeptała niepewnie, a wielkie niebieskie oczy były pełne łez.

Pa córciu! Pa! Kochanie, nie płacz.- i żeby dodać małej otuchy, każdego dnia czekała pod klasą.

Tak, to był trudny okres. Musiała pogodzić pracę i opiekę nad córką.

 Że sama wychowuje dziecko? Że szkoła? Że choroby? Że wakacje?

Nikogo to nie obchodziło.

Co? Znowu zwolnienie na dziecko? Co? Urlop w lecie? Cooo?!

Mowy nie ma!

Wolne dostanie pani w listopadzie. Niech pani wybiera - praca albo dziecko.

Żegnam panią!

Ona nie miała wyboru. Miała dziecko i musiała mieć pracę!

Pracowała nocami, brała prace zlecone do domu, roznosiła o świcie mleko.

I dała radę. Bez zwolnień.

A jednak dałam radę!

 -

Popija herbatę małymi łyczkami i przewraca strony.

Pa! Córciu! Pa! - wołała w za nią, kiedy przeskakiwała po dwa schodki pędząc do szkoły.

Rozwiane włosy, torba na ramieniu - która to mogła być klasa? Czwarta? Piąta?

Już dawno nie odprowadzała jej do szkoły. Już dawno była dzieckiem z kluczem na szyi.

Nie była pobłażliwą matką. Może zbyt dużo od niej wymagała? Była przecież taka mała.

Na stole w kuchni zostawiała kartki.

Córciu! Wracam z pracy o godzinie 22. Proszę, posprzątaj i zrób zakupu. Tu masz listę: chleb, kostka masła, drzem.

Ale co miała zrobić? Sklepy zamykali o 18.

Nie zawsze było idealnie. Bywały dni buntów, narzekań. Ale zaraz potem mała przytulała się i szeptała - ja tylko tak, mamo. Ja nie chciałam źle. Ja tylko tak.

Usiądź, jesteś taka zmęczona. Chcesz, zrobię nam herbaty? Mamy Madras!

Herbaty zawsze chciała. Herbata pomagała na wszystko.

 -

To na słoniu z wakacji na Cejlonie.

Jak dziś pamięta tamten wieczór.

Rozgoryczona i zła siedziała nad szklanką gorzkiej herbaty Popularnej. Od wielu tygodni wszystko układało się "nie tak".

Nie tak w pracy, nie tak z córką, nie tak ze zdrowiem. I w dodatku ta znienawidzona Popularna. Żeby chociaż Madras albo szczyt marzeń w tamtych czasach - Yunnan.

A tu nie! Tylko ta Popularna!

Tego dnia zamarzyła, że pojadą na Cejlon. Zobaczą herbaciane pola i poznają smak prawdziwej herbaty.

Długie miesiące odkładała każdy grosz, brała dodatkowe prace. W końcu nazbierała na wyjazd. Pojechały w lipcu. Nikt nie powiedział jej, że latem nie jedzie się w tropiki.

Pani w Orbisie miała sprzedać wycieczkę i sprzedała.

Tego obezwładniającego, lepkiego upału nie zapomni do końca życia. W nocy spały pod mokrymi prześcieradłami, a dnie spędzały zanurzone po szyje w basenie.

Ale herbaciane pola widziały!

Tam właśnie w herbaciarniach po raz pierwszy piła zieloną herbatę.

Ociekając potem, oganiając się od much i komarów oglądały wszystko co tylko mogły.

Jej córka z zaciśniętymi ustami, z przerażeniem w oczach patrzyła na panującą dookoła biedę. Na wyciągnięte ręce dzieci, na ludzi mieszkających w nędznych lepiankach i myjących się w kałużach wody. Na tym tle, ich skromna egzystencja wydawała się luksusem.

To właśnie ten wyjazd zdecydował o przyszłości.

Mamo! Postanowiłam, że kiedy dorosnę, będę pomagać biednym ludziom na cały świecie – powiedziała gdy wracały do domu.

Dotrzymała słowa.

Jedyne zdjęcie z tego wyjazdu to właśnie to na słoniu.

 -

Pa mamo, Pa! - wołała idąc z koleżankami.

Pa córciu! Pa! - odpowiadała chociaż dobrze wiedziała, że córka zajęta sprawami nastolatek, już tego nie słyszy.

Pa mamo! Pa! - wołała i całowała ją w policzek, kiedy z błyskiem w oku biegła na spotkanie z chłopakiem.

 - i wiesz, wrócę dzisiaj troszkę później. Idziemy do kina.

To idziemy, a nie idę, było dla niej znakiem, że mała dorasta - dla niej dorasta zbyt szybko.

 -

Podnosi swoją filiżankę i uśmiecha się do tej drugiej. Tej, ze śladami czerwonej szminki.

 -

Zdjęcie z Jastarni.

Cały czas padał deszcz. Kupiły kalosze i peleryny. Poznały ciekawych ludzi, zwiedziły wybrzeże. Zimno? Deszcz? Nic nie mogło im zepsuć wyjazdu.

Tylko - uśmiech się do wspomnień - po dwóch tygodniach takiej barowej pogody przybyło jej 5 kilogramów! Śmiała się, że zgubiła ja bita śmietana, ciastka i deszcz. A chorowita mała? Przez całą zimę nie miała nawet kataru!

 -

Zakopane - zimowe kurtki, rękawice, szaliki - rano nauka jazdy na nartach, a wieczorami - szczyt luksusu - gorąca czekolada. Obie takie piękne, młode, radosne. Jak siostry.

 -

To zdjęcie lubi szczególnie. To nagroda za jej trud, za nieprzespane noce, za zmartwienia.

Córka właśnie skończyła studia i szykuje się na bal. Pięknie wygląda w zielonej sukience i w czarnych szpilkach.

Jej dorosła córka.

Jej Pani Doktor.

Pa mamo! Pa! Dziękuje Ci za wszystko! Jesteś najwspanialszą mamą na Ziemi!

Pa córciu! Pa! Baw się dobrze. Baw się najlepiej na świecie!

 ---

Zdjęcie ze ślubu. Córka w białej sukni z kwiatami we włosach. Dookoła roześmiane druhny. Przez szparę w drzwiach widać maślane oczy pana młodego. Oj, dostało mu się za to podglądanie!

Kobieta ociera spływającą łzę.

Pa córciu! Pa.

Tak, to wtedy dostała od niej dwie zielone filiżanki - zieloną herbatę pije się w zielonych filiżankach.

Pustka, samotność. Ile to już lat, jak nie mieszkają razem? Jej dorosła córka zabiegana, zmęczona. Praca, mąż, dzieci, wyjazdy - taka praca, mamo. Czy możesz zajrzeć do moich dzieci?

Pa mamo! Pa! Wrócę najszybciej jak będę mogła!

Pa córciu! Pa! Bądź spokojna. Wszystkim się tu zajmę. Pa!

Była potrzebna jej i wnukom. Jak dobrze być komuś potrzebnym. Jak dobrze nie być samej.

Córka wracała z tych swoich - jestem tam potrzebna, taka praca - i zawsze znajdowała czas, aby wpaść na filiżankę zielonej herbaty.

 -

A tu ona w chusteczce na głowie. Siedzi na szpitalnym łóżku. Za chwilę przyjdzie pielęgniarka i zawiezie ją do sali operacyjnej.

Pa córciu! Pa!

Nie martw się o mnie. Mam dla kogo żyć. Nie poddam się.

Pa mamo! Pa! Będę tu na ciebie czekała.

Tak, to wtedy zrozumiała, że ich role odwróciły się. Już nie ona opiekuje się swoją małą córeczką, ale to jej dorosła córka opiekuje się swoją starą matką.

 -

Kobieta spogląda na pustą filiżankę i zamyka album.

Kiedy patrzy wstecz, życie wydaje się tylko chwilą. Pamięć płata figle, wszystko zamazuje się, zlewa.

A jednak, gdy wraz z zielonymi filiżankami ogląda stare zdjęcia, przypomina sobie minione dni. Chwile dobre i złe. Swoją młodość i dzieciństwo córki. Wspomina ludzi, których poznała, tych którzy byli przy niej przez wiele lat i tych których imion już nie pamięta.

Na tych małych kartonikach drzemią okruchy jej życia. Ich życia.

Zanosi do kuchni filiżanki i dokładnie myje. Swoją pustą i tą ze śladem czerwonej szminki, która jak zawsze "oglądała" z nią stare fotografie.

Ostrożnie, drżącymi rękami odstawia je na miejsce. Będą czekać do następnego spotkania! W szufladzie czeka jeszcze spory zapas kolorowych paczuszek z zieloną herbatą.

Pa córciu!

Pa!

 †

 

Kobieta w czerni pochyla się i zamiast zniczy stawia na grobie dwie zielone filiżanki. Zapala w nich świece i szepcze:

Pa mamo.

Pa